Mareczek Mareczek
247
BLOG

Dlaczego w życiu Ci nie wyjdzie?

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Już małemu chłopcu wytwarza się niekontrolowany, instynktowny odruch kojarzenia szczęścia z kobietą - i właśnie ten mechanizm jest przyczyną tak wielu nieszczęść, ponieważ szczęście trzeba wypracować pracą nad sobą, a nie dostać od kogokolwiek. 

Chcesz za darmoszkę?


Szczęście to rarytas, którego nie kupisz za żadne pieniądze - a czy ktoś da Ci ot tak jakąś większą sumkę? Nikt Ci grosza nawet nie da, dobrze o tym wiemy. Jakim więc cudem liczysz, że ktoś da Ci coś po tysiąckroć cenniejszego od diamentów - coś za co wypruwają żyły miliarderzy i najpotężniejsi ludzie, ciągle nie mogąc tego znaleźć? I jak ktoś kto nie ma szczęścia, może Ci je dać? Skąd Ci je weźmie, wyciągnie z kapelusza? Przecież te zdesperowane, zestresowane, wymalowane i wysmarowane kremami kobiety szczęścia nie mają - nie ma więc mowy o tym, by Ci je dały. Mogą dać tylko seks i miłe słówka, ale to tylko zanęta dla głodnej rybki - do czasu. Gdy zaślepiona głodem komplementów chwyci wijącego się smacznego robaczka, wbija się w nią haczyk poślubnej otyłości, kredytu hipotecznego i nieskończonych problemów emocjonalno - finansowych małżonki. Wychowana na nowoczesnych czasopismach i modach żona, to perpetum mobile problemów, które magiczną mocą swej uczuciowości sama bezustannie kreuje.

Czasem jednak rodzi się cielę z dwoma głowami, albo ktoś trafia w totka; więc może i Ty dostaniesz szczęście? A czy zdajesz sobie sprawę, jak wielkie to nieszczęście? Przecież od tej chwili będziesz kobietę dającą szczęście śledził, bał się że zdradzi, odejdzie, zachoruje, umrze... im więcej szczęścia, tym więcej strachu i stresu związanego z wizją, że wraz z kobietą odejdzie szczęście. Nie znasz dnia ani godziny - lęk nie opuści Cię za dnia ani w bezsennej nocy, przerywanej bolesnymi koszmarami. Im bardziej Ci na kimś bądź czymś zależy, tym potężniejszy jest Twój strach o utratę tego. A im więcej paranoicznych, wypływających z podejrzeń zachowań, tym większa chęć kobiety na ucieczkę, bo kto wytrzyma życie z wiecznie napiętym i doszukującym się problemów człowiekiem? Tego mechanizmu nie da się w żaden sposób obejść, oszukać - zależy Ci, więc musisz się bać, chociaż ludzie w różny sposób ukrywają ten bezustannie kłujący strach, bądź zmieniają go w gniew.

I tak źle, i tak niedobrze


Jedni więc całkiem pozbywają się dóbr doczesnych i kobiet, uciekają w góry bądź idą do klasztoru, a drudzy - mądrzejsi, pracują nad pozbyciem się przywiązania do tych smaków, które - gdy pójść w nie głębiej i dalej, okazują się nieznośną goryczą.

Szczęście które daje nam drugi człowiek, jest wielkim nieszczęściem, dramatem, bezustannym lękiem o jego utratę. Dlatego prawdziwe szczęście to te, które umiemy sami w sobie wzbudzić. Da się tego dokonać, a polega to na pokochaniu siebie - wtedy mamy miłość, oraz brak lęku o jej utratę. Większość ludzi na tej nieszczęsnej planecie uzna to jednak za egoizm, narcyzm i pustkę emocjonalną. Kochać masz innych - siebie nie wolno. Ludzie wybaczą Ci depresję, ponury, podły charakter... ale miłości do siebie, czucia się doskonale w swoim towarzystwie - nigdy. Może dlatego ten świat jest tak okrutnym, bezlitosnym miejscem? Wiem że myślisz pozytywnie, masz pełny brzuch i ciepłe łóżko, ale są miejsca na ziemi gdzie istnieje prawdziwe piekło - śmierć z głodu, chaos, wojny i rzezie.

Skąpi czytelnicy

Mówi się że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale to tylko częściowa prawda - wielu ludzi uwielbia pomagać, czuć się potrzebnymi, lepszymi od ofiary okoliczności. Przyjaciół i ich intencje wobec Ciebie poznasz tak naprawdę wtedy, gdy będziesz bez powodu, ot tak sam z siebie szczęśliwy. Wtedy dopiero ujrzysz prawdziwą naturę tych, którzy wyznają Ci swą przyjaźń.

Tak naprawdę tylko siebie mam na tym podobno najlepszym ze światów. Rodzice kiedyś odejdą (co napełnia mnie nieopisywalnym bólem), czytelnicy są okrutni i niewierni w komplementach, oraz przede wszystkim finansowym wspieraniu mych wieczornych, pijackich zakupów książek na allegro; dziewczyny wprawdzie pożądają, lubią, ale mój brak chęci na "założenie gniazda" nie sprzyja trwałości relacji które nawiązuję. Skoro nie mogę liczyć na bezdusznych (i skąpych) ludzi, pozostaje pokochać siebie, czerpać ze znajomości z sobą jak najprzyjemniejsze doznania. Kiedyś i tak przeminą, więc bawmy się póki orkiestra gra na tym tonącym w odmętach czasu statku, zwanym moim życiem.
Indoktrynacja zwana praniem mózgu zaczyna się od bajek i wieczorynek, poprzez seriale dla młodzieży a kończąc na serialach dla gospodyń domowych, komediach romantycznych i wyciskaczach łez, gdzie mężczyzna z kobietą żyją długo i szczęśliwie. 

Od brzdąca do liberała


Te wszystkie filmy i bajki w które człowiek się wczuwa, nie ulatniają się gdzieś tam w nieokreślonej przestrzeni, ale tworzą pewnik w który wierzymy i na którym się opieramy. Jak bardzo kruchy jest to fundament naszego życia, świadczą statystyki rozwodów, nieudane pożycia małżeńskie, zmuszone do gehenny oglądania się codziennie w małej przestrzeni ze względu na kredyt i "dobro" dzieci, oraz moim zdaniem koronny argument - z dobra, akceptacji i szacunku powstaje dobro, a ze zła, wrzasków, poniżania zło. Skoro rodziny i związki dają szczęście, skąd tyle wokół nas kurewstwa, sadyzmu i przemocy? Przecież złośliwy szef brutalnie wykorzystujący bezrobocie i brak zasiłków, kiedyś był słodkim brzdącem. Czego doświadczył że stał się gnidą? Gdzie nabył nienawiść do ludzi, brak szacunku dla nich i chęć wykorzystania ich tragicznej sytuacji? W domu, od rodziców, bo to tam kształtuje się w większości charakter człowieka. A przecież związek daje szczęście, tak? To skąd tyle negatywnych uczuć? Skąd wojny, rewolucje, rozpacz i nędza? Ze szczęścia? Zadawanie takich pytań jest traktowane niemal jak zbrodnia - ponieważ czarno na białym ukazuje, w jak wielkie oszustwo uwierzyliśmy.

W reklamy są ładowane gigantyczne pieniądze, więc skoro wszyscy wiedzą że reklama z natury kłamie, to czy nie jest dziwne że ktoś nadal te reklamy wykupuje? Każdy mówi: "na mnie to nie działa", ale skoro reklamy istnieją, to znaczy że zarabiają na siebie. Jest tak dlatego, ponieważ nawet wiedza że reklama nas oszukuje, nie broni nas przed jej wpływem na nas, a co dopiero mówić o bajkach i filmach, które wchłaniamy w siebie od dzieciństwa. 

Zniszczyć by zbudować od nowa


To one nas tworzą, budują z oślizgłych kamieni pełną cierpienia i bólu konstrukcję, którą gdy już dorośniemy, trzeba przez lata rozbierać jeśli człowiek ma dość smutku, frustracji i bólu. Np. wyzwalanie człowieka z katolicyzmu, czyli bardzo destruktywnych zbiorów przekonań o świecie i sobie, trwa długie lata. Procesowi wyzwalania się od przekonań o winie, podświadomemu uwielbieniu dla biedy i cierpienia, grzeszności ciała i wszędzie czającym się Szatanie towarzyszą końskie dawki strachu, poczucia winy, nienawiści i wstrętu do siebie, a często także ostracyzmu najbliższych, którzy kochają jeśli żyjesz jak oni chcą, a gdy chcesz iść swoją drogą, nienawidzą. Ich zastraszono, więc oni zastraszają. Ich jako dzieci poddano przemocy ideologicznej, więc oni też tak czynią. Czym skorupka za młodu...

Kto nie doznał tego niemal zwierzęcego lęku przed wmówionym mu w dzieciństwie przekonaniem o diable, nigdy tego nie zrozumie. Dopiero po wielu latach terapii można delikatnie ODCZUĆ, że prawdziwy Bóg jest mocą poza narodowościami, diabłami, religiami, wierzeniami, symbolami, kapłanami i świątyniami. I być może na tym polega życie, czyli proces powolnego dokopywania się do skarbu, który zawsze w nas był ukryty. Człowiek jest takim duchowym szambonurkiem - zrodzony z bólu matki, umierający w mękach samotności (gdy zmysły zamierają, nie widać i nie czuć bliskich wokół nas), próbujący dotrzeć do piękna w sobie przez mity grzeszności i winie za śmieć Jezusa i grzech pierworodny. Prawdziwego Boga miłości zasłonięto nam rzeźnikiem, sadystą mordującym własnego syna dla zbawienia ludzi, miłość - cudowną euforię lekkości i szczęścia gdy nie zależysz od niczego i nikogo, zastąpiono nam romansami i zakochaniem, które zawsze przeradza się w strach o utratę źródła przyjemności i w końcu nienawiść do trzymającego nas w niewoli bodźca. W innych miejscach świata, kapłani wymyślili z pozoru odmienne bajki by zranić ludzi, oraz na tym zarabiać. Zbudowanie organizacji zrzeszającej miliony ludzi, jest niemożliwe na gruncie szczęścia i spełnienia. Można tego dokonać tylko i wyłącznie strachem, zniszczeniem naturalnej niewinności, oraz przyrodzonemu nam kontaktowi z Bogiem - który to kontakt dziecku jest brutalnie wydzierany. Kontakt z Boskością jest końcem korporacji religijnej, więc chcąc utrzymać swą potęgę, nie mają innego wyboru. Biedactwa!

Wilki w owczej skórze, prawią Ci miłe słówka


Ten świat deprawuje i niszczy ludzkie szczęście, ponieważ tylko na frustratach da się zarabiać, korzystać z ich pracy. Czy szczęśliwy, spełniony człowiek potrzebuje podnosić sobie samopoczucie cukierkami? Wieczornym piwkiem? Trollowaniem na forach? Papieroskiem? Ogłuszyć na dyskotece, pobyć w silnej grupie napakowanych kolegów, by poczucie mocy wypełniło każdą szczelinę nieprzyjemnego poczucia słabości i dezorientacji? Nowego telefonu co pół roku? Modniejszych ciuchów gdy stare są jeszcze dobre? Kolejnych mięśni i ścinki fatu, by zrobić z siebie zadyszaną w spoczynku bezużyteczną górę schabu, nabijającą kabzę producentom białka, sterydów i suplementów?
Nie, nie potrzebuje. Nie trzeba mu także religii, kapłanów poobwieszanych złotem, lichwiarskich banków i każdej ideologii, która wykorzystuje i wyciska człowieka jak cytrynę dla swych celów. I dlatego szczęście i spełnienie człowieka jest wrogiem numer jeden wszystkich wielkich sił. Dlatego im głośniejszy jest ryk chcących naszego szczęścia, tym większa pewność że chodzi o coś zupełnie innego. Im więcej decybeli, tym większy koszt nagłośnienia - a wielkie fortuny mogące to udźwignąć nie powstają ze szczęścia ludzi, tylko tworzenia w nich sztucznych potrzeb, kompleksów, oraz chwilowego ich zaspokajania by zarobek płynął nieprzerwanym strumieniem.

Gdy chłopiec dorasta i uruchamia się pożądanie seksualne, każde złe przeżycie, przykra praca, kłopoty z rówieśnikami, rodzicami czy pieniędzmi, rodzi silne uczucie pewności że gdyby miał cudowną dziewczynę, przytulił się - byłoby dobrze, miło i bezpiecznie, a wszelkie troski rozpłynęłyby się w oceanie ukojenia. To już nie podlega logice, przemyśleniom i analizie - jest odruchem, niepodważalnym pewnikiem nie podlegającym żadnej dyskusji, wiarą i sensem oraz treścią żywota. Takie same odruchy wyrabia w człowieka armia, co oczywiście jest zrozumiałe - żołnierz nie może myśleć, tylko ma wypełniać rozkazy. W latach dwudziestych w ZSSR myślano nad połączeniem małpy i człowieka, żeby wprowadzić do armii super żołnierza - jedzącego z ziemi ochłapy, mogącego nosić wielkie ciężary, bezmyślnie wykonującego każde rozkazy. Im jesteś głupszy, bardziej podatny na rozkazy, tym wydajniej (mniejsze zużycie zasobów, większa ilość trupów po stronie wroga) będziesz walczył o interesy bankierskich rodów wywołujących wojny w imię Boga, honoru i ojczyzny.
Odruchy wyrabia też kościół katolicki (i każda inna religia), np. klękamy na widok krzyża (bestialskiego narzędzia tortur) czy figurek świętych (kto wie jacy oni byli tak naprawdę?), poczucia winy na myśl o seksie, a że zdrowy człowiek ciągle o nim myśli, ciągle też czuje się źle - i by poczuć się dobrze, trzeba iść do spowiedzi gdzie klęka się przed chłopakiem ze wsi, który uciekł od wypasania krów do seminarium, do lepszego życia - i wyznajemy mu swoje "grzechy". Później mamy wiele świąt, obrządków, rytuałów, które oczywiście kosztują. Na poczuciu winy, lękach i nienawiści do siebie, korporacja religijna zarabia nieprawdopodobne pieniądze.

Obalić imperium łatwiej niż flaszkę

Są pewne symbole, których nie wolno ruszać - grozi to krytyką, wyrzuceniem ze swojej społeczności, grupy znajomych, rodziny, a często też pobiciem, torturami albo śmiercią. Każdy czas i kultura ma swoje prawdy i tabu, które trzeba czcić i hołubić. Dawniej czczono Stalina, marzącego o komuniźmie na całym świecie, który przetrwa miliony lat i da wolność niezliczonej masie chłoporobotników. Tłumy wyły z podniecenia, a Panie dostawały orgazmów na widok wąsatego Fuhrera, obiecującego bujny rozkwit tysiącletniej rzeszy na słowiańskim nawozie. Teraz na topie jest papież Polak, który wezwał ducha świętego by odmienił oblicze Polski, i chyba mu się udało coś wezwać, bo trzy miliony Polaków ucieka z tego obozu koncentracyjnego, darmowej kolonii roboczej dla zachodniego kapitału. Pozostaje pytanie co wezwał - i ciche pragnienie, by to coś wróciło do bezdennych piekieł skąd przybyło, i by zabrało Balcerowicza, Korwina Ozjasza Goldberga i innych starszych braci w wierze, by ten biedny, nieszczęsny naród mógł godnie funkcjonować.
Mamy jeszcze chylący się ku upadkowi, ale jeszcze żywy mit prostego elektryka, który sam jeden pokonał największą potęgę militarną planety, dysponującą tysiącami najlepszych zabójców w każdym kraju świata, bronią atomową i propagandą mogącą obalać rządy. Śmiałe plany zniszczenia imperium zła dojrzały, gdy obalał jedna za drugą butelki koniaku z esbekami w Arłamowie.

Historię piszą zwycięzcy, ale i oni tracą z czasem moc w tym ciągle się zmieniającym świecie. Dlatego też większość takich pewników zostaje z czasem obalona - a gdy milkną wrzaski obrońców katów, pojawiają się oskarżenia. Papież na zachodzie uważany jest za osobę, która ukrywała niebywałą skalę pedofilii, a cała reszta wodzów, wizjonerów i wielkich władców, odpowiada za niezliczone nieszczęścia, miliony trupów i nędzę. Dzisiejsi wielcy, to najczęściej jutrzejsze kanalie. Tymczasem ludzie niezwykle odważni, np. Pilecki, są przez system hołubiący bylejakość i szmirę wypędzani z przestrzeni medialnej. Promuje się banał, głupotę i sprzedawczyków, kiedy prawda jest zawsze jasna - albo byłeś z "nimi" (np. komuchami), albo zrezygnowałeś z talonu na samochód, mieszkania i zakupów w peweksie, bo brzydziłeś się śpiewać piosenki o towarzyszu Leninie. Nie można między tymi ludźmi stawiać znaku równości - ja mogę zrozumieć że zrobiło się to tylko dla mieszkania, może i sam bym tak zrobił, ale fakty są takie że jeden zrobił - a drugi nie.

Największe kłamstwo tego świata

Jednak jest jeden pewnik, który przeciska się niewzruszony przez wszystkie tysiąclecia. Nie obalą go żadne cywilizacje, religie, filozofie, prawa i święte książki z papieru; niestraszne mu wiatry historii, kataklizmy, deszcze meteorytów, rządy platformy, rzezie i tragedie. Jest to święta wiara że kobieta daje szczęście - i trzeba jasno powiedzieć, że jest to największe kłamstwo świata które wysysamy z mlekiem matki. I piszę to jako ten, który kobiety uwielbia, podobnie jak od czasu do czasu lubię sobie wypić piwo. Jednak wiem że jeśli będę w nim widział swoje szczęście, zostanę zniszczony i zmiażdżony w żarnach pijaństwa.

Szczęście daje nam w pierwszej kolejności nasz układ hormonalny, układ "nagrody" w mózgu. To w zasadzie bezduszna maszyna (hardware), którą trzeba zaprogramować (software). I tym właśnie jest dorastanie w dzieciństwie, filmy, historie, legendy, bajki, opowieści, propaganda religijna i państwowa - jest programowaniem potężnego komputera, jakim jest nasz mózg. Soft może wykorzystać pewien procent możliwości komputera - np. na moim można odpalić prosty kalkulator, albo skomplikowaną grę (np. gta 5 w które gram). Dlatego w kręgach rozwojowych mówi się, że człowiek wykorzystuje znikomą część swoich możliwości. Przekonania mogą nas zniszczyć, albo zbudować nasz sukces, zdrowie i wszystko co chcemy. Żeby tak się jednak stało, nieefektywne programy (nieśmiałość, sztuczna pokora, lęki, czarnowidztwo, zniechęcenie, smutek) wyrzucamy, a instalujemy znacznie dla nas lepsze (mądra pewność siebie, szacunek do siebie, spokój w obliczu stresujących sytuacji, poczucie bezpieczeństwa, radość i satysfakcja sama z siebie, żeby nie musieć jej brać w postaci sztucznych pochwał od innych ludzi, którzy wystawiają nam za to słony rachunek)
Programy to oczywiście przekonania i "pewniki", wiara w idee i założenia. Gdy ktoś podważa programy w których się wychował, nazywany jest zdrajcą, sralem który robi we własne gniazdo. Ale czymże jest rzekomo moje gniazdo? Urodziłem się, oraz przyjąłem pewne idee jako własne, ale nie miałem żadnego wyboru - wchłonąłem w siebie co mi dano. Urodzisz się w Izraelu, będziesz wierzył że goje są tępym bydłem bez duszy które trzeba eksploatować, a wujo załatwi Ci pracę w banku, polityce czy w mediach, tworzących matriks dla tubylczej ludności niewolniczej. Urodzisz w Indiach, będziesz czcił krowę albo małpę, a jak w Polsce - zjesz krowę a z małpy pośmiejesz się w zoo. 
Gdybyś urodził się w czasach nazizmu, gardziłbyś polaczkiem - autorem felietonu. I jeśli nie chciałbyś palić w piecu żydów i Polaczków, nazwano by Cię zdrajcą, napluto w twarz i rozstrzelano. Tyle są warte gniazda - zniewalają nas, więżą w pewnym zbiorze przekonań (programów) o życiu. A jakie masz w sobie (czyli w podświadomości) programy, takie masz życie.

Przekonania tworzą nasze życie

Czym się różni człowiek sukcesu od nieudacznika, odważny i śmiały od lękliwego tchórza, męski i żywotny od rozlazłego niechluja? Przekonaniami. Dla jednego nauka jest przyjemnością (może był w dzieciństwie chwalony przez autorytet za nauczenie czegoś, więc powstało silne skojarzenie kojarzące przyjemność z nauką), dla drugiego stresem (może mamusia wrzeszczała że jak nie poprawi ocen, to będzie zerem, robolem) - pierwszy relaksuje się i wypoczywa ucząc języków, drugi na myśl o nauce dostaje drgawek - pierwszy ma z czasem dobrą pracę (prędzej na zachodzie, niż w Polsce), szacunek otoczenia za wiedzę, drugi kopie rowy (piszę to z szacunkiem dla tej pracy), bo nic innego się nie nauczył. Inny przykład - ktoś ma przekonanie że podrywanie daje mu frajdę (przyjemność), ktoś inny, być może boleśnie odrzucony w dzieciństwie, boi się. Kto będzie miał dużo seksu, fajnych znajomości? Jasna sprawa że ten, który z podrywania ma przyjemność, która jest instynktowna, odruchowa. Jeden ma przekonanie że warto walczyć o swoje zdanie, szacunek - walka daje mu przyjemność, więc ma szacunek otoczenia, często wypracowany łamaniem nosów i wybijaniem zębów - i nawet jeśli z kimś przegra, jest szanowany. Drugi ma przekonanie że walka o swoje rodzi wrogów, jest grzeszna (tzw. nadstawianie drugiego policzka) i można oberwać, więc nikt go nie szanuje i nie poważa. Za sukcesem i porażką zawsze stoją nasze przekonania - to one kierują naszym życiem.

Dlatego warto je zmieniać tak, by ułatwiały i osładzały nam życie zamiast je niszczyć - co bardzo dokładnie opisuję w książce "Stosunkowo dobry". I gdy tak czynimy, ludzie którzy z nas żyją, żerują na naszej energii - będą wściekli. Nazwą Cię sprzedawczykiem, zdrajcą, kanalią, niewdzięcznikiem, postraszą Bogiem, diabłami, piekłem na wieki - bo tym co Cię zniewala jest ograniczające Cię przekonanie, np. takie że trzeba cierpieć, albo że seks jest zły, czy że trzeba walczyć o swoją wiarę czy jakąś organizację z którą utożsamiłeś swoje poczucie wartości.

Przekonanie które zrujnuje Ci życie


Gdy utożsamiasz swe szczęście z kobietą, masz wielki problem. Jeśli nie znajdziesz dziewczyny, w Twym życiu króluje żal że jej nie masz, oraz marzenia jakby było cudownie gdybyś ją miał. Gdy ją wreszcie masz, czekają Cię nieludzkie męczarnie strachu, podejrzliwości, zazdrości i rozpaczy, a jeśli nie kochasz i jest Ci z nią źle, powstaje gniew, bezradność i niechęć do życia. Żyjąc z tym przekonaniem, na pewno będziesz nieszczęśliwy w każdym możliwym przypadku - tak to działa. I nie zmienią tego zapewnienia wściekłych ludzi, którzy tym że mają partnerów, próbują podnieść swoje poczucie wartości i ważności (gdy byli sami, otoczenie ich wyśmiewało że nie mogą nikogo poznać, więc związek traktują jak sukces). Kłamią, udają, wstydzą się przyznać, a może traktują strach i lęk jako coś normalnego a może nawet dobrego. Warto być z kobietą, ale tylko i wyłącznie na takiej zasadzie, że ona nie daje Ci sensu życia, szczęścia - bo dać tego nie może. Wtedy jesteś bezpieczny, nie cierpisz, nie boisz się, nie dajesz się szantażować wyjazdem do mamusi, kolegą z pracy... a gdy odejdzie? Chwilka smutku, ale za chwilę nawyk cieszenia się samym sobą wraca, opromieniając Twe życie radością. Gdy kobieta widzi i czuje że nie skaczesz jak piesek u jej nogi, nie traktujesz jak bogini, zaczyna Cię szanować, dogadzać, czasem też testować czy nie udajesz, ale to trwa tylko chwilę... wtedy masz cudowne życie. I ludzie mający we własnym piekło, wysyczą nienawistnie że masz farta, szczęście, konszachty z diabłem, lepszą karmę, pieniądze, wzrost, ładny samochód. A to nic z tych rzeczy - to po prostu systematyczna, mądra praca nad sobą. 

Zawsze będę powtarzał te straszne, wręcz nieludzkie (zdaniem niektórych satanistyczne) dla wielu słowa. Panie powinny usiąść, by nie dostać drgawek z wściekłości i litości dla pustki piszącego te haniebne słowa. Oto one: Zanim weźmiesz się za kobiety, naucz się kochać sam siebie, naucz się życzliwości i szacunku do samego siebie. Najpierw Ty, Twoja sfera emocjonalna, a później wszystko inne. Bez miłości do siebie, będziesz musiał o nią żebrać u innych ludzi, a oni dadzą Ci jej namiastkę (seks, miłe słowa, poklepywanie po plecach, obiecanki cacanki) za podżyrowanie kredyciku, przysługi bądź znacznie wyższą cenę. I gdy nie będziesz chciał płacić ich ceny, zabiorą Ci to co brałeś za miłość - i oplują. Zostaniesz z niczym, rozbity i rozżalony, na dnie. Tak kończą Ci, którzy nie chcą nad sobą pracować. To są twarde, okrutne prawa - kto je rozumie, wygra satysfakcję i spełnienie w życiu. Kto nie rozumie, może zyskać wszystko - ale szczęścia i spokoju ducha nie zdobędzie.

Jest tylko jedna miłość, której pokłosiem są inne jej rodzaje


Jedyna miłość jaka istnieje, to jest związek Twój i własnej duszy, wewnętrznego dziecka (jak zwał tak zwał) - i to są te mityczne połówki, a nie kobieta i mężczyzna. Kobieta ma upiększyć życie i urodzić dzieci, a nie stać się celem i sensem istnienia mężczyzny. Warto kochać, szanować, ale na glebie uzależnienia i niewolnictwa rosną tylko chwasty - a piękne róże wyrosną pieszczone słońcem i całowane deszczem wolności. Dzieci szczęśliwe, to te żyjące w otoczeniu szczęścia, spokoju i wzajemnego szacunku. Gdzie jest uzależnienie jednej osoby od drugiej, pojawia się strach, nienawiść - i tym nasiąkają dzisiejsze dzieci, a jutrzejsi kaci.

Więc powiadam wam - najpierw miłość do siebie, a później będziesz mógł zaczerpnąć z tej studni, by podlać nią swoją kobietę, dzieci, sąsiada. Pięknie wtedy wzrosną. Jeśli studnia będzie pusta, nic z tego dobrego nie wyjdzie. Oj nie.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości