Mareczek Mareczek
137
BLOG

Mieć ciastko i zjeść ciastko

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Ludzie prześcigają się w wymyślaniu sposobów na schudnięcie, przyśpieszeniu metabolizmu, oszukaniu różnymi trikami ciała. Jednak jak wiemy (ja z doświadczenia), kiepsko to wszystko działa. Ludzie są mistrzami w oszukiwaniu, głównie samych siebie, a z ciałem im nie wychodzi mimo najszczerszych chęci. 

Tasiemiec dający szczęście

Bliźniego można oszukać dla zysku bądź przyjemności (jeśli ktoś lubi), swoją psychikę także można okłamać, coś sobie wmówić dla wygody, nie widzieć pewnych faktów, przeprojektować swoje wady na kogoś innego, by nie musieć się zmieniać - niech się zmieniają inni dla nas, a jak nie chcą to nazwiemy ich egoistami, oskarżymy o własne nieszczęście. Jednak ciało jest cudownie proste w orgii swego biochemicznego skomplikowania. Co włożysz, musi wyjść (wysiłek, ciepło), reszta idzie w fałdki na brzuchu, a jeśli bilans jest ujemny, człowiek wytraca swoją własną rezerwę energetyczną, tłuszcz. Tu cudów nie ma, a ten mechanizm można jedynie lekko korygować (jedzenie po ciężkim treningu, ochładzanie białej tkanki tłuszczowej, cynamon itd.). Oczywiście są specyfiki (leki, zarażenie tasiemcem) umożliwiające szybkie chudnięcie, ale koszt takiego działania jest niewspółmierny do chwilowych zysków (schudnięcie), jeśli się w ogóle przeżyje.

W swojej pracy z ciałem, nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka - a wiele osób by tak chciało. Tu szczególnie cierpią Panie, które z mlekiem matki jako przeciwwagę dla mięśniowej siły samców wyssały podstęp, omijanie i ignorowanie ważnych faktów; w życiu to działa (na krótką metę), ale z ciałem - nie chce mimo wrzasków, tupania nóżką, obwiniania, gróźb o zerwaniu i samobójstwie kilkoma tabletkami ibupromu. Gdy się nie da oszukać ciała, pozostaje płacz po nocach, zażerana węglowodanami depresja i gniew, oraz ciężka praca w internecie, by przekonywać wszystkich że "wieszaki" są złe i płytkie, a dobre tylko Panie pulchniejsze. A ponieważ nie wierzę że bez jedzenia można utyć (to byłoby perpetuum mobile, i na pewno nie wymyśliłaby go Duża Pani z internetu) to jestem żałosnym, pustym, emocjonalnie niedojrzałym gówniarzem. 

Żywa konserwa XXL

Setki ton zużytych klawiatur nie zmienią jednak faktu, że przy Paniach XXL narząd większości mężczyzn kurczy się ze strachu. A co z feedersami, miłośnikami naprawdę dużych Pań? Po pierwsze jest ich bardzo mało, a po drugie kto wie, jakie im przyświecają intencje? Może tucząc swoją kobietę, zapewniają sobie zawsze świeże mięso na czas głodu? 

I jeśli wszelakie manipulowanie otoczeniem może zadziałać (zastraszanie, udawanie ofiary, skłócanie), to już z ciałem takie numery nie przejdą. Jest to na swój sposób piękne i zabawne jednocześnie, że ludzie w taki właśnie sposób uczą się, że kłamstwo i niewiedza nie popłaca. 

Kochajmy proces tycia

Dopiero od kilkudziesięciu lat mamy lodówki, oraz spory nadmiar jedzenia. Całe tysiąclecia śmierć z głodu była czymś częstym, i do takiego właśnie życia ciało jest przystosowane. W latach trzydziestych ubiegłego wieku (osiemdziesiąt lat temu), na Ukrainie zagłodzono z woli Stalina prawie dziesięć milionów ludzi; zjedzono wszystkie psy i koty, spożywano nawet własne dzieci, by ktokolwiek z wielodzietnej rodziny miał szansę przetrwać. Takie decyzje wydają się bestialskie, ale były konieczne by ktokolwiek przeżył. Dla nas może to nie jest dawno temu, ale dla naszych genów to jak mrugnięcie - głód dla mądrości naszych ciał, to wciąż istotne zagrożenie. Dlatego ciała zdrowych ludzi, są mistrzami w gospodarowaniu energią z pożywienia.

Fakt że organizm zamienia bardzo małe ilości jedzenia w tłuszcz, jest błogosławieństwem a nie przekleństwem. Może za dziesięć tysięcy lat, jeśli nie będzie wojen i głodu, ludzkie ciała przystosują się w jakiś sposób zwiększając mocno metabolizm, ale póki co organizm działa w oszczędnym rytmie wojennych bębnów.

Choroba jako ideał

Często podaje się przykład niektórych ludzi, którzy jedzą olbrzymie ilości jedzenia i nie tyją - stawia się ich za wzór, a ludzie im zazdroszczą. Sam znam taką Panią, nie wierzyłem własnym oczom widząc ile je, oraz jaka jest szczupła. Tak naprawdę nie ma czego im zazdrościć - są po prostu uszkodzeni, upośledzeni. Wyobraź sobie że wybucha wojna, pojawia się głód, co się stanie z takimi osobami? Tydzień i śmierć w mękach, bo tłuszczu zapasowego nie mają, a spalanie jak w mojej kia. To niezwykły czas, że nie ma wielkich wojen - jeszcze kilkadziesiąt lat temu wojny przetaczały się po świecie bezustannie, a teraz ludzie są pogrążeni w złudnym poczuciu bezpieczeństwa. To niestety nie będzie trwało wiecznie, ponieważ wojna jest tylko przedłużeniem wewnętrznych ludzkich konfliktów, podobnie jak nadwaga jest jednym z efektów wewnętrznego cierpienia człowieka - które próbuje się "zasypać" przyjemnością skojarzoną z jedzeniem. 

Szczęśliwi ludzie nie wywołują wojen, iskra wojenna musi paść na paliwo jakim jest cierpienie, frustracja - gdyby nie one, żaden krzykacz i podżegacz wojenny by nic nie zdziałał. Krzyczałby za zielone srebrniki aż zdarłby gardło, a ludzie nie widzieliby potrzeby, by nadziewać się na bagnety w interesach świń na szczytach władzy, popijających spokojnie koniaczek, gdy jego krajanie giną na froncie - a ich dzieci będą spłacać pożyczki, których na ich konto nabrali włodarze kraju. Podobnie teraz, zagrzewa się nas do walki z Rosją - młodzi Polacy mieliby ginąć za Banderowców, którzy rozpruwali brzuchy ich prababciom, a wiadoma nacja rządząca Stanami, zacierałaby chciwe rączki licząc zyski. Rosja zajęta walką, nie przeszkadzałaby w kompletnym zniszczeniu Syrii, by zaprowadzić tam demokrację, a później wziąć w kleszcze Iran. Mówi się dużo o honorze, dumie i godności, nawet wplątuje w to Boga, ale prawda wygląda tak, że podżegacze wojenni siedzieliby w Londynie albo Stanach, zaciągali kolejne pożyczki a my byśmy umierali i zostawali kalekami żebrzącymi w ruinach za ich konta w Szwajcarii. Walczyć za Polskę, czyli za co? Niemieckie i Francuskie montownie? Zagraniczne banki? Nieludzki wyzysk ludzi, nędzę? Moja krew jest cenniejsza, niż wrzaski o Bogu który po chwalebnej śmierci we własnym gównie i krwi da mi niebo - to nie Bóg obiecuje, tylko kapłan, pracownik religijnej korporacji zarabiającej na chorobie ducha, podobnie jak korporacja farmaceutyczna zarabia na chorobach. Zdrowie ciała i ducha, to kres potęgi wszelkich koncernów, które nam "pomagają". 

Frustracja napędza konsumpcję

Problemem nie jest ciało, które za wolno spala jedzenie - problemem jest umysł, który ciągle pożąda przyjemności. A pożąda jej dlatego, ponieważ człowiek żyje w stanie cierpienia, poczucia winy, swojej niedoskonałości - dlaczego ludzie tak cierpią? Ponieważ wyparli się piękna swojej indywidualnej istoty, podążając za podanymi im wzorcami. Wzorce z natury są niemożliwe do osiągnięcia, by człowiek czuł się ciągle niedowartościowany, zły na siebie że nie wygląda i zarabia jak Ronaldo czy Beckham. Frustrat próbuje sobie polepszyć humor na znane sobie sposoby - ciuchy, elektroniczne gadżety, seks, alkohol, papierosy, trollowanie w sieci.

Jak zwykły człowiek może dorównać idolom? Nie ma takiej możliwości. Nie zarobię setek milionów dolarów, nie będę wysoki i piękny jak model z wybiegu - i wmawiają mi, że skoro nie jestem jak idole, to skoro oni mają rzekomo fajne życie, to ja muszę mieć spieprzone. To nie jest prawda - bo idole ćpają i się zabijają częściej niż zwykły człowiek. Oni już wiedzą że na szczycie nic nie ma, biedak łudzi się że jak wypruje sobie żyły, podłoży jeszcze kilka świń kolegom, wtedy będzie szczęśliwy. No cóż, nie będzie. Poczytaj o najpotężniejszych ludziach świata biografie, a sam ujrzysz że szczęścia nie zaznali. Ciągle tylko głód nowych terytoriów, bogactw i władzy, niezaspokojone pragnienie i tęsknota.

Wzorzec warto zmienić na korzystny

Zdrowe ciało tak ma właśnie działać; jest cudowną maszyną, która umożliwia przetrwanie, maszerowanie wiele dni bez jedzenia, by znaleźć ratunek. I gdy zjesz byle co, nawet niewielką ilość, przetrwasz.
Ze zdrowia i normalności zrobiono potwora. Ciało jest złe, bo nie pozwala się nażreć i jednocześnie pięknie wyglądać. Człowiek który skojarzył poczucie przyjemności z jedzeniem, ma zły wzorzec, bo pragnąc przezyć miłe chwile, sięga po chrupki. Ktoś inny skojarzył przyjemność z ruchem, więc je tyle ile trzeba, a przy okazji jest sprawny i zdrowy, że nie wspomnę o wyglądzie i świetnym samopoczuciu.

Prawdziwym problemem jest więc wzorzec w głowie (podświadomości), a nie jedzenie, chemia, geny, tarczyca... a z wzorcami można pracować. Ja mam teraz łatwo, bo paliłem dwanaście lat, nie wyobrażałem sobie życia bez dymka, a teraz nie palę dziesięć, i wiem że właśnie życie bez sztachania się cuchnącym dymem jest przyjemnością. Tak samo jest z każdym innym nałogiem i przyzwyczajeniem - skoro człowiek mógł skojarzyć papierosa i inne trucizny z przyjemnością, może skojarzyć zdrowe jedzenie, ruch i pozytywne myślenie z przyjemnością, jest to nawet z natury łatwiejsze. Skoro jest łatwe, dlaczego ludzie mają z tym taki problem? Ponieważ większość ludzi pali i pije, wstydząc się przyznać do złego wyboru, chwali to sobie i racjonalizuje, więc i my robimy sobie to samo - przecież widzimy zadowolenie u palaczy, weekendowych pijaków. Podobnie jest ze związkami - ludzie wchodzą w nie, czując się lepsi od pogardzanych singli - nawet ich wyśmiewają, czując się lepsi. Gdy człowiek całe życie czuje się nikim, przyjemnie jest wyrzucić z siebie tę całą pogardę, bo wzięło się ślub. Gdy mija zakochanie i pojawia się proza życia, a wizja szczęścia znika razem z endorfinami (utrzymują się do dwóch lat), pojawia się rozpacz, zrozumienie że wpadli w bagno, które kredytem, dziećmi i zobowiązaniami trzymają ich przy dnie. I co wtedy taki człowiek ma zrobić? Przyznać że się pomylił? Nie, udaje że jest szczęśliwy. Gra do końca "zastaw się a postaw się", byle tylko inni nie pomyśleli że mógł źle wybrać, ze strachu przed śmiechem i szyderstwami.

Klątwa pokoleniowa

I tak to wszystko działa z pokolenia na pokolenie. Ze świecą szukać człowieka, który otwarcie przyzna że paląc czy pijąc ma ze sobą problem. Ja przyznałem to otwarcie, dlatego miałem siłę by coś z tym zrobić. W AA żeby wyzdrowieć, trzeba przyznać że ma się problem - i jest to bariera dla większości pijących nie do przeskoczenia. Oni tam dobrze wiedzą, że bez przyznania się przed sobą do problemu, szanse na wyleczenie praktycznie nie istnieją.

Na początku tekstu napisałem, że oszukiwanie siebie działa na krótką metę. Wytłumaczę to na swoim przykładzie. Gdy ja się męczyłem podejmując coraz to gwałtowniejsze próby rzucenia palenia, mój znajomy palił i się ze mnie śmiał. Mówił że na coś trzeba umrzeć, że zna kogoś kto pali i jest zdrowy (a ja znam kogoś, kto je szkło), i żebym nie robił z siebie pajaca. Gdy ja marzyłem o zaciągnięciu się dymem, on spokojnie sobie palił. Gdy ja niemalże chodziłem po ścianach, on palił na luzie. Ja cierpiałem, on się bawił - tylko że ja wychodziłem z problemu, a on w niego wchodził. Każdy jego rechot, będzie spłacany chorobami, mękami i finansowymi problemami. Za każdy śmieszek trzeba będzie zapłacić okropną cenę - ale skoro się oszukiwało siebie, nawyk oszukiwania także wzrasta. Za choroby obwini się Boga, sąsiada, Żydów. Wygodne, ale czy to coś pomoże? Nie.

Oszustwo słono kosztuje

No i z tego co widziałem ostatnio, pomijając nowy samochód który przepalił przez ten czas, zdrowie zaczyna się sypać w dość młodym wieku. Oszukiwanie siebie jest zawsze tragiczne w skutkach, bo przecież u niego nawyk palenia jest znacznie mocniejszy niż wtedy, gdy ja rzucałem. Problem pozostał, pieniądze i zdrowie uciekły. Podobnie było gdy się odchudzałem - podobny stek bzdur jako "argumenty" że duże jest sexy - nie, nie jest. Pociłem się, źle czułem, byłem niesprawny ruchowo chociaż ważyłem tylko 101kg. Nie wyobrażam sobie, jak trzeba się oszukiwać by dojść np. do 150kg czy większej masy. Gdybym wybrał oszukiwanie siebie, miałbym pewnie ze 120kg i zniszczone kolana. To co u ludzi widać jako chorobę bądź tragedię, jest najczęściej skutkiem oszukiwania się - niechęcia do walki z czymś, co jest dla nas złe. To nie tylko nadmierne jedzenie, palenie, ćpanie, seksoholizm czy picie, ale też nawyk onanizowania się złymi informacjami, cierpiętnictwo (osłabia się układ odpornościowy).

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

--------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości