Mareczek Mareczek
392
BLOG

Dlaczego przegrasz życie?

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Przez tyle lat pracy z mężczyznami (i głównie ze sobą), zrozumiałem że zasadniczy problem zawsze sprowadza się do jednej, jedynej sprawy - niskiej samooceny. Jeśli jest ona niekorzystna, staje się to powodem poczucia bolesnego braku i jątrzącą się, emocjonalną raną. Żeby ją zaleczyć, poczuć się pełniej i przyjemniej ze sobą, szukamy ładnych dziewczyn, fajnych (czasem "mocnych") kolegów, staramy się zrobić coś - co sprawi że uczucie cierpienia i bycia nikim zniknie. 

Nawyk może zmienić tylko inny nawyk

Niestety - nie ma na to najmniejszej szansy, i im wcześniej ktoś to zrozumie, tym mniej ciosów od życia przyjmie.

Poczucie bycia kimś gorszym, brzydkim, głupim - nie jest brakiem jakichś przedmiotów (gadżety, auto), związków międzyludzkich czy posiadaniem innego typu ciała niż aktualnie uznawane za piękne, ale nawykiem, w dodatku bardzo silnym, gdyż kształtowanym od dzieciństwa. Nie da się zmienić nawyku ani dziewczyną, ani założeniem rodziny, zmianą umięśnienia czy wyglądu ciała, a tym bardziej władzą czy pieniędzmi. Torba pieniędzy nie zmieni wzorca podświadomego, który tak zmienia Twą percepcję, że wzmacnia wszystkie sygnały z otoczenia świadczące że jesteś głupi i zły (a najczęściej zupełnie inne sygnały tak właśnie mylnie interpretuje), a tłumi każdą inną informację, która mogłaby dać Ci przyjemność. Jeśli więc powiem Ci komplement, zawsze go zinterpretujesz jako kłamstwo bądź szyderstwo, albo w ogóle nie zauważysz, pominiesz. Dopóki nie zmienisz własnych wzorców emocjonalnych wobec siebie (samoocena), choćby cały świat chciał Ci dać szczęście, nie przyjmiesz go. Taka jest potęga ludzkiego umysłu, a raczej podświadomości która nami kieruje.

Euforia spowodowana nową rzeczą czy związkiem na chwilę przytłumi ból, ale już za chwilę on wróci - silniejszy, potężniejszy. Euforia zakochania trwa do dwóch lat, później mija - i dopiero wtedy do nas dociera, co nawyrabialiśmy. Euforia z nowego auta czy telewizora, trwa kilka dni - później widzimy lepsze, tańsze modele, a sama myśl o ratach dotkliwie parzy. Dużo dłuższa, intensywniejsza ale i pełna lęku jest euforia władzy - i słusznie, bo im więcej władzy, tym więcej na nią chętnych, nie wahających się przed niczym, byle tylko skosztować jej nektaru.

Bajki o luzie napędzane przez strach


Przykładem niskiej samooceny może być Pan Kuba Sienkiewicz, który odniósł wielkie sukcesy - świetny lekarz (pracował z nim mój wychowawca z liceum, podkreślający jego wiedzę i umiejętności), znany w całej Polsce muzyk - czyli człowiek sukcesu. Jednocześnie był potwornie nieszczęśliwy, w depresji, ciągle używający silnych leków i narkotyków, by ten stan cierpienia w sobie zminimalizować - o czym sam pisał. Ludzie na zewnątrz widzieli człowieka, któremu się naprawdę udało - w środku jednak sytuacja wyglądała tragicznie. 

Często jest tak, że na zewnątrz sukces, osiągnięcia i blichtr, a w środku skowyt i ucieczka w wódkę, narkotyki albo dręczenie innych, by rozładować ciągle narastające, negatywne emocje. Ponieważ znam takich ludzi osobiście, pracuję z nimi, wiem jak to wszystko bardzo nieciekawie wygląda - później tacy ludzie "sukcesu" nie mogąc znieść wewnętrznego napięcia biją dzieci, żonę, psa, trolują w necie. A naiwni się na te obrazki "luzu" łapią. Jeśli jest pozycja, to o luzie zapomnij - jest tylko strach o jej utratę, bo z nią skojarzona jest przyjemność. Im mocniej ktoś ekscytuje się swymi sukcesami, tym większy w nim jest lęk że poniesie porażkę, utraci społeczny szacunek i związaną z tą emocją przyjemność. Większość ludzi odnoszących sukcesy, nienawidzi i gardzi ludźmi - bo z jednej strony potrzebują podziwu tłuszczy, a z drugiej strony boją się, że podziw zmieni się w odrazę (co się zdarza). I co z poczuciem przyjemności, utożsamionym z podziwem? Zniknie. Im większa władza i sukces, tym większy lęk i strach. Naprawdę chcesz takiego życia? Myślisz że Ci się spodoba? Niestety, z zewnątrz widać tylko jasną stronę, a ciemną każdy z tych ludzi skrzętnie ukrywa. W końcu masz zazdrościć i podziwiać, a nie się brzydzić.

Najpierw samoocena, później sukces


Wyobraź sobie człowieka, który wszedł w rodzinę, ma pracę, obowiązki, dzieci - i coś osiągnął. Ponieważ był zakompleksiony, zawsze czuł się nikim, mając pozycję zaczął upadlać innych, wyśmiewać ich ciężką sytuację życiową. Czy wiesz jakie przerażenie budzi w nim wizja, że nagle traci pieniądze czy społeczny szacunek? Czy wiesz jaką radość odczują jego ofiary? Akurat znam takie przypadki osobiście - jedna z Pań którą znałem, była dość bogata. Gdy tata przestał piastować bardzo ważne stanowisko państwowe, firma szybko upadła. Przez lata ta Pani traktowała ludzi jak śmieci, a później w strachu że ujrzą jej upadek, dochodziło do zachowań paranoidalnych, chowania się, panicznego rozglądania czy sąsiedzi nie widzą. I tak latami, strach od rana do wieczora, udawanie wszystkiego, silne nałogi by ogłuszyć wewnętrzne, negatywne emocje - piekło na ziemi. Taka jest cena sukcesu, osiągniętego zanim sami zmienimy swoją samoocenę. Jeśli pierwszy jest sukces, a nie pozytywna samoocena, będzie jak z lotto - milionerami którzy kończą rozpici, bez pieniędzy i rodziny, albo się wieszają z rozpaczy. Dlatego nie gram w lotka, bo nie daj Boże mógłbym wygrać, znając moje "szczęście".

Można więc założyć, że ktoś chwalący się pozycją czy pieniędzmi, czerpiący z tego poczucie wartości jest więźniem lęku. Im mocniej się chwali, tym większy strach który trzeba rozładować. Idzie się więc w wódkę (tzw. wysoko funkcjonujący alkoholik, do czasu), pastwi się nad innymi, słabszymi, czy też zdobywa ulgę obrażając ludzi anonimowo w internecie.

Tylko wysoka samoocena Cię obroni

Zanim weźmiemy się za związki na poważnie, dzieci, wybieranie ścieżki życiowej - musimy załatwić sprawę ze sobą - warto ulepszyć, odkłamać negatywną wizję samego siebie, bo z całą pewnością nie jest ona ani prawdziwa, ani Twoja. Jeśli nam się to uda, a jest to wyjątkowo niewdzięczna praca, nasze życiowe wybory nie będą podyktowane chęcią złagodzenia własnego poczucia braku, a pragnieniem rozwoju. To krańcowo różne motywacje, które stanowią o jakości życia. Już nigdy nie zgodzisz się na to, by kobieta się Tobą bawiła czy źle traktowała - już nigdy nie będziesz cierpiał, bo ktoś miał zły dzień i wyżył się na Tobie. Życiowy drapieżnik już nie może Cię złapać na haczyk, bo nie potrzebujesz nic, co ma do zaoferowania - komplementy, klepanie po pleckach? Nie trzeba Ci tego, bo sam dajesz sobie akceptację. Pieniądze "na szybko"? Nie trzeba kupować kompulsywnie, by polepszyć sobie humor, bo ten dopisuje nawet z ostatnią koszulą na karku. Na wódkę, koks, dziwki? Nie czujesz takiej potrzeby, zwłaszcza że to kiepski interes - za chwilę chemicznej euforii, kosmiczna cena w postaci zrujnowanego zdrowia, chorób, wybitych zębów, zmasakrowanego odbytu po pigułce gwałtu w drinku czy nawet śmierć. 

Praca nad zmianą samooceny, to jak próba nie wciśnięcia hamulca, gdy szybko jedziemy autem na betonową ścianę. Noga sama naciska hamulec - a my musimy się zmienić tak, by noga nawet nie drgnęła. Ten hamulec to wstyd, nieśmiałość, podświadoma chęć by doświadczać biedy, upokorzeń, problemów. Trzeba go wyłączyć, ale nie jest to robota na kilka godzin, jak przekonują niektórzy żartownisie - guru. Tak mówią, ale ja nigdy nie widziałem żeby to zadziałało, a znam wielu takich ludzi. Jeśli ktoś trzydzieści lat miał wmawiane pewne przekonania i wzorce, to nie można się ich pozbyć w kilka chwil - chyba że zdarzy się cud, objawienie, doświadczenia psychodeliczne jak po ibogainie czy ayahuasce.

Ciosy i kłopoty surowymi nauczycielami życia


Gdy wspominam swą przeszłość, widzę wyraźnie jak sam się pakowałem w kłopoty z poczucia braku. Byłem z piękną dziewczyną, znosząc jej nieprzyjemny charakter i kłamstwa, ponieważ chciałem się dowartościować tym, że mam takie cudo przy swym boku. Cierpiałem i ponosiłem ofiary (głównie finansowe, jak na mężczyznę przystało), by zmniejszyło się cierpienie spowodowane poczuciem bycia bezwartościowym. Chciałem się podwyższyć pięknotką u boku, a przecież od dawna wiadomo, że kto się wywyższa będzie poniżony, co też się stało. Później cierpiałem i lżyłem w myślach dziewczynę, która tak naprawdę pokazała mi jaką mam samoocenę. Gdyby ze mną została, a ja utożsamiłbym z nią swoje szczęście, ciągle czułbym lęk że utracę ją - czyli źródło zadowolenia, oraz nie zrozumiałbym, że zależność emocjonalna od innych ludzi to piekło na ziemi. Kiedyś przychodzi taka chwila, że człowiek uświadamia sobie, iż wszystkie ciosy które dostał, pracowały na rozszerzenie, pogłębienie świadomości siebie. Ciosy ćwiczą Twą siłę, budują mądrość - z mojego, obecnego punktu widzenia rozumiem, że gdyby było wspaniale - czyli tak jak wtedy interpretowałem słowo "wspaniale", byłbym wrakiem pełnym lęku, bo kobieta zawsze może odejść albo zdradzić. A tak już wiem, że szczęścia należy szukać tylko w sobie, zmianie swego sposobu patrzenia na życie, transformacji przekonań z negatywnych, niszczących mnie, na pozytywne, wspierające. I tę świadomość uważam za największy sukces mojego życia - będzie mi oszczędzone wiele nieszczęścia i cierpienia, mam czas i szanse na znacznie lepsze, niewyobrażalne dla zwykłego człowieka życie. Ważne by nie czcić cierpienia, ale traktować je jak znak - wskazujący nam w którą stronę nie należy iść. Gdy podążamy dobrą ścieżką, cierpienie nie jest już do niczego potrzebne.

Podobnie było z kolegami - szukałem w nich nie możliwości wzrastania, uczenia się i konkurowania w dążeniu do doskonałości, a poczucia siły i mocy którego mi brakowało, nie rozumiejąc że moc u krewkich chłopaków brała się ze strachu, który zmienił się w społecznie szanowaną nienawiść i złość - na kłopoty nie trzeba było długo czekać.
Ponieważ cierpiałem, obserwowałem otoczenie by dowiedzieć się jak ludzie reagują na kłopoty. Robiłem to, co szanowani przeze mnie ludzie. Jadłem więc ciastka, ponieważ lepiej się po nich czułem (skok poziomu cukru). Efekt? Nadwaga (ważyłem ponad stówę), blisko cukrzycy, złe samopoczucie, popsute zęby, zaburzona wizja świata - grzyb candida żywiący się cukrem, zmienia psychikę człowieka "pod siebie". Paliłem kilkanaście lat, w efekcie miałem czarno - brązowe zęby (wstydziłem się uśmiechać, naciągałem górną wargę na zęby), doprowadziłem się do obturacji płuc, straciłem sporo pieniędzy i upadlałem jarając kiepy, gdyż głód "bucha" był za silny, za bolesny - oczywiście ściemniałem że palę kiedy chcę, a chciałem co pół godziny. Chciałem być lubiany i akceptowany, więc nadskakiwałem innym, za co nigdy mi się nie odwdzięczono - i chwała Bogu, gdyż wtedy zrozumiałem że miałem parszywe intencje, a ludzie to wyczuwają. Jeśli się nie szanujesz, nikt Cię nie będzie szanował - a ja chciałem szacunek sobie kupić, uzyskać nadskakiwaniem, pomocą innym. Tymczasem inni nie pomagali, a mieli szacunek otoczenia - nie mogłem tego przez lata zrozumieć. Użalanie się nad sobą i hejtowanie w myślach niewdzięczników jest pójściem na łatwiznę - chciałem zrozumieć i zrozumiałem. O wódeczce, najpopularniejszym polskim leku antydepresyjnym i narkotykach, lepiej nie wspominać - na kolanach dziękuję za to, że po tych wynalazkach na lepszy humor leciało ze mnie z każdego otworu w akompaniamencie jęków, kwików i bólu. Wziąłem rozwód z papierosami, oraz jestem w separacji ze słodyczami (czasami się spotkamy na przyjacielski seks), na szczęście alkohol mnie oszczędził.

Wizja siebie nie jest Twoja, tylko cudza


Każdy brak który chciałem sobie skompensować, pobudzał mnie do działań, które zawsze dawały mi jeszcze więcej bólu. Jedni się obrażają, drudzy chcą zrozumieć dlaczego tak jest, po czym oświeca ich że ból i nieudane próby to znaki, wskazujące im że są na złej ścieżce. Jednak dla niektórych ludzi, przyznanie że czegoś nie wiedzą czy źle postąpili, jest nie do zrobienia - wstydzą się. Dlatego całe życie brną w ślepą uliczkę, solidnie cierpiąc. Trzeba być gotowym na przegranie wielu bitew, by wygrać wojnę. Dlatego mądrym ruchem w takiej sytuacji jest zaprzestanie szukania lekarstwa na zewnątrz, leczenie objawów, tylko wyleczenie choroby - a jest nią niska samoocena.

Wizja siebie jaką masz, czyli WYUCZONA i uwarunkowana reakcja emocjonalna na swoją pozycję społeczną, ciało i jego części (noga, ręka, wielkość ust, kształt oczu, zmarszczki itd), nigdy nie jest żadną prawdą ani faktem, ale efektem oszustwa, porównywania się do idoli, opiniami innych ludzi na nasz temat, a my tę opinię przejęliśmy najczęściej w dzieciństwie. Dlatego warto tę wizję zmienić w taki sposób, by nam służyła i nas wspomagała, a nie wiecznie hamowała i gnoiła. Wizja siebie, jest właśnie tą różnicą oddzielajacą ludzi przegranych od wygranych, nieszczęśliwych od szczęśliwych. Negatywna wizja siebie, jest jak plecak wypełniony kamieniami. Wykrzywia ciało, sprawia ból, uniemożliwia szybki bieg czy szybkie zwroty. Pozytywna, pełna miłości wizja siebie, to siedmiomilowe buty - nie dość że Cię nie obciążają jak plecak z kamieniami, to dodatkowo motywują, wspierają, pocieszają, dodają sił. Możesz wybrać jak chcesz żyć - a za Twoim wyborem pójdą konsekwencje. Niestety, wielu ludzi trzyma się swojej skrzywionej wizji siebie z powodów religijnych, myśląc że tak chce Bóg. Jednak to nie Bóg zarabia na Twoim nieszczęściu, frustracjach i lękach, a kapłan, korporacje, rządy, bo smutny człowiek to idealny konsument, który w kupowaniu poszukuje przyjemności. I to nie Bóg wmawiał Ci latami że jesteś grzeszny i masz się czuć winny (śmierć Jezusa i grzesz pierworodny), tylko człowiek - kapłan, zarabiający na Twoich lękach, obawach, paraliżującym każe działanie poczucie winy. Proponuję zapytać Boga, czy naprawdę masz żyć w takim gnoju, ciągle w depresji? Czy masz żyć w poczuciu winy?Odpowiedź nie przyjdzie do naszego rozumu, a jako odczucie, więc warto się wyciszyć, uspokoić. Jeśli taką odpowiedź odbierzesz, musisz się przygotować na to, że kapłan uzna Cię za opętanego - religia to wielka korporacja, która zarabia na pośrednictwie, i jeśli je utraci, to szybko upadnie. Nikt na to nie pozwoli. A że cierpisz? Korporacja nie ma sumienia, a jej dekalogiem jest zysk. W ogóle praca nad pozbyciem się religijnych uwarunkowań z podświadomości, jest bardzo ciężka, trwa kilka, kilkanaście lat. Żadne programowanie nie jest tak potężne, jak te pochodzace od kościoła katolickiego. Ale warto tego dokonać, jakość życia i odczuć poprawia się w sposób nieopisywalny.

Wybierz swoją wizję


Musisz mieć jakąś wizję siebie, nie można żyć jej nie mając - wizja siebie, to pozycja na osi współrzędnych dzięki której określasz swoją pozycję społeczną. Ta wizja może być niezwykle przykra, a więc mamy tu wszelkiej maści neurotyczki, anorektyczki słaniające się przed lustrem z którego straszy hipopotam, osoby z kompleksami załamane swoim wyglądem - a raczej wizją tego wyglądu, emocjami które czują wobec siebie. Czy wizja jest prawdą? Nie, ponieważ anorektyczka umierająca z głodu nie widzi szkieletu jakim jest, ale wieloryba. Czy widzi prawdę? Nie, widzi kłamstwo - podobnie jak i Ty. Podobnie kulturysta widzi w lustrze małego, bitego w dzieciństwie chłopca. On to robi, by nawyk nienawiści do siebie i strachu znikł, ale on cały czas jest oraz będzie się powiększał. Spuchnięte mięśnie nie zlikwidują podświadomego nawyku. To zresztą dokładnie opisuję w książce "Stosunkowo dobry".

Jeśli nie kształtujesz emocjonalnej wizji siebie, stworzą Ci ją "marketingowcy" z telewizji i mediów, oraz komentarze zazdrosnej, lękliwej, głupiej bądź nienawistnej rodziny - "aleś Ty głupi", "z takim wyglądem nic nie osiągniesz", "nie nadajesz się do niczego". Media Ci pokażą aktora z pięknym ciałem oraz głosem, otoczonego pięknymi Paniami, a filmy porno 25cm penisy i jęczące z rozkoszy kobiety - więc porównujesz swoje ciało z modelami, dochodząc do wniosku że jesteś znacznie brzydszy i mniej "wyposażony". Jeśli aktor był szczęśliwy, uznajesz "logicznie" że Ty nie możesz, bo nie jesteś jak on - jeśli aktor porno zaspokaja kobietę dwa razy większym penisem niż Twój, znowu "logicznie" myślisz, że Ty rozkoszy nie jesteś w stanie kobiecie dać, co w większości przypadków jest absolutną bzdurą. Jest też w naszej kulturze kościół, który dosłownie "instaluje" w nas poczucie winy za popęd seksualny, który jest wyrazem zdrowego ciała, oraz strach przed byciem radosnym, zdrowym, silnym, bogatym i przebojowym. Promowani są tylko cisi i pokorni (zdobędą kiedyś ziemię, póki co od dwóch tysięcy lat są tylko pomiatani i wykorzystywani), męczennicy katujący swoje ciało, umysł, rodzinę swym ascetyzmem, zagłuszający pragnienia i nienawidzący siebie (pójdą do nieba, będą siedzieć po prawicy ojca), chorzy, leniwi i głupi (cierpienie ma ich oczyścić, praca nie ma sensu bo liczy się tylko prawdziwe życie - te po śmierci), nadstawiający drugiego policzka (ku nieopisanej radości wszelkiej maści łotrów i psychopatów).

Wyobraź sobie...


Musisz więc Ty sam stworzyć wizję siebie, bo jak tego nie uczynisz, sam widzisz że tę wizję Ci stworzono i "zainstalowano" w głowie - miliony ludzi w tę wizję wierzą i według niej żyją. A jaka wizja, takie życie, zachowanie, jakość bytu który jest głównie wynikiem właśnie tej wizji siebie. Jeśli się pokochasz, poczujesz ze sobą dobrze, sam sobie ustalisz wzorzec piękna - którym będziesz Ty sam. Niby dlaczego czczenie jakiegoś narkomana jest w porządku, a siebie już nie? Czym się różnisz od idoli? Różni Cię wiara - i to nie Twoja - że jesteś maluczki. Ale nie jesteś, bo mały czy duży to efekt porównywania się (mały tworzy bolesne kompleksy, duży strach że się zmniejszysz), a Ty miej swoją własną miarę.
Do niczego Cię nie namawiam, ale wyobraź sobie taką wizję - czujesz się ze sobą przyjemnie, miło i komfortowo. Niezależnie od wzrostu i wyglądu, czujesz się seksownym, silnym facetem. W ciele czujesz przyjemne odprężene i poczucie komfortu - nie boisz się odrzucenia, więc nie ma w Tobie lęku, a piękne kobiety są przyjemną opcją miłego spędzenia czasu na życzliwej rozmowie. Bez lęku, gnojenia siebie... z poczuciem szacunku, życzliwości wobec siebie... wewnętrzny głos szepcze Ci pełne życzliwości i miłości słowa... wspiera i podnosi na duchu, komplementuje, zachwyca... idziesz jak burza, jak czołg wśród szklanek. Ludzie którzy Cię otaczają, są pełni kompleksów. Porównują się do aktorów i celebrytów - i gdy widzą Ciebie, czują że jest coś, co Cię odróżnia od stada beczących w tym samym, uniżonym rytmie baranów. Masz swoją wizję, więc nie korzystasz z tej, z której czerpią wszyscy ludzie - już w tym momencie masz coś, co nazywa się charyzmą - stajesz się gwiazdą, ponieważ jesteś inny, lepszy. Ludzie naprawdę to czują, a zwłaszcza emocjonalne, intuicyjne z natury kobiety.

Każdy człowiek gdzieś w środku marzy o pełnej wolności i szczęściu, stąd umiłowanie powieści fantasy, s/f, filmów z superbohaterami którzy wznoszą się nad wszystkich innych - a Twoja obecność pachnie i smakuje tą wizją. Ludzie nie wiedzą dlaczego, ale lgną do Ciebie, chcą się Tobie przypodobać. W efekcie nie mając wzrostu, urody modeli ani pieniędzy, masz dostęp do wszystkich rozkoszy tego świata, ale nigdy Cię one nie pochłoną, nie zbiesisz się dla nich, ponieważ już masz szczęście, i nie jest ono zależne od innych ludzi.

Wyobraźnia i wiara jest za darmo


Pełna miłości, życzliwości i szczęścia wizja, to efekt Twej wyobraźni i wiary, a nie pieniędzy, urody i pozycji społecznej. Możesz spać pod mostem, ale wizję mieć możesz. Wizja jak wiemy, zmienia całą chemię ciała - uwalniają się feromony i endorfiny które wyczuwa otoczenie, odpowiednio do tego reagując. Ferris kiedyś zmienił w sposób naturalny trzykrotnie wysokość poziomu testosteronu, po czym zanotował że z odległości kilku metrów kobiety żywiołowo reagowały - czuły podświadomie. Jeśli się pokochasz i zaakceptujesz, inni ludzie też to wyczują, i to znacznie mocniej.
Wyobraziłeś to sobie? Czy to nie piękna wizja? Można tak żyć. Ale by tak się stało, by słowo stało się ciałem - czyli wizja stała rzeczywistością, najpierw musisz uwierzyć że jest ona możliwa do zrealizowania - no cóż, jest. Każda wielka gwiazda właśnie tak funkcjonuje. Myślisz że niski De Niro albo Pacino wewnętrznie się gnoi, opluwa za niski wzrost, udowadnia w necie że jest lepszy? Oczywiście że nie. Ich wizja siebie jest wielka, nie do złamania, dlatego otoczenie właśnie tak ich postrzega. 

Pokochaj tę wizję, rozkoszuj się nią i poświęć jej całkowicie - niech Twoja uwaga (czyli energia) zawsze za nią podąża, rozkoszuje nią w każdej chwili życia. W końcu wizja stanie się tak nasycona, tak jaskrawa i silna, że uniesie Cię we wspaniałości, których nie jesteśmy w stanie sobie teraz wyobrazić. Taka jest moc człowieka. Ale by ją wyzwolić i odkryć, musisz w nią zainwestować swoją uwagę - zamiast na poczuciu nieszczęścia, depresję i żale.
Twój nastrój to Twoja decyzja - jeśli powiem Ci żebyś poczuł się źle, bez problemu to zrobisz. Wyobrazisz sobie przykre zdarzenie, i już źle się czujesz. Ale jeśli powiem byś poczuł się cudownie, wymyslisz tysiąc wymówek że nie można. Ależ oczywiście że można, spróbuj. I jeśli poczujesz raz, poczuj dwa razy. A skoro można dwa razy... poczuj sto razy, miesiąc, rok, całe życie. Skoro są ludzie bezustannie w "dołku", to można też być na "górce".


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości