Mareczek Mareczek
658
BLOG

Dlaczego nie chcę mieć dzieci?

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Gentleman i dojrzały emocjonalnie mężczyzna, o pewnych rzeczach nie powinien rozmawiać, a nawet myśleć. A jeśli się zapomni... otoczenie spróbuje przywrócić go do "pionu". By tego dokonać, najczęściej użyje kija (zastraszanie, wzbudzanie poczucia winy, szydzenie) a inteligentniejsi marchewki (ukazywanie zysków, korzyści).

Grzech dla tłumu, bywa cnotą

Są różne grzechy, ale jednym z najcięższych jest racjonalna, pozbawiona emocji refleksja na temat posiadania dzieci. Zwłaszcza Panie są wyczulone na tych "niedojrzałych emocjonalnie" mężczyzn, który ten temat poruszają - i jeśli facet się zastanawia, ale ogólnie jest na "tak", chętnie przekonują. Jeśli jednak widać że jest mocno na "nie", nastrój gwałtownie się zmienia; nadchodzi ciężka, czarna chmura, pojawia gradobicie i chęć dokuczenia, upokorzenia a nawet ukarania. 

Wiadomo że sens życia zwykłych ludzi to studia, praca, mieszkanie i dzieci. Ma to dać człowiekowi szczęście, spełnienie - wypełnić pieluchami pustkę egzystencjalną, sprawić by odczuwał sens ciężkiej pracy, by mu się chciało. W wersji bardziej "głębokiej", podaje się nam argumenty o tym że nasze dzieci to siła ojczyzny, rządu, kościoła (patriotyzm, odpowiedzialność) - oraz odwdzięczenie się naszym rodzicom. Oni harowali dla nas, więc wypadałoby żebyśmy także poszli tą uświęconą przez ludzi ścieżką.

Gdzie te szczęście?


Pamiętam, że już dość wcześnie dużo rzeczy mi się w tym wszystkim nie zgadzało. Przede wszystkim obserwowałem, i wychodziło mi że w każdej rodzinie którą znałem, jest pewna ilość wzajemnej niechęci, złości, pogardy, presji czy niekiedy nienawiści. Jeśli było względnie dobrze, zawsze był strach o dziecko - a jemu zawsze towarzyszy nadmierna presja, nazywana troską. Trudno mieć o to winę do rodzica - ciężko jest oddzielić zdrową troskę, od naciskania aż coś w dziecku pęknie jak wrzód, zalewając jego zawartością wzajemne stosunki.

Ogólnie nie widziałem nigdy szczęścia, które by trwało dłużej niż kilka ulotnych chwil, związanych np. z odpakowywaniem prezentów pod choinkę - tylko że to nie szczęście, a ekscytacja; jest nietrwała, chwilowa, łatwo ją zgasić przykrym słowem bądź gestem. Ludzie często ją wspominają, tęskniąc do niej - teraz mają obowiązki, stresy, choroby, kłopoty z dziećmi; uciekają więc marzeniami w momenty życia, gdy w ogóle się tym nie przejmowali. Mama zrobiła jeść, kupiła ubranie, piłkę do kosza - wystarczyło tylko udawać, że się uczymy. Umysł jest przewrotny, przebiegły - wspomina dzieciństwo jako cudowne momenty, a nie pamięta że dziecko miało swoje, z dzisiejszej perspektywy śmieszne, ale z tamtej - wielkie problemy. Próbkę tego jak nas oszukuje, stanowi pojechanie w magiczne miejsce z dzieciństwa. Okazuje się że magia znikła - nie ma jej i nigdy nie było. Tkwiąc w problemach, umysł szuka w marzeniach ucieczki; stąd idealizowanie dzieciństwa.

Kto analizuje, ten zdrajca

Domyślałem się, że mogę widzieć tylko mały wycinek rzeczywistości, więc chciałem się dowiedzieć czegoś więcej - jednak próby jakiejkolwiek rozmowy na ten temat, chociaż z początku tolerowane, szybko zaczęły być torpedowane - są to sprawy, które każdy normalny człowiek powinien czuć, chcieć ich, a nie rozmawiać czy rozmyślać o nich. Jedni "ustawiali" mnie delikatnie, inni natomiast chamsko, grubiańsko i często bardzo agresywnie. Trudno się dziwić - taki jest obraz świata, który wysysamy z mlekiem matki, literaturą, filmami. Gdzie się nie obejrzysz, sławni aktorzy, celebryci a także zwykli, porządni ludzie powtarzają, że kobieta i dziecko dało im sens życia. Kto próbuje porysować tenże obraz pytaniami, staje się osobistym wrogiem, podnoszącym rękę na świętości - więc tę dłoń trzeba mu odrąbać. Zwłaszcza wtedy, gdy przekonujący nas o swym szczęściu człowiek, brodzi po szyję w gnojówce.
Zgrzeszmy więc potężnie, używając rozumu.

Przez wiele lat, zanim nie zmądrzałem na tyle, by nie mówić wszystkiego co czuję ludziom, stykałem się z różnymi reakcjami, gdy mówiłem że nie czuję potrzeby posiadania potomstwa. Chciałbym je tutaj opisać, oraz odpowiedzieć na nie. Są to moje przemyślenia na ten bardzo trudny, nie dający się zawrzeć w tak krótkim felietonie temat.

 

1. Egoizm, koronny argument. Nie chcąc mieć dzieci, jestem egoistą który myśli tylko o sobie.

Jeśli ktoś powołuje do życia dziecko by czuć sens życia, robi to w ściśle określonym celu, i jest nim własna przyjemność (sens życia, motywacja, energia do działania), oraz unikanie cierpienia (brak celowości życia, wynkający z tego brak energii, a więc depresja, smutek, krytyka i drwiny otoczenia). To gdzie tu mamy altruizm? Mamy egoistę, tylko gdzie indziej upatrującego swej przyjemności - w posiadaniu potomstwa, którym lubi się pochwalić, pocieszyć. T oczywiście miła sprawa, ale nie nazywajmy jej czynem absolutnie bezinteresownym - coś jednak rodzice z tego mają, chociaż są to subtelniejsze rzeczy niż "płytkie" pieniądze, o które ludzie się od tysięcy lat mordują i robią najgorsze świństwa.
Rodzic za swoje poświęcenie, pieniądze i harówkę przy dziecku dostaje poczucie sensu życia - oraz unika kpin, szyderstw i podejrzeń o zboczenia reszty "kochającej" rodziny i znajomych. 

Jak śliwka w kompot


Jak ktoś się źle czuje, to próbuje polepszyć sobie nastrój - uprawia sport, podrywa dziewczyny, próbuje zakolegować z bogatymi czy miastowymi, je ciastka, pije, ćpa, trolluje w internecie albo udaje się do psychiatry, by zażywać leki czyli legalnie poćpać. A mamy też takich, którzy utożsamili przyjemność z byciem jak wszyscy inni ludzie - wierzą więc, że przyjemność nadejdzie wraz z dziećmi, domem i posadzeniem drzewa. Niestety, ona nie nadchodzi - najczęściej narasta tylko frustracja i strach. Tylko skąd mieli o tym wiedzieć, jak temat ten jest świętym i nienaruszalnym tabu, a nieszczęśnicy pieczołowicie ukrywają swe prawdziwe uczucia? Przyznać się że dziecko nie dało szczęścia, to uznać że jestem przegranym, ofiarą - zamiast braw i współczucia, zbierze się tylko pogardę otoczenia, docinki o chorobie psychicznej, narcyźmie i egoiźmie. Bliscy są pod tym względem bezwzględni. Jest więc oczywiste, że nikt tego nie ukaże, nie powie - a młodzi ludzie wchodzący w życie, z masek szczęścia nakładanych na zbolałe oblicza, tworzą wyobrażenie o życiu i o tym, co ma dać im szczęście. I wpadają jak śliwki w kompot, podobnie jak poprzednie pokolenia. Dopiero rozwój internetu, możliwość ujrzenia jak wielu ludzi korzystając z anonimowości opisuje swoją gehennę, umożliwia ujrzenie że coś jest mocno nie tak, coś tu nie gra.

Dzięki tej wiedzy mamy wolność - możemy analizować, wybrać. Nie każdy się nadaje do posiadania dzieci. Warto więc czynić tak, by ci co naprawdę chcą (powołanie) mieli dzieci, a ci co nie chcą, ich nie mieli. Lepiej by ludzi było mniej, ale byli znacznie szczęśliwsi, a to się wynosi z domu, od szczęśliwych rodziców. Zrozpaczeni, sfrustrowani rodzice, to kuźnia neurotycznych, zakompleksionych, nienawistnych nieszczęśników. Nadają się jedynie jako mięso armatnie na wojnę, bo wszędzie gdzie są, zarażają innych aurą nieszczęścia i rozpaczy. Takich frustratów można obserwować w internecie, gdzie jedyną radością życia jest sprawienie, by ktoś poczuł się źle. Tylko to daje ulgę i odprężenie - kat zawsze jest ofiarą bezwzględnego, nigdy nie ustępującego wroga - własnych myśli, nawyków i skojarzeń. 

Ulanie gnojówki daje ulgę

Ból jest bezustanny, a jedyną ulgę daje wylanie bezustannie wytwarzanej w sobie gnojówki na innych ludzi. Później wystarczy by cwany polityk wykrzesał iskrę, a zapłonie ona jeszcze większym nieszczęściem na nawozie ludzkich frustracji. Ludzie nie chcą słyszeć, ze za cierpienie które odczuwają, odpowiadają ich nastawienia do życia, wzorce myślowe - chcą wroga na zewnątrz. Łatwiej kogoś zabić, niż zmienić swoje przekonania, przyznać się że coś w nas jest nie tak jak trzeba. I to jest od wieków bezwzględnie wykorzystywane. Ludzie w swej masie nienawidzą prawdy - a kochają jak wciska się im kit. Dlatego Jezus i Budda zostali zamordowani. Nie chcieli zmiany zewnętrznej, politycznej i gospodarczej - a wewnętrznej. I tego dobrzy, bogobojni ludzie nie mogli im wybaczyć. 


Szczęście to coś, co trzeba samemu wypracować - to wyuczony nawyk a nie coś, co spada na nas z nieba. Ile już lat czekasz na szczęście? Nie masz dość? Myślisz że jeszcze trochę, jeszcze to i tamto a ono przyjdzie? Nic z tego. Stany emocjonalne są tym silniejsze, im częściej je powtarzamy. Jeśli bezustannie się dołujesz, martwisz, będziesz zawodowym smutasem. Twój wybór - problem w tym, że cierpiący próbują przerzucać na innych swe nieszczęścia, torturować ich swoimi problemami, czy dorabiać do swoich nawyków ideologię cierpienia za innych.

 
 

2. Zniszczę sobie życie, będę smutny, stary, zgorzkniały. Nikt mi nie podetrze tyłka na starość, oraz nie poda szklanki wody.

Przez lata ciężko chorowałem, i oprócz rodziców pies z kulawą nogą się mną nie interesował. Gdy oznajmiam że nie czuję potrzeby posiadania dzieci, całe otoczenie zaczyna się o mnie troszczyć. Czy to nie dziwne? Dawniej mogłem konać pod płotem, a towarzyszyła mi cisza przerywana docinkami. A tu proszę bardzo, jak dbają o moje szczęście. 
A może to nie troska o mnie, a strach że ktoś może iść inną drogą, oraz - nie daj Panie Boże, być na niej szczęśliwym? Wtedy by wyszło, że ich droga nie była dobra. A jak się z niej wycofać? Nie można, przecież nie wyrzucisz dziecka na ulicę. W seksie mężczyzna jest jak saper, można się pomylić tylko raz.

Różnie to bywa...

Co do starości, bardzo różnie z nią bywa. Często jest tak, że stare, schorowane osoby mające dzieci i wnuki, są wręcz wyrzucane do domu starców, by szybko sprzedać mieszkanie, działkę czy dom. To nie są moje gdybania, a obserwacje. Co ciekawe, nie tylko moje - mam kilku znajomych lekarzy, więc schemat jest zawsze ten sam. Starsza osoba leży w szpitalu, a na korytarzu awantury o spadek. Sam zresztą opisywałem przypadek Wiki, mojej przyjaciółki, którą rodzina z mamusią chciały zmusić do pewnych, niekorzystnych dla niej samej zachowań. Gdy to się nie udało, prowodyrka rodzinnej nienawiści - prawie 90 letnia starsza Pani, została sama jak palec. Jeden syn przyjedzie raz na pół roku, drugi, milioner z Niemiec raz na dwa lata, atakując przez telefon, wzbudzając gniew i żal by w ten sposób zemścić się na siostrze. Gdy wcześniej były pieniądze mojej przyjaciółki, przyjeżdżali co dwa tygodnie. Nie ma pieniędzy, nie ma ukochanych synków. I tak starsza Pani zostanie na starość sama - bo od córki sama się odcięła, a ukochani synkowie, jej duma i chwała - skąpią stówy na przyjazd. 

Takich sytuacji jest bardzo dużo, myślę że każdy się z nimi zetknął. Posiadanie dzieci nie daje żadnej gwarancji na spokojną, godną starość. Może być też tak, jak u mnie w rodzinie - ukochana babunia spokojnie zmarła w domu wujka, a wszystkie dzieci się nią opiekowały, przyjeżdżały - no ale to była wyjątkowa kobieta, zawsze serdeczna, chętna do pomocy, życzliwa, lubiąca słuchać a nie ciągle gadać; absolutny fenomen jeśli chodzi o kobiety. Jednak liczenie na taki obrót spraw, jest jak liczenie na szóstkę w totka - podobno ktoś wygrywa, ale nigdy my. Są to zbyt rzadkie przypadki, by można było na nich budować swoje życie.
 

3. Gdyby moi rodzice tak myśleli, nie byłoby mnie na świecie.

Moi rodzice to ludzie mający wolną wolę. Zdecydowali że chcą mieć dziecko, bo inni mieli i żeby mieć pociechę. To był ich wolny wybór, dzięki niemu jestem tu i piszę te słowa, ale to wcale nie oznacza że mam robić tak jak oni. A gdyby byli złodziejami, też miałbym nim zostać? Gdyby Bóg chciał żebym robił jak rodzice, nie dałby mi wolnej woli - a mam ją. Mogę wszystko przemyśleć, zastanowić się. I wyszło mi, że nie chcę iść ich drogą - kocham ich, szanuję, ale nie muszę kopiować ich wyborów i decyzji życiowych. Konsekwencje poniosę - ale będą wynikiem mojej wolnej decyzji. I coraz mocniej się w niej utwierdzam.
 


4. Może to i dobrze, że taki idiota się nie rozmnoży.

Wbrew zdenerwowanym, szlachetnym ludziom mówiącym te słowa wiem, że wychowanie dziecka to niezwykle skomplikowany - oraz trudny proces. Od kilkunastu lat zajmuję się podświadomością, umiem pomagać ludziom, ale nie wydaje mi się żebym miał taką wiedzę, by wychować dziecko. Wychować byle jak, potrafi nawet patologia - ale wychować na szczęśliwego człowieka, trzeba mieć znacznie większą wiedzę niż ja. Gdzieś bym popełnił błędy - to nieuniknione. Ja to widzę, a krytycy nie rozumiejący podstaw psychologii, komunikacji, nic nie wiedzący o podświadomości, myślą że dadzą sobie radę - lecz błoga świadomość że dziecko się obsługuje jak pralkę, szybko znika w otchłani problemów.

Co do płodzenia, mamy jego dwa rodzaje. Cielesne, czyli seks na imprezie po alkoholu, bądź wiara przyszłej mamusi, że wystarczy poskakać na piętach by uniknąć ciąży. Mamy też płodzenie intelektualne - tak się składa, że póki co napisałem trzy książki i tysiąc felietonów. Czytają je ludzie, biorą sobie niektóre moje przemyślenia do serca, a im więcej o nich myślą, tym silniejsze i żywsze się stają. Zapładniam więc nie nasieniem, a ideami które na podstawie przemyśleń wytwarzam w jądrach mej egoistycznej duszy. Bardzo możliwe że idee przetrwają znacznie dłużej, niż potomstwo szydzących ze mnie bojowników o mądrość ludzkości.

 

5. Dziecko to wielkie szczęście, nie wiem co tracę.

Ja bardzo lubię dzieci, a one lubią mnie. Własne dziecko to wielka przyjemność i duma, mniej więcej od drugiego do szóstego roku życia. Wtedy się przyzwyczajamy do tej cudownej słodkości i niewinności. Później zaczyna się dorastanie, kwestionowanie wszystkiego co mówią rodzice, bunt. Pamiętajmy że dziecko jest bardzo spostrzegawcze, często widzi kłamstwa którymi dorośli sami się mamią. 

Okres od trzynastego do dziewiętnastego roku życia, to bomba która wybucha przy byle dotknięciu. Często przemienia się w trwałą nienawiść i urazy. Posiadanie dziecka to bezustanny, nie opuszczający nas nawet na chwilę strach o nie - może ulec wypadkowi w każdej chwili. Nie każdy jest w stanie znieść taki strach, ale Ci co dzieci mają - muszą. Np. mój ulubiony brat cioteczny zginął w wypadku - jego życie zostało zdmuchnięte ot tak, w jednej chwili. 

Analiza zysków i strat


Wiem co tracę, ale też wiem co zyskuję. Tracę chwilowe poczucie sensu istnienia, które kiedyś wyfrunie razem z dziećmi. Tracę poczucie dumy, widząc wzrastanie mojego potomka (jeśli mój, a nie sąsiada, Panie wpadają w furię na samo wspomnienie testów DNA). Zyskuję spokój ducha, wiele czasu który mogę wykorzystać na rozwój siebie, swoich zdolności i umiejętności a także zrozumienie kim jestem - to pytanie nie interesuje masy ludzkiej, ale mnie bardzo mocno. By się nim rozkoszować, trzeba czasu - dziecko ten czas skutecznie zabiera.

 

6. Pójdę do piekła.

Niemal każdy kto ma dzieci, uważa że dokonał się wielki cud. Tymczasem proces rozmnażania istnieje nawet u bakterii, i jednym z etapów życia człowieka na ziemi. To może być cud, ale tylko dla rodziców, że oto powstaje ich kopia w której pokładają nadzieje na szczęście i przetrwanie. Ale jeśli istnieje reinkarnacja, to wcale nie jest kopia, a dogrywanie intencji - rodzice się wzajemnie nienawidzą, więc i dziecko ich znienawidzi, albo wcześnie umrze, by pogrążyli się w szaleństwie wzajemnej wrogości. Może też zostać narkomanem, by im całe życie "dowalać". Proponuję o tym poczytać, wierzą w to miliardy ludzi. Miliardy much nie mogą się mylić, nieprawdaż?

Ile czasu przetrwasz?


Jeśli wierzą w przetrwanie, to ile przetrwają w pamięci? Wnuk ledwo pamięta, a prawnuk? Kto pamięta swojego pradziadka? A prapradziadka? Rzadko kto. I co pamiętamy tak naprawdę? Wspomnienia o czynach które mogą być kłamstwem, interpretacją... ilu z nas ma u siebie w domu zdjęcia praprapradziadka? Zniknęli, rozpłynęli się w odmętach czasu... Przetrwali w genach! Krzykną zdesperowane moją płytkością Panie. Może tak, może nie. Mam zrezygnować z pasji i rozwoju duchowego, by przetrwać jako bit danych w ciele prapraprawnuka? Wolne żarty.

A co do Boga, koncepcji których jest tyle - ile jest ludzi, poczekamy, zobaczymy. Może faktycznie będę smażył się w piekle przez wieki, ponieważ poszedłem za głosem duszy, zamiast za stadem baranów kopiujących zachowania otoczenia, za co mają iść do nieba? Wrzeszczący z bólu w mękach Marek, to miła perspektywa. Miła, podobnie jak wygrana w totka. Fajnie pomarzyć, ale nigdy nas to nie spotka.



 

7. Jestem bezużytecznym pasożytem.

To może być niestety prawda. Moje książki zmieli bezwzględny czas, moje wtórne przemyślenia znikną w czeluściach internetu, zasypane przez coraz śmielsze dokonania celebrytów. Może za dwieście lat, będą przenosić się w czasie online, by na oczach trylionów widzów zgwałcić samego siebie? Ale jeśli istnieje życie wieczne, wykorzystałem swój czas jak umiałem - na miarę swoich skromnych możliwości. Może nie dałem światu potomstwa, ale dałem idee, przemyślenia. Jak pokazuje czas oraz moje konto bankowe, komuś służą. Jeśli po śmierci znikamy bezpowrotnie, jakie to ma tak naprawdę znaczenie?




8. Jestem nasłany przez żydów i masonów, by rodziło się mniej prawdziwych Polaków.

Patrząc na mój nos, można uznać że coś w tym jest. Jeśli faktycznie żydzi są pasożytami wysysającymi przez banki, rządy i media dobrobyt ludzkości, to wystarczy prosta reflekcja - mała liczebnie nacja, by wyzyskiwać wielkie stado bydła (bez duszy, jak naucza święty talmud), musi ich oszukać. Kogo łatwiej jest oszukać? Zakompleksionych, przygłupawych ludzi, czy dwa razy mniejszą ilość znacznie inteligentniejszych? Dlaczego każdy atak na nasz kraj, zaczynał się od wycinania w pień inteligencji? 

Jakość wychowania jest ważniejsza od ilości. Masa wojska bez genialnego generała to tylko mięso armatnie - mała liczba żołnierzy dowodzona przez genialnych oficerów, może zniszczyć wielką armię. 
Jeśli więc mnie ktoś nasłał, to jest to moje pragnienie pieniędzy, sławy i ładnych dziewczyn. I ten ktoś musi być potężnym nieudacznikiem, bo złą osobę do tej misji wysłał.



9. Jestem nieudacznikiem.


To na pewno. A może nie kupuję browaru, by napić się piwa? A może umiem używać prezerwatywy, i nie wierzę gdy kobieta mówi: "Miś! Dziś może możesz bez!"? Może nie zależy mi tak bardzo na opinii otoczenia, jak Tobie? 




www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości