Gdy zacząłem analizować związki i je opisywać na blogu, zaczynałem jako lubiany przez kobiety, naiwny romantyk. Miałem do Pań żal że są materialistkami, a przez moje narzekania wyraźnie przebijało pragnienie ich posiadania.
Rózga na rozdęte serialami kobiece ego
Uwielbienie bądź nienawiść do Pań, jest w zasadzie tym samym, gdyż oznacza że tak czy siak, ale myślisz i koncentrujesz się na nich, pragniesz ich. Jeśli czegoś nie potrzebujesz, nie myślisz nawet o tym, a co dopiero mówić o silnych emocjach. Skoro od miłości do nienawiści jeden krok, w drugą stronę działa to tak samo. Zauważ że nasze kochane Panie, wcale nie obawiają się nienawiści; one przeraźliwie boją się obojętności i ignorowania.
Skąd pewność, że to najdotkliwsza rózga na kobiece ego? Z ich podwórka, one doskonale wiedzą że gdy są ignorowane, bardzo źle się czują - każdą tkanką swego serca, pragną uwagi i zainteresowania. Ludzie walczą z innymi w taki sposób, jakiego doświadczyli na własnej skórze - stąd wiedzą że to naprawdę boli. "Chcę zapomnieć", "zapomniałam", czyż nie takie właśnie stwierdzenia płyną najczęściej z ust Pań? No cóż, zapomnieć można tylko szablonowego mężczyznę, Ryśka z Klanu, a nie takiego który wzbudzał silne emocje (pal licho jakie). Robienie tego co chce kobieta, w naiwnej, wykształconej oglądaniem komedii romantycznych i radami mamusi nadziei że zyskamy tym jej względy, jest najkrótszą drogą do krainy zapomnienia.
Puszyste żądzą clitoris
Kobieta pożąda gdy jej serce płonie, więc tylko niestabilne zachowania, mogą ten ogień paliwem emocji utrzymać. Uroczy kryminalista, oszust matrymonialny, kalibabka i uczuciowy malwersant to osoby, które budzą w kobiecie żar emocji, więc chociaż umysł kobiety ciągnie do bezpiecznej przystani, gdzie wtulona w zaśmierdziały, turecki sweter misia sobie beztrosko pochrapuje, to dusza lgnie do tego, który bierze ją jak swoją rzecz, źle traktuje, wyśmiewa i jest absolutnie odporny na jej gierki i manipulacje. Skąd ta odporność? Z wewnętrznej pogardy do kobiety, z pewności że kobieta jest tylko seksownym ciałem skrywającym egoistyczne, emocjonalnie niedorozwinięte dziecko. Gdy kobieta coś mówi, płacze, awanturuje się, nasz ogier nie przejmuje się tym, uważając to za niewarty zainteresowania bełkot. Tę właśnie "odporność", Panie nazywają czymś magnetycznym, pociągającym, magicznym, mówią "nie mogę go rozgryźć" - bo budzi to w nich chęć walki i rywalizacji. Silny samiec od tysięcy lat, to lepsze geny i przyszłość dla dziecka, więc organizm uruchamia seks, potężne uczucia i hormony zadowolenia, by nieszczęsnego samca związać ze sobą; najpierw do puszystego żądzą clitoris, a później (jak najszybciej, póki się nie znudzi) do potomstwa.
Dlaczego taki mężczyzna jest pożądany? Ponieważ wzbudza emocje, rozbudza nadzieję na zmianę brutala w słodkiego (z czasem do porzygania), ułożonego Reksia domowego, czyli daje szansę na zasmakowanie poczucia władzy - kiedy tak się stanie, kobieta zacznie się nudzić, a w końcu gardzić ciepłym misiem w kapciach. Jeśli kobieta gardzi, winą za swoje uczucia obarcza samca (miał dać szczęście, wszyscy tak mówią od komedii romantycznych, poprzez harlekiny do stereotypów kulturowych), więc zdradza by się w ten symboliczny, podstępny, z natury kobiecy sposób na nim zemścić za "swoją krzywdę". Zmiana innego człowieka pod siebie i swoje potrzeby jest wielką rozkoszą; jest najczystszą esencją władzy. Spokojny chłopak nigdy nie wzbudzi takich emocji, które kobieta utożsamia z byciem żywą, z ekstazą. Dlatego mądry facet nie daje się nabrać na kobiece szlochy, baśnie o złym facecie który bije i nie szanuje. Czemu nie odejdzie? Bo ma nadzieję na wygraną, na zmianę mężczyzny. Podejmuje grę w której musi przegrać, ale ona jeszcze tego nie wie. Chce kosztem drugiego człowieka, zrobić sobie dobrze - i płacze by dodatkowo coś ugrać na własnej manipulacji od zatroskanego otoczenia. Jest Ci źle, to odejdź. To naprawdę jest takie proste.
Piękne ciało daje władzę
Ale wróćmy do opowieści o mnie. Panie oczywiście protestowały, zapewniając że liczy się tylko wnętrze, ale dupy bezrobotnemu dawać nie chciały - na szczęście czytały, komentowały. To bardzo dowartościowuje, gdy czyta się mężczyznę którego celem jest kobieta. Ma się wtedy poczucie władzy, świadomość że wystarczy ruszyć paluszkiem, a facet jest mój; tak w istocie było. Gdy masz coś, na kim innym zależy, rozdajesz karty - tym czymś są piękne ciała Pań, w których nie tylko ja przecież pragnąłem pomyszkować. Właśnie dlatego Panie tak dbają o ciało, modę, ponieważ atrakcyjność daje władzę nad mężczyzną, a to niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju poczucie przyjemności, władzy, gdyż można wtedy kierować mężczyzną, liczącym na wiadomą nagrodę za wierną służbę u stóp pięknej Pani. Im potężniej kobieta zachwyca się swoją kobiecą siłą, tym większa rozpacz się pojawia gdy traci urodę, a wraz z nią milkną zachwyty Panów.
Straszne jest życie człowieka, który utożsamił swoje szczęście z atrakcyjnością ciała; gdy zniknie uroda, oddala się poczucie przyjemności, a na jej miejsce wprowadza się na stałe depresja, rozpacz i żal. U Pań zaczyna się rozpaczanie, że chociaż urody nie ma to mogły być pieniądze i wygodne życie, a nie męka ze starym, sapiącym dziadem. Kobieta wyobraża sobie wtedy, że mogła wyjść za milionera, po czym zaczyna święcie wierzyć w tę wykutą w kuźni harlekinowych mrzonek wizję; dlaczego? By móc pozbyć się męża (a dobytek zatrzymać dla siebie, dość częste sprawy), albo móc na nim się wyżywać, wylewać z siebie cały swój strach i złość w postaci jadu i przemocy, usprawiedliwiając się tym że jest zraniona i nieszczęśliwa przez męża. Jeśli kobieta za młodu stawiała na swoją dobrotliwość, rozwijała poczucie szczęścia niezależne od ciała, innych ludzi itd. (rozwój osobisty), będzie z wiekiem coraz radośniejsza i żywsza, a jej więdnące z wiekiem ciało będzie coraz pełniejsze wewnętrznego piękna. Jeśli stawiała na ciało, będzie w piekle na ziemi. Przeciętna kobieta w wieku 45 lat to przeważnie ruina z żylakami, nadwagą, mniej lub bardziej widoczną grzybicą od cukrów; wtedy trzeba zerwać ze starym trybem życia, gdzie Panowie pomagali za jeden uśmiech, a nastawić się na zupełnie inne, daleko mniejsze możliwości pasożytowania na męskiej chuci, bo i chętnych brak.
Duma albo szczęście, wybieraj
To ciężka sprawa, gdyż opanowanie np. nawyku kilkunastu lat palenia papierosów jest straszne, a co dopiero mówić o czterdziestu latach nawyku, gdzie uśmiech dawał natychmiastową gratyfikację, a Panowie prześcigali się w podlizywaniu i pomaganiu - pozostaje więc obwinianie świata (ludzie są źli i głupi, bo nie chcą służyć za darmo), żal i pogrążanie się w telewizyjnych serialach, a później w kościele na modłach, jedynej odskoczni od koszmaru życia - kaźni który zgotowała sobie sama cierpiąca. I jak pomożesz takiej osobie? Nie dasz jej nowego ciała, możesz za to dać wiedzę jak się zmienić - ale tacy ludzie nie chcą się zmieniać, bo to jest trudne. Muszą więc cierpieć, by dzięki temu zrozumieć że źle pokierowali swoim życiem, źle zainwestowali. Jak ktoś jest chorobliwie dumny, nie chce uznać że postawił na złego konia w gonitwie życia, ratunku dla niego już nie ma.
Dla zachowania wizji siebie jako mądrej osoby która nigdy nie mogła się pomylić, zniszczy swe życie. Kto ma pokorę i dość męczarni, może zacząć się zmieniać, czego początkiem jest uznanie że się źle wybrało - a cierpienie powoli, konsekwentnie zacznie zanikać, odsłaniając nowy obraz siebie i życia, piękniejszy niż wszystko co możemy sobie obecnie wyobrazić. Zmieni się tylko nasz sposób patrzenia, nic więcej - ale to w zupełności wystarczy. Różnica między rozpaczą a cichym, spokojnym szczęściem, leży tylko w sposobie patrzenia, postawie wobec życia. Kto utożsamił swoje szczęście z czymkolwiek co przemija, musi cierpieć gdy tego nie ma, a gdy dostanie pojawia się strach, że to straci. A ludzie myślą że wraz z wygraną w totka, zaczną być szczęśliwi - nic z tego. Jak uczy doświadczanie, to tylko wstęp do najbardziej ponurego rozdziału życia.
Odpicowany złom na erotycznym rynku
Wróćmy na chwilę do tych 45 letnich wraków - Panie oponują że mają dzieci, pracę, nie mają czasu oraz pieniędzy na kosmetyki. To wszystko nieprawda. By mieć zdrowe, silne i jędrne ciało, wystarczy dużo mniej jeść (rezygnacja z pieczywa), oraz robić po pięć, dziesięć minut dziennie proste ćwiczenia - przysiady, pompki, mostki, rozciąganie. Można wspomóc organizm nauką relaksacji, gdzie organizm głęboko odpoczywa od codziennego stresu, regenerując się. Można korzystać z terapii oczyszczających (lewatywa, oczyszczanie wątroby) i za pomocą soków. To wszystko jest śmiesznie tanie, ale trzeba chcieć zrezygnować z porannych bułeczek, pączków, ciastek, batoników, fast foodów - ale się nie chce. Więc jeśli się nie chce, to się wygląda i czuje źle. Albo przyjemność płynąca ze zdrowia i atrakcyjności, albo przyjemność płynąca z ciastek i obfitych obiadów. To Twój wybór, oraz Twoje konsekwencje. Zamiast windy - schody, zamiast dwóch przystanków, spacer. Można? Oczywiście że tak. Tim Ferris w sowjej książce "4 godzinne ciało" udowodnił, że ćwicząc wymachy kettlami piętnaście minut na tydzień, można zbudować całkiem niezłą siłę i ciało. Naprawdę nie da się wyrwać piętnastu minut na dobę raz w tygodniu? Dla kogo ten kit?
Później odkryłem internet, a że całkiem nieźle piszę, zacząłem się umawiać na szybkie randki w celu wiadomym. Na początku byłem pełen poczucia winy, grzeszności, wstydu, ale z czasem te uczucia minęły, a ja zacząłem się świetnie bawić. Poobsiadałem portale randkowe, czaty, nawiązałem znajomość z kolegami, którzy też tak polowali, dzięki czemu wymienialiśmy się Paniami; polowaliśmy w wilczych stadach, potęgując szansę na sukces. Zawsze gdy o tym piszę, Panie pokrzykują że były to dziwki i hiviary - nic bardziej mylnego. Przez moje łoże przewinął się kwiat Warszawskiej kobiecości, od dresiar przez biznesłomenki, artystki do urzędniczek. To całkiem normalne, fajne babki, które musiały ukrywać że lubią seks. Musiały, ponieważ społeczeństwo które uwielbia seks, potępia za to kobiety. Społeczna hipokryzja jest gigantyczna - tym większa przyjemność z łamania wszelkich tabu, śmianie się w nos straszącym piekłem i chorobami hipokrytom, którzy sami już tu i teraz żyją w swoim prywatnym piekle.
Agresja "szczęśliwych"
Gdy zacząłem opisywać to, co dzięki temu zrozumiałem, pojawili się faceci którzy widząc że mam już jakąś wiedzę, zaczęli mi się zwierzać. Było to okropne (wysrywano się we mnie bez litości), ale bardzo potrzebne doświadczenie, które uświadomiło mi że tak naprawdę wszystko co wiemy o kobietach, to mity i kłamstwa. Zacząłem to wszystko opisywać, więc pojawiły się już konkretne reakcje otoczenia. Jedni nienawidzili, drudzy coraz chętniej czytali. Panie już otwarcie atakowały, a skala ich agresji mnie zaskoczyła. Przecież nikomu nie robię krzywdy, prowadząc bloga i opisując moje doświadczenia - skąd więc tak skrajne emocje? Pojawili się Panowie, którzy także byli agresywni - to jak później zrozumiałem, ludzie którzy swój ożenek i potomstwo uważają za wielki sukces życiowy, dzięki któremu czują się lepsi.
Jeśli ktoś jak ja pisze że właściwie stali się ofiarami hormonów, że seks jest w istocie bardzo tani (nie trzeba się dla niego żenić, pozbywać dorobku życia), a rozmnażają się nawet bakterie, czują się tym osobiście obrażeni. To ci goście z brzuszkami, którzy gardzą singlami i bezdzietnymi, na tej pogardzie budując swoje poczucie życiowego sukcesu. "Jestem kimś bo mam dzieci i żonę, nową fabię z salonu". Gratuluję, ale skoro jesteś taki szczęśliwy, skąd tyle złości? Uszanuj mój wybór, ja Twój szanuję.
Człowiek w życiu powinien iść za głosem serca, więc jeśli pragnie dzieci, niech je ma - ale jeśli czuje w środku opór, niech nie wierzy że to się później zmieni - a jak się nie zmieni, tylko pogłębi? Ty cierpisz, dziecko także wyczuwa cierpienie, nawet skrywane za parawanem miłych słówek, mamy więc rodzinny dramat, bo ktoś dał się zastraszyć drwinkom zazdrosnych mędrków. Większość rodzin to wytwórnia patologii, bo dzisiejszy, pełen przemocy i zła świat, to są przecież dzieci z takich rodzin - jak szczęście i dobro może zrodzić zło? Oni tylko oddają to, co dostali od rodziców w dzieciństwie. Niestety, wychowanie dziecka to nie tylko pieniądze i dbanie o podstawowe potrzeby, ale nauka swoim własnym przykładem, a tu już wiele rodzin daje kompletnie dupy. Jeśli rodzice są nieszczęśliwi, zakompleksieni, sfrustrowani, to dziecko właśnie to a nie słodkie słówka dostaje w pakiecie - i różnie przejawia. Jedno będzie całe życie lękowcem, inne będzie miało depresję, kolejne przemieni strach w przyjemniejszą społecznie formę, czyli agresję i zostanie bandytą, politykiem albo korwinowcem.
Jak smakuje Bestia?
Jednak z puli Pań syczących, część z nich była ciekawa jak smakuje łóżkowe tango z bestią, potworem który zagląda nie tylko do umysłu kobiet, ale i pod ich sukienkę; korzystałem, bo niby dlaczego nie? Okazało się że istnieje część kobiet (bardzo mała), która mi zakomunikowała że mam rację. Niektóre z Pań mówiły mi wprost, jakie jeszcze konkretnie stosują manipulacje. To niezwykła rzadkość, by kobieta się nie tylko do tego przyznała, ale żeby w ogóle była świadoma co robi. Większość Pań żyje jak robot, nieświadoma tego że w określony i zaprogramowany w dzieciństwie sposób reaguje. Uczucia i myśli których doświadczają, uważają za swoje, co oczywiście jest nieprawdą. Emocje i myśli są wynikiem wychowania i socjalizacji, wytwarzania nawyków, więc nie tylko można, ale i trzeba je zmieniać (jeśli są dla nas niekorzystne). Takie życie przypomina sen, a raczej senny koszmar. To właśnie one najgłośniej krzyczą, potępiają i osądzają inne kobiety, by na ich tle poczuć się lepszą - jak ktoś czuje się nikim, tylko w ten sposób umie chociaż na chwilę poczuć się "na górze". Głównym jednak celem obrzucania gównem są prostytutki, które uniemożliwiają szantażowanie męża brakiem seksu.
Płacisz dwieście złotych, i trzymane migreną małżonki od miesiąca napięcie znika - trzeba zacząć od nowa. Gorzej że mężczyzna wtedy widzi, że dla seksu nie trzeba zapisywać mieszkania małżonce, oddawać oszczędności, bo seks jest śmiesznie tani. Więc niemal wszystkie Panie jednym głosem przekonują, że dziwka to najgorsze, najohydniejsze co istnieje - bo za dwieście złotych daje to, za co naiwni faceci płacą dobytkiem życia. Prostytutka psuje pobożnym, "normalnym" małżonkom świetny interes, jakim często jest krańcowa eksploatacja oszołomionego pragnieniem cipki mężczyzny. Dlatego od lat głoszę dobrą nowinę wszystkim spragnionym i głodnym mądrości, uciskanym braciom samcom - cipki są właściwie za darmo, tylko trzeba wiedzieć jak się do nich dobrać. Ponieważ ja wiem, już się nie dam nabrać. Być może ten fakt budzi tak niezdrowe emocje, skierowane przeciwko mnie, Państwa uniżonemu słudze.
Kłamstwo źródłem wiedzy o życiu
Jednak szczytem było poznanie ludzi, którzy opowiadali mi jak wewnętrznie rozbite małżeństwo, nienawidzące się i zdradzające, ćwiczy w domu najdrobniejszy szczegół, by inni myśleli że się kochają na zabój - a romantyczki widząc to płaczą, wierząc że szczęście w związku istnieje, a to że one go nie czują, to na pewno wina męża. Szczęście to nawyk, nic więcej; nawyk cieszenia się życiem. Nikt nie może nam go dać, albo zabrać. Jeśli nie masz nawyku cieszenia się życiem (trzeba go wyćwiczyć powtarzaniem), jesteś żebrakiem i nędznym cwaniaczkiem, który wykorzystuje ludzi i sytuacje, by poczuć w sobie te mityczne, opiewane w harlekinach i komediach romantycznych szczęście. Dlatego właśnie spotyka Cię cios za ciosem - bo wykorzystujesz ludzi, niszczysz ich, chcąc wycisnąć jak cytrynę. Czym się różnisz od złodzieja, mordercy? Zabijasz w ludziach wiarę w świat, więc mordujesz duszę a nie ciało - a wszystko dlatego, bo nie chce Ci się rozwijać swego nawyku cieszenia się drobnostkami; lepiej liczyć że pomachasz nóżką, a jakiś samiec przyjdzie i wtłoczy w Twe żyły endorfiny, a w portfel pieniądze na kosmetyczkę i waciki. Pusty! Płytki! Zraniła Cię kobieta! Emocjonalnie niedorozwinięty gówniarz! Być może... To już całkiem zburzyło mur dawnych wierzeń, dzięki czemu mogłem wyruszyć dalej, ku samemu jądru wiedzy.
Na tym etapie zarabia się najlepsze pieniądze, ma dostęp do dużej ilości inteligentnych ludzi, czyli dla zdolnego człowieka otwiera się wiele możliwości. Ale ponieważ ciągle czułem w sobie ból i głód, nie doznałem głębokiego spełnienia, wkraczałem w ten świat coraz głębiej, rozumiejąc coraz więcej rzeczy które mnie oszołomiły.
Związek wyzwala hormony przyjemności
Ludzie wchodzą w związki dla przyjemności, oraz dla uniknięcia nieprzyjemności bycia pogardzanym singlem. Związek to taka sama przyjemność jak ciastka, papierosy, alkohol i narkotyki - na poziomie ciała są to te same związki chemiczne, które warunkują stan zadowolenia. Związek daje największy haj, więc dlatego miliardy ludzi żyje marzeniem o nim. Chcą się poczuć dobrze, nie wiedząc że za chwilę satysfakcji zapłacą dwudziestoma chwilami ciężkiego kaca. No cóż, w życiu za darmo jest tylko ser w pułapce na myszy. Właśnie dlatego byłem lubiany i proszony o coachingi (jak się to teraz modnie nazywa), ponieważ ludzie chcieli szybciej i sprawniej zdobyć porcję przyjemności, w postaci seksu bądź związku - chcieli też nauczyć się, jak ją utrzymać na dłużej. To i większość spraw o których piszę, bardzo dokładnie wytłumaczyłem w książce "Stosunkowo dobry".
Taki coaching jest dość prosty. Omawiamy jak działa kobieta, że kieruje się przy wyborze mężczyzny podświadomością, ma wzorce które preferują silniejszego psychicznie mężczyznę, czego trzeba się nauczyć (najlepiej trenując samoocenę, udawanie nie ma sensu). Proste sprawy jak się nie dać zdominować, budować granice, tworzyć miksy emocji (raz złość później czułość) by wzbudzać zainteresowania, oraz jak działać, by nie przegrać mieszkania i życia w sądzie. Coachingi które robiłem, można traktować chociażby jako coachingi alkoholowe. Siadamy i rozmawiamy jak pić, żeby euforia trwała jak najdłużej, kac był jak najmniejszy, wymioty ograniczyć do minimum a biegunkę dotrzymać w jelitach do domu. To wszystko działa na takiej samej zasadzie - i jest kłamstwem, ponieważ to co później zrozumiałem, to fakt że człowiek jest sumą programów (wzorców), które można zmieniać. Oczywiście czytałem o tym już dużo wcześniej, ale istnieje duża różnica między informacją a jej pełnym uświadomieniem.
Wycisnąć jak najwięcej serotoniny
Coaching to próba zwiększenia wydajności, wyciśnięcia więcej przyjemności - skazana z góry na porażkę. I to jest straszny błąd, gdyż jeśli nawet nauczyłem kogoś jak mieć więcej wilgotnych spotkań z Paniami, to jednocześnie go unieszczęśliwiłem. Jeśli ten człowiek utożsami swoje poczucie zadowolenia z seksem, podświadomie będzie rósł w nim strach i złość. Pomyślmy na spokojnie - im więcej razy coś powtarzasz, tym mocniejszy staje się nawyk. Jeśli dawniej paliłeś kilka fajków dziennie, po roku będziesz palić paczkę. By utrzymać zadowolenie na stałym poziomie, trzeba coraz więcej dostarczać bodźca (papierosów, alkoholu, ciastek, seksu itd.). Czyli żyjąc seksem, wielką przyjemnością, przyzwyczajasz się do niego, potrzebując coraz więcej seksu, oraz coraz bardziej perwersyjnego, gdyż zwykły nie budzi już takiego dreszczu emocji co dawniej. Najczęściej idzie się w kierunku mężatek, gdyż daje to masę adrenaliny). Ale z czasem Twoja wydajność będzie spadać... można stać się impotentem, zachorować na prostatę, złapać chorobę weneryczną, co wtedy? Czeka Cię długotrwały, bolesny odwyk. Im mocniej kochasz seks, tym większa będzie rozpacz, poczucie bezsensu zycia pozbawionego największej przyjemności. Póki jeszcze możesz kopulować, strach przed tym zaczyna się w Tobie kumulować, powodując niewidoczny (na początku) stres. Zaczynasz też na bardzo głębokim, nieświadomym (póki co) poziomie, nienawidzić kobiet - za to że Twoje zadowolenie jest od nich zależne, że musisz grać, kłamać by zdobyć swój narkotyk, czyli seks. Ponieważ przez wiele lat medytowałem, uświadomiłem sobie wszystkie te sprawy, dzięki czemu łagodnie przeszedłem od korzystania z wdzięków Pań, do właściwie niewymuszonego celibatu.
Znam cenę tego sportu, co mocno tłumi moje pożądanie. Ale zawsze mam w sobie głęboki szacunek do tych wszystkich Pań, dzięki którym mogłem wejrzeć w głąb siebie, poznać to co mną kieruje, odkryć mój potencjał. Gdy teraz patrzę na kobietę, widzę dzieło sztuki, podziwiam ich emocjonalną energię, ciało i emanację - rozkoszuję się nimi tak, jak wschodami słońca, które budzą we mnie niezwykłą radość i poczucie bliskości. Wchłaniam nie tylko wzrokiem ich esencję, widząc w kobiecie Boskie piękno. Wszyscy przecież jesteśmy aktorami, grającymi przypisane nam role.
Moi samcy
Jeśli więc Ci pomagam w tych sprawach, jednocześnie wpycham Cię w szpony depresji, tylko na razie tego nie widzisz. Ale zobaczysz. Gdy to zrozumiałem, zupełnie zmieniłem linię nauczania moich samców - teraz uczę jak nauczyć się kochać siebie, odczuwać do siebie życzliwość; jak się z samym sobą poczuć dobrze. Gdy uda Ci się to zrobić, a nie jest to łatwy proces, gdyż dziesiątki lat byłeś uczony nienawidzenia siebie, pojawi się duża przyjemność, spokój, poczucie pogodzenia z samym sobą. Wtedy każda ze światowych rzeczy, nigdy Cię nie pochłonie tak, by jej utrata albo strach przed nią, niszczył Ci życie. To jedynie słuszna linia rozwoju, a bardzo możliwe że poznam jeszcze wyższe stopnie wiedzy. Wtedy kolejny raz przyznam że się myliłem. Gdy zdobędziesz, uchwycisz przyczółek życzliwości do siebie, już nigdy nic w świecie Cię tak mocno nie zrani, nie skrzywdzi, nie rozpieprzy w proch. Ani pieniądze, ani nierealne oczekiwania wobec ludzi i świata, ani kobieta, ani żadna rzecz która z tego świata pochodzi.
www.braciasamcy.pl zapraszam na moje forum.


Komentarze
Pokaż komentarze