Mareczek Mareczek
679
BLOG

Jak mnie oszukano

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Żyłem jako prawiczek do bodajże dwudziestego czwartego roku życia (nie pamiętam dokładnie). W tamtym czasie moje myślenie składało się w trzech czwartych z wizji kopulacji, a reszta podzielona była na marzenia o dużej kasie, i Bogu który miał mi to dać za darmo, bo wizji zarobkowej nie miałem żadnej. To że nie spełniła się żadna z moich modlitw (prośby, groźby, zastraszanie, zgrywanie ofiary, manipulowanie, czyli wszystko co wiemy że działało na rodziców) to chyba najlepszy dowód na istnienie Boga - gdyby się spełniły, zniszczyłyby mnie.

Wilczyca w owczej skórze i szpilkach manolo

Zdobyć pieniądze jest znacznie łatwiej, niż je utrzymać gdy wokół pełno głodnych drapieżników. Wszyscy wiemy, ze trzeba się wystrzegać brzydkich miejsc, spelun, mordowni, doradców finansowych i ludzi z szałem w oczach, ale drapieżniki wyższej klasy, doprowadziły do pefekcji przebieranie się w owczą skórę. Są delikatne, miłe, towarzyskie i pomocne. Dodają Ci otuchy, sił, wsparcia emocjonalnego; wyczuwają Twe wzburzenie, kłopoty i stresy wypływające z kłótni czy innych problemów, oferując Ci pocieszenie i akceptację, którą z ulgą przyjmiesz - problem w tym, że to wszystko jest tylko pożyczką na obrzydliwie wysoki procent; Za każdą chwilę przyjemności którą dostajesz, zapłacisz znacznie więcej, niż jest to warte. 

Wtedy nie wiedziałem (wprawdzie słyszałem, ale sądziłem że mówią tak oszołomy i chorzy psychicznie), że zakochana albo mocno pragnąca Twych dóbr (pozycji, pieniędzy, znajomych, bycia w wyższej grupie społecznej) kobieta, potrafi zmieniać się jak kameleon, byle tylko ofiara się otworzyła, zaufała. Prosta kobieta po prywatnym marketingu, znająca się jedynie na serialach, potrafi wtedy rozmawiać z Tobą o duchowości, fizyce nuklearnej oraz biologii molekularnej - zmieni się w dresiarę, damę na salonach, luzaczkę z blokowisk, naukowca. Co chcesz, to masz - ale do czasu i nie za darmo, gdyż za darmo w tym świecie jest tylko ser w pułapce na myszy. 

Jak drapieżnik Cię zjada? Powoli

Gdy zachwycony poczujesz że to jest TO, zaufasz i otworzysz się, następuje przejście do kolejnego etapu wielkiej gry. Zaczyna się spektakl w którym nasza aktorka czuje się niekochana, biedna - płacze (kobiety potrafią to robić na życzenie) że nic nie ma, że nią pomiatają. Pojawia się płacz, migrena (tak, TA migrena) a Tobie odcina się niespodziewanie niezwykle dograny seks i przytulanie. Wtedy kierowany współczuciem, naiwnością i coraz bardziej pełnymi jądrami robisz darowiznę, przepisujesz mieszkanie, działkę, albo robisz inne operacje, które w razie rozstania ogołacają Cię z majątku. Twoi znajomi i rodzina w jej oczach staje się zła - drapieżnik próbuje Cię odciąć od źródła ewentualnej, późniejszej pomocy, za wszelką cenę próbując was skonfliktować. Ja to przeżyłem kilka razy, straciłem niewiele, chociaż było blisko utraty mieszkania. Ale pracuję z ludźmi którzy stracili dużo, dużo więcej. Scenariusz jest zawsze bardzo podobny. Gdy kobieta zyskuje władzę, a jest nią pewność że w razie rozstania wiele ugra - w najlepszym przypadku kończy się porozumienie emocjonalne, a zaczyna bezlitosna eksploatacja mężczyzny, narzekanie i wieczne, niekończące się niezadowolenie. Kup jej kwiatki i kolczyki, zaproś na kolację bo jest zmęczona obsługą pralki i piekarnika! Wrzasną Panie po prywatnej psychologii. Spróbuj, śmiało, później pośmiejemy się z tego razem.

Mężczyzna nie może oddać ciosu (więzienie i po majątku), nakrzyczeć (bo nie wypada na rozhisteryzowaną, wrzeszczącą "słabszą" kobietę), zabrać pieniędzy (bo ona zabierze mu dziecko). Mężczyzna nie może nawet legalnie zrobić testów DNA, bo tylko kobieta ma prawo wiedzieć czyje jest dziecko. Mężczyzna jest silniejszy fizycznie, ale co to za siła której nie można wykorzystać? Dzisiejszy świat to raj dla kobiet, ale jakoś noblistek i szczęścia u Pań nie przybywa. Może dlatego że szczęście to nawyk, rozwój siebie i wzmacnianie charakteru, a nie prawo ułatwiające gnojenie mężczyzn? To że kobiety są słabsze, to tylko mit. Kobiety absolutnie zdominowały naszą przestrzeń życiową, a życie wcale nie stało się lżejsze i lepsze. A miał być taki raj...

Jesteś cwańszy? Tylko Ci się tak wydaje...

Związek z pasożytem może ciągnąć się dziesięciolecia, ale szczęścia tam nie ma za grosz, chociaż taka rodzina może na zewnątrz dobrze wyglądać. Dla kobiety celem jest zawsze dziecko - dla niego kobieta jest w stanie zrobić każde, niewyobrażalne świństwo, po czym bez problemu się usprawiedliwi w swoich oczach. Dziś na onecie był artykuł, jak nowa partnerka faceta schowała list od swej poprzedniczki, że ta jest w ciąży. Dopiero po jej śmierci, mężczyzna znalazł ten list na dnie szafy. W komentarzach są jeszcze straszniejsze historie (matki blokujące dostęp dzieciom do ojców, opisują to też kobiety), a przecież to wszystko są ludzie, którzy w młodości wierzyli że związek jest receptą na wszelkie zło tego świata. Nie wyszło, znowu. I tak każde pokolenie żyje ułudą, potyka się i upada, a następne myśli że będzie cwańsze, sprytniejsze - i tak samo skończy.

Mając pieniądze a nie mając wiedzy o tym jak wygląda prawdziwe życie, szybko stałbym się przeżutą i wypróżnioną ofiarą drapieżników. Teraz byłoby znacznie trudniej mnie oszukać, ale ponieważ pycha zawsze zwiastuje porażkę, pełen pokory zdaję sobie sprawę że mógłbym przegrać. To tylko kwestia talentów wilka w owczym kostiumie kąpielowym, a tego nęci wysokość wygranej; im więcej do wygrania, tym mocniej wyspecjalizowany drapieżnik - więc jako biedak póki co jestem bezpieczny. Im więcej masz pieniędzy, tym więcej musisz zadbać o siebie, o czerpanie przyjemności z samooceny - bez tego jest tylko kwestią czasu, kiedy zostaniesz ustrzelony. A jeśli się zamkniesz w samotni, będzie lęk, rozpacz i iluzja, że może Tobie się uda. I tak źle, i tak niedobrze.

Bycie razem jako recepta na szczęście

Wtedy byłem pewny że bycie z kobietą, bycie w parze jest szczęściem. Wyobrażałem sobie jak razem chodzimy po mieście trzymając się za dłonie, a koledzy mi zazdroszczą mojej dziewczyny. Posiadanie kobiety, było dla mnie oczywistym wzrostem autorytetu, okazaniem swego wysokiego statutu. Całowaliśmy się, przytulaliśmy i gadaliśmy w mojej wyobraźni, spędzając ze sobą całe życie w szczęściu. Byłem na sto procent pewien że moja depresja, niechęć do życia i lęk to wynik braku połówki. A później stało się to, co wielokrotnie opisywałem i co zawsze wzbudza silne emocje (najczęściej negatywne) czytelników - wkroczyłem dzięki czatom i portalom randkowym w świat seksu, gdzie próbowałem go około trzech lat bez ograniczeń. Przed tym okresem i w jego trakcie miałem kilka dłuższych relacji, najdłuższa trwała chyba sześć czy siedem miesięcy. Wtedy się okazało że lęki, poczucie bezsensu życia i rozpacz jest chwilowo wytłumiana podnieceniem, seksem, romantycznymi spacerami, a później z jeszcze większą siłą wraca. To był wielki cios, ale nie mogłem udawać że tego nie dostrzegam - największa nadzieja którą żyłem, nadzieja że wraz z partnerką zdobędę spełnienie i satysfakcję, waliła się w gruzy na mych oczach. Pojąłem że kobieta nie da mi szczęścia - trzeba szukać od początku, negując wszelkie autorytety oraz wszelkie mądrości, które okazały się jedynie kłamstwami. 

Człowiek od dzieciństwa żyje w przekonaniu, że połówka daje szczęście. Przekonują do tego nie tylko młodziutkie, seksowne Panie psycholog w kobiecych pismach, ale i wszelkie filmy, książki, bajki. Każdy film jeśli chce się sprzedać, musi opowiedzieć nam jakąś historię miłosną. Forrest Gump, Avatar, piękny Atlas chmur, gdzie zakochani w końcu żyją szczęśliwie z dziećmi na innej planecie - a oglądający chłoną obrazy, przyjmują je w końcu za prawdę (bo wszyscy tak przecież robią, więc musi to być prawda), po czym zaczynają w to głęboko wierzyć. Kiedy ta wiara stanie się potężna, utrwali się, człowiek patrzy na innych ludzi jako na rzeczy, które mają mu dać szczęście, przyjemność; Ludzie stają się wtedy kluczami do szafki z endorfinami. Związek i życie w parze sfinalizowane potomstwem, ma być źródłem największej satysfakcji i szczęścia. Problem w tym, że to nie jest Twoje przekonanie, tylko je przejąłeś, uznałeś za prawdę - nie dla każdego takie rozwiązanie będzie szczęściem. Niestety, ludzie którzy czują że rodzina i dzieci nie są dla nich, są obiektem obelg i ostracyzmu ze strony ludzi w związkach, którzy dzięki temu się dowartościowują. 

Psychiczny terror niedowartościowanych

Uważają że posiadanie kobiety i jej zapłodnienie, jest aktem wielkiej mądrości i heroizmu, a często przecież bywa tak, że po pijanemu zapomnieli użyć prezerwatywy, albo Pani sama zadecydowała, oszukując że bierze tabletki. Znałem kilka dziewczyn, które były po prostu masakrowane przez rodzinę - ciągłe pytania o dzieci i męża, drwinki i uśmieszki, mocno je raniły. To był horror, to była najprawdziwsza, psychiczna przemoc - ludzie którzy czują się nikim, po zdobyciu pewnego poziomu społecznego, uwielbiają gnoić tych, którzy w ich głowie są niżej od nich - bo nie mają obrączki i potomstwa. No chyba że jest to ktoś bogatszy, potężniejszy, wtedy się podlizują - często w najbardziej upokarzający sposób.

Ja także, jak inni, stałem się ofiarą bardzo subtelnego prania mózgu, które zaczynało się od bajek i wieczornych dobranocek. Już jako małe dziecko, byłem warunkowany że szczęście to związek i dzieci, każda bajka o tym opowiadała. Świadomość że życie jest inne niż przekonania o nim w mojej głowie, rodziła się w mękach. Zrozumienie że poglądy o życiu, pewniki i wydawałoby się niezbite fakty które uważałem za prawdę są manipulacją, zajęło wiele lat. W tym czasie człowiek jest całkowicie rozbity, ponieważ twarda ziemia po której zawsze stąpał, zmienia się w bajoro niewiedzy. Ktoś kto wierzy w kłamstwo, ma płaską wizję świata - jest nieszczęśliwy, bo nie ma pieniędzy i połówki. Gdy to dostanie, nadal jest nieszczęśliwy, więc uznaje że pieniędzy za mało, a partnerka nie jest tą co trzeba. Dlatego czytałem wszystko co tylko dałem radę zdobyć, by zrozumieć dlaczego nas tak okłamano. Gdy zacząłem czytać i rozumieć jak działa podświadomość człowieka, jasnym się stało - religie, państwa i korporacje oszukują, ponieważ tworzą swą potęgę na ludzkim nieszczęściu. Niby dziwne, ale przecież każda książka od historii to księga oszustw, manipulacji, spisków i skrytobójstw. Dlatego tak się wyśmiewa zwrot "teoria spiskowa", wrzucając do jednego wora słowa naukowców o szkodliwości niektórych szczepionek (profesor Majewska), razem z ludźmi którzy twierdzą że byli w nocy rżnięci przez kosmitów. To wszystko co zrozumiałem przez te lata o podświadomości, wszystkie wnioski z mojej pracy z ludźmi, zawarłem w książce "Stosunkowo dobry".

Manipulacja człowiekiem słowem, dźwiękiem, obrazem

Obecnie wydaje mi się, że człowiek jest ukierunkowywany przez system tak, by zmaksymalizować jego cierpienie - nie widać tego wyraźnie, ponieważ ludzie wstydzą się pokazać że cierpią, więc ukrywają to i nazywają szczęściem. Jeśli robi tak większość, wtedy każdy myśli że to tylko jemu się nie udało - kto chce wyjść na nieudacznika? W efekcie każdy chce pokazać że mu się udało. Logika tego jest dość prosta - człowiek nieszczęśliwy kupuje, napędza konsumpcję, poza tym można namówić go do wojny, wystarczy pokazać obrazek "wroga", i krzyknąć że to on jest odpowiedzialny za Twoją rozpacz. Zatrudnia się do tego zdolnych poetów, grafików, pisarzy i dziennikarzy, tworzy armię zdolnych ludzi którzy słowem, obrazem i dźwiękiem kreują fałszywy, określony przez manipulatora obraz świata - po drugiej stronie (u "wroga) dzieje się tak samo. Ludzie pióra czy pędzla, są dużo bardziej winni nieszczęściom świata, niż generałowie zarządzający z bezpiecznych tyłów wojennymi maszynami do mielenia mięsa ludzkiego.

Taki sfrustrowany człowiek chętnie korzysta z usług korporacji religijnych, które za pieniądze i wierność (oraz głosy w wyborach, za co dostają ziemię i pieniądze od wygranej partii), zapewniają życie po śmierci, nadają jakiś sens życiu. To co jednak najważniejsze, to to że chory, zrozpaczony człowiek autentycznie głupieje - organizm w odpowiedzi na ciągłe cierpienie, czyli niezgodność przekonań w głowie z rzeczywistością, wytwarza stan szoku o różnym nasileniu. A człowiekiem otępiałym łatwo manipulować, wpychać mu w głowę następne bajki, które z pozoru są piękne i dobre (jak bajka o połówkach), a w rzeczywistości zniszczą mu życie. Otępiały człowiek reaguje agresją na fakty, które stoją w sprzeczności z jego wierzeniami. Im człowiek ma bardziej zamroczoną świadomość (złym jedzeniem, lekami, otępieniem, stresem, używkami), tym głębiej można sięgnąć w jego psychikę, by zainstalować mu tam negatywne sugestie. Robi to chociażby kler z małym dzieckiem, które nie ma świadomości wyboru - a rzekome odganianie Szatana w trakcie chrztu, według magii jest przywołaniem tej siły. Mówisz na głos imię, to wzywasz odpowiadającą mu siłę, koniec kropka. Kler jest arcymistrzem manipulacji - w słowa o miłości i Bozi wplecione są obrazki cierpień i męczarni (krzyż i zmasakrowane zwłoki na nim, a podobno dzieciom nie wolno pokazywać przemocy), oraz powtarzanie o grzeszności i winie, co bardzo mocno i głęboko wchodzi w człowieka - a wychodzi jako niezidentyfikowane poczucie bezsensu życia, strach, rozpacz, lęk że inni wierzą w inną bajkę. Co posiejesz, to zbierzesz. Jeśli wkładasz w człowieka zło, to nie wyciągniesz niestety dobra. Jesli lejesz chrzczoną benzynę, silnik się zniszczy. To są bardzo proste sprawy, celowo komplikowane.

Bez związku źle, z nim jeszcze gorzej

Świat pełen jest wraków emocjonalnych, którzy wierząc w szczęście z połówką, obudzili się z ręką w nocniku. Sprawa rozwodowa, mieszkanie zabrane, zakaz widzeń z dzieckiem - człowiek idzie pod most. Jest oczywistością, że brak związku i związek unieszczęśliwiają człowieka; i tak źle i tak niedobrze. Gdy jesteś sam (brzmi jak przekleństwo) myślisz że Twoje złe samopoczucie, lęki, są przyczyną bycia samemu. To nieprawda, one są w Tobie ponieważ system daje Ci idoli, autorytety od których zawsze będziesz wydawał się głupszy, brzydszy, biedniejszy - masz się czuć gorzej. Gdy już się tak czujesz, system daje Ci rozwiązanie - bądź w związku, będziesz szczęśliwy. Gdy się udaje, czujesz że złapałeś Boga za nogi - ale z czasem zauważysz, że haj hormonalny związany z zakochaniem trwa maksymalnie dwa lata. Później wkracza szara rzeczywistość, a wytłumione lęki wracają. Wtedy ludzie obwiniają za swój nawyk cierpienia (bo to jest nawyk, wytrwale powtarzany przez ludzi nieszczęśliwych) męża bądź żonę. Zaczynają się konflikty, które nie zawsze kończą się rozwodem - często stoi temu na przeszkodzie sytuacja finansowa, kredyt, strach "co ludzie powiedzą?". 

Ciekawie przedstawia się sprawa w tych związkach, gdzie ludziom jest dobrze. Im bardziej człowiek uświadamia sobie swoją zależność od partnera, tym większy strach i złość narasta. Przecież partner może umrzeć, zdradzić, odejść - zabierając ze sobą szczęście. Takich historii jest cała masa, wystarczy poczytać na forach wyznania zrozpaczonych ludzi, którzy utożsamili swoje szczęście z drugą osobą, a później ich "inwestycja" nawiała z hydraulikiem. Kto jest winny? Ten co odszedł? Nie, ludzie mają prawo nie chcieć z nami przebywać - winny jest ten, kto ulokował swoje szczęście w chybotliwym, emocjonalnym i zmiennym człowieku. To że ktoś jest dobry teraz, nie oznacza że się później nie zmieni.

Pogarda to droga donikąd

Bystrzy ludzie zrozumieli to już tysiące lat temu, więc wyrzekli się seksu i kobiet, nienawidząc ich i gardząc nimi. Czuli że oddanie się kobiecie, jest wstępem do tragedii. Raz że kobieta może odejść bądź uciec, więc pojawi się cierpienie, dwa - gdy kobieta czuje że ma władzę, często zaczyna pogardzać mężczyzną, staje się złośliwa i nienawistna. Kobieta ma wyssaną z mlekiem matki potrzebę bycia z silnym, nieulegającym jej samcem. Ktoś absolutnie oddany, chociaż brzmi to cynicznie dla dorosłych wielbicieli bajek, jest skończony. Wiem że inaczej to wygląda w filmach i serialach, gdzie rozmowa i kwiaty załatwiają konflikty, ale w życiu naprawdę tak nie jest - to fikcja tworzona na potrzeby baranów, by nimi zostali. 

Nasi przodkowie bronili się instynktownie - nie rozumieli że nienawiść i pogarda związuje nas z kimś mocniej, niż miłość i oddanie. Jeśli nienawidzisz, to nie chcesz danej osoby puścić wolno, ciągle ją w swej wyobraźni kamieniujesz. Tak więc mężczyźni, którzy starali się za pomocą pogardy wyrzucić z siebie pożądanie do kobiet, mieli na ich punkcie obsesję; wcale się od nich i związanych z nimi niebezpieczeństw nie uwolnili, a nienawiść którą w sobie wzbudzili, zjadała ich całe życie. Nie da się wzbudzić w sobie nienawiści - a ona sobie gdzieś tam zniknie. Tak umysł nie działa. Raz obudzona wchodzi w nawyk, a im częściej ją w sobie wzbudzasz by Ci "pomogła" ze stresową sytuacją, tym potężniejsza się staje. Z czasem to ona zaczyna kierować Tobą, doprowadzając Cię do konfliktów i zatargów z innymi, rujnując zdrowie, niszcząc spokój i poczucie satysfakcji z życia. Nienawiść i pogarda, jest ostatecznym zrujnowaniem człowieka, jego poczucia życiowego szczęścia - chociaż na zewnątrz może ładnie się prezentować.

Miłość, ale bez zawłaszczania

Wyjście jest jedno - swoją miłość, zaufanie, wiarę i wszystko co najlepsze, należy ulokować w czymś co się nie zmieni, co nie odejdzie, nie zdradzi. Jest tylko jedna taka rzecz, i jest nią idea Boga, Architekta, matki ziemi (jak zwał tak zwał). Przy czym nie ma znaczenia czy on istnieje czy nie - ważne że sobie go wyobrażasz, że w tej wirtualnej, wszechmocnej istocie umieszczasz, lokujesz swoje serce. Jeśli tak się stanie, wszystko inne - zachowanie ludzi, związki, będziesz traktować z dystansem, a w razie ich utraty, nie załamiesz się. Nie zachwieje Tobą zmienna moralność ludzi, ich zmienność emocji (dziś kochasz, jutro nienawidzisz) której oni sami nie rozumieją. 

Nie będziesz cierpiał i się denerwował, że gdzieś na świecie ktoś głupio robi, umiera, zdradza - będziesz miał dystans do wszystkiego. Ta przestrzeń w Tobie pozwoli Ci prawdziwie kochać, nie przywiązując się panicznie (jak rzep do psiego ogona) do innych ludzi, a oni wyczują że nie wywierasz na nich presji, nie osądzasz i nie potępiasz, nie mówisz jacy mają być - byś Ty był usatysfakcjonowany. Nie będziesz żebrał u nich o zainteresowanie, bał się po nocach że od Ciebie odejdą. Będziesz kochał i będziesz wolny - będzie to miłość bez zawłaszczania. Tylko to można nazwać miłością, cała reszta jest egoistycznym biznesikiem, rodzącym po czasie tylko nieszczęścia i żal za straconym życiem.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości