Mareczek Mareczek
774
BLOG

Dlaczego nie chcę się ożenić?

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 25

Lubię czytać. I wyczytałem że większość ludzi przeważnie się myli - wierzą w to, w co ktoś mądrzejszy (czyli silniejszy) od nich chciał, żeby uwierzyli. Gdzie są te miliony czczące Hitlera, kobiety które w trakcie porodu wykrzykiwały w ekstazie jego imię? A gdzie miliony wyjących w ekstazie na widok generalissimusa Stalina? Dlaczego nie stosują tak kiedyś chwalonej lobotomii, czyli leczenia depresji szpikulcem wkładanym w oko, by wydłubać kawałek mózgu? Takich przykładów jest tysiące. 

Kat kreuje nasze sny i marzenia

Dzisiejsze oczywiste oczywistości, za jakiś czas też okażą się nieprawdą - dlatego wszelkie pewniki, które podaje nam się jako prawdy objawione, trzeba traktować z dystansem, oraz poważnie analizować zanim weźmie się je jako swoje przekonanie. Bo jakie człowiek ma przekonania, takie ma życie. Jeśli ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką moc ma przekonanie o sobie i swoich możliwościach, niech poczyta w sieci o "osobowości wielorakiej"; można się naprawdę zdziwić.


Trzoda ludzka czerpie informacje z gazet, książek i filmów - a kto je kontroluje, ten kreuje sny i marzenia nieprzebranych ludzkich stad. Dlatego wszystkie są tak zadziwiająco podobne - oraz tak samo niesatysfakcjonujące. I owszem, każdy może napisać książkę, ale tylko wybrane zostają znane i promowane - możesz pisać prawdę, ale co z tego skoro nikt o niej nie usłyszy? Jeśli uważnie spojrzysz w tłum, zobaczysz tylko klony idoli i autorytetów; indywidualności tam nie ma, zagubiła się w oratorskich popisach krzykaczy uwodzących tłum, podobnie jak mityczny flecista hipnotyzował szczury, by potopiły się w rzece. Wszyscy chcą być jak podziwiany bożek tłumu (aktor, muzyk, modelka, celebryta) - i przez ten akt wypierają się siebie, swej unikalności i oryginalności. A kto się jej pozbywa, staje się trybikiem w systemie. Kto szanuje siebie, ten jest wyjątkowy - i ma szansę stania się idolem mas. Ktoś kto kocha i szanuje siebie, staje się niezwykle cenny gdyż jest rzadkością; staje się jak diament. Jest drogi, pożądany i poszukiwany, gdyż jest rzadki. Gdyby było go dużo, byłby beztrosko kopanym polnym kamieniem. Ale ponieważ ludzie wolą kochać idoli niż siebie, kochający siebie staje się rarytasem. I rzadko kto rozumie, że drogą do wielkości jest pokochanie swej wyjątkowości, zamiast zazdrosnej kontemplacji zapijaczonego celebryty. 

Wzbudzanie litości celem uzyskania korzyści

W tę pułapkę wpadają miliardy ludzi. Jak można kochać osobę, która nie kocha siebie? Sama się zna najlepiej, więc widocznie ma rację nienawidząc samej siebie. Dlatego nic dobrego nas z taką osobą nie spotka - ona ma tylko frustrację, rozczarowanie sobą, tym że nie jest jak promowany ideał. Jeśli nie ma miłości, da mi tylko swoje niezadowolenie. A ja mam już dość własnego, by być tragarzem ludzkich ciężarów, które przecież jeśli ktoś chce, można łatwo zrzucić. Problem w tym, że ludzie w perwersyjny sposób kochają ciężary, na które się tak płaczliwie skarżą - chcą się tylko wygadać, poczuć chwilową ulgę, wzbudzić współczucie i litość by coś uzyskać. Chcą to i tamto, ale żeby wykonać jakąś pracę w kierunku celu? O nie, jest tysiąc i jeden powodów dla którego nie mogą. A ten kto może, jest przez nich w każdy możliwy sposób krytykowany. Nie znam żadnego człowieka sukcesu, którego w sieci by nie obrzucano łajnem.


A że moje życie powoli zbliża się do końca, chciałbym doświadczyć spełnienia. Nie zadowolenia pojawiającego się gdy zjem, wypiję i poprzytulam z miłą Panią - ale prawdziwego spełnienia, harmonii, może nawet iluminacji. Chciałbym żyć w zachwycie malowanego kolorami zachodzącego słońca, pchany wiatrem wiary w realność pięknego marzenia. Wiem że jest to możliwe, bo doznałem kilku takich zapierających dech w piersiach chwil. A skoro można czuć jedną chwilę, można i dwie. A skoro są dwie wesoło szczebioczące, to rozgrzany trójkąt nie wydaje się niczym trudnym. Pragnę rozmnożyć szczęścia chwile, bo wszystko inne wydaje mi się mało ważne. Idee, państwa i religie powstają, po czym upadają, a pojęcia dobra i zła bezustannie zmieniają - nie ma nic trwałego, wszystko się pojawia by w końcu zniknąć przysypane piaskiem zmian. Nie chcę nikomu służyć, żyć by realizować cudze zachcianki i pomysły na władzę. Unikam wchodzenia w pełne ostrych zębów paszcze chwytliwych ideologii, mód i trendów; oszukały mnie nie raz, wyszarpnęły energię, zdrowie i bezcenny, bezwzględnie przemijający czas. 

Oszukali mnie! Ale tylko raz...

Wyrolował mnie Wałęsa, Korwin, Kaczor, kościół katolicki, na Kukiza już patrzę z nawyku podejrzliwie. Gdybym energię którą poświęciłem na przekonywanie innych do mojej mapy rzeczywistości poświęcił na inne rzeczy, byłbym dużo zdrowszy, mądrzejszy, bardziej żywotny. No ale zachciało mi się być mądrym, mieć jakiś plan na życie. Im ktoś ma większe kompleksy, tym mocniej pragnie by ktoś mu dał receptę na szczęście, mapę - i nowy, cudowny świat. Wtedy kompleksy znikają, a zjawia się rycerz walczący o świętą, jedyną prawdę - czyli o interes cwaniaczka, który wymyślił ideę by z niej korzystać. Kto walczy o rzekome dobro świata, wytraca energię na zgłębianie i poznawanie siebie. Staje się trybikiem jednej z tysięcy idei, służąc jej interesom a ignorując własną duszę. Dlatego napisano: "Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?". 


To genialne zagranie sił zła, jeśli można je tak nazwać - bo to przecież z błędu powstaje mądrość, z cierpienia oświecenie a z ciał skąpych czytelników, nawóz na którym urośnie pożywienie przyszłych pokoleń. Człowiek ma w sobie wielką wspaniałość, można nazwać ją duszą, a ja w swojej książce "Stosunkowo dobry" nazywam ją podświadomością. I zamiast się zająć tą istotką, która może dać absolutne spełnienie i szczęście... zajmuje się cudzymi interesami. Życie mija, człowiek umiera i doznał tylko kłótni, walki i awantur, o to która z wymyślonych bajek jest lepsza. Kto pamięta te miliardy ludzi, pastwiące się nad sobą w imię swych rządów, religii czy szalonych kultów? Taki człowiek stracił wielki skarb, został wykorzystany, zbrukany. Dlatego w teorii reinkarnacji w którą wierzę (być może mylnie, czas pokaże), człowiek wraca tu tyle razy, aż weźmie się za sprawy najważniejsze, czyli własną duszę. Jeśli będzie trzeba będzie wracał tu tysiące razy, by w końcu gdzieś w środku czuć, że żadna z ról społecznych, żaden przedmiot, etykietka i awans nie da szczęścia, ostatecznego ukojenia. Może je dać tylko skupienie się na swoim skarbie, czyli duszy - i trzeba mieć wtedy dużo siły, ponieważ zdenerwowane otoczenie nazwie Cię egoistą, narcyzem. Masz zajmować się cudzymi sprawami, żyć dla spełniania cudzych mrzonek a o sobie zapomnieć. Wtedy też będą niezadowoleni, ale już nie nazwą egoistą - tylko frajerem, ale to już po cichu żebyś się nie obraził i nie przestał harować dla pochwały (marchewka) i krytyki (kija).

Prawda jest cicha, miraże krzykaczy głośne


Zamiast samemu wymyślić sens swego życia, skonsultować z własnym wewnętrznym dzieckiem, duszą... wziałem go od krzykaczy, farmazonów. Widząc jaką zapłaciłem za to cenę, więcej nie mam zamiaru jej płacić. Zyski mierne, cena mocno zawyżona, koszty gigantyczne. Za tysiąc lat nikt nie będzie pamiętał o dzisiejszych walkach o władzę, ideach - będą inne, bezwzględnie szarpiące ludzi. Mój wysiłek nie ma więc najmniejszego sensu, nic nie zmienię. Lepiej poświęcić tę energię na coś, co autentycznie mogę zmienić, ulepszyć - czyli swój umysł.

Nie jestem zbyt mądry, ale inteligencji mam na tyle, że potrafię wyciągać wnioski. Niejeden obiecuje raj, gdy przyjmie się jego punkt widzenia (mapę rzeczywistości) - no a gdzie efekty? Nie ma. Im więcej ktoś obiecuje, tym bezczelniej łga. Widocznie planeta ziemia jest takim miejscem, gdzie tak musi być; wielu mądrzejszych ode mnie próbowało zaprowadzić pokój i szczęśliwość, więc nie ma się co pchać w tym kierunku. Ostatnia próba powszechnej, chłoporobotniczej szczęśliwości zakończyła się setkami milionów trupów na całym świecie. Nie muszę więc działać, by oświecać i ratować świat - wolę pozostały mi czas poświęcić na zrozumienie siebie, zamiast poświęcać ją innym, zadowolonym z takiego obrotu spraw. Bo co mi po wiedzy o dalekich planetach, czarnych dziurach i kwazarach, skoro właściwie nie wiem kim jestem? Marek to etykietka, wiek trzydziestu sześciu lat to klasyfikacja na osi wieku, Polak oznacza że moja mama urodziła mnie w tym państwie, a katolik że kapłan bez mojej świadomości i wiedzy, uczynił mnie członkiem swojej korporacji religijnej. I jak mogę ratować świat, skoro sam nie mam zrozumienia, wiedzy i szczęścia? Co dam innym? Kolejną ideologię z obietnicą, że jak wszyscy w nią uwierzą będzie dobrze? Nic nie mam, więc cóż mogę dać? Kieruję więc uwagę na siebie, wielką niewiadomą. Umysł Marka który obserwuję, to tajemnica której nie mogę absolutnie rozgryźć. Kim jestem? Po co istnieję? Jaki jest sens mojego krótkiego życia? Nie wiem. Zarażam prątkami wątpliwości, które uważam za mądrość. Pewność siebie i pycha człowieka który nie zna swojej psychiki, żyje na pełnej tajemnic planecie krążącej w kosmicznej pustce - jest głupotą. Nic nie wie, więc przyswoił mapę która mu wszystko tłumaczy. Świeci gwiazda na niebie? Pan Bóg zapalił lampkę. Słońce świeci? Pan Bóg je przygnał, by ogrzewało tłum chłoporobotników. Ukradł krowę? Dobrze. Jemu ukradli? Źle! 

Historię piszą zwycięzcy


Historia jest ciekawa, ponieważ piszą ją zwycięzcy. Niemal wszyscy Polacy wierzą, że z chwilą chrztu Polski powstał nasz kraj - a wcześniej nic, małpy na drzewach. W ten sprytny sposób, skojarzono państwo Polskie z żydowską religią - chcąc nie chcąc, miliony klękają przed Żydem, modlą się do Żydów, żyją w państwie zarządzanym przez Żydów, płacą ich bankom sowite prowizje, oraz odszkodowania za niemieckie zbrodnie... Czytamy i wierzymy w to, co ktoś chce abyśmy przeczytali i w co uwierzyli. Nasz Bóg jest kreacją umysłu zwycięzcy, nasze wierzenia pomysłem na nieskończony potok pieniędzy. Ale każdy zwycięzca z czasem pogrąża się w rozkoszach władzy, marnieje i słabnie, by oddać miejsce głodnym, pożądliwym młodym wilkom. Wtedy można się dowiedzieć, jak historia była zakłamywana. Gdy potęgi ze sobą walczą, okruchy wiedzy z pańskiego stołu spadają na głowy plebsu. To tylko resztki, ale mi wystarczyły. Dzięki internetowi spotkałem wielu ludzi, którzy doszli do podobnych przemyśleń, więc zrozumiałem że nie jestem psychiczny - albo przynajmniej jest nas wielu nienormalnych. Ale jeśli mało osób w coś wierzy, mamy sektę, a jeśli dużo - poważaną i szanowaną religię. Wariata od szanowanego obywatela, odróżnia tylko ilość ludzi podzielających jego przekonania.

Każda prawda przechodzi przez trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem zaprzeczana, a na końcu uważana za oczywistą. Przez tyle lat pisania, śmiało mogę te wspaniałe powiedzenie uznać za prawdę. Na podstawie tych przemyśleń, obserwacji i pracy z ludźmi, uświadomiłem sobie że nie chcę wstępować w związek małżeński. Nie chcę mieć też potomstwa, co bardzo ułatwia mi tę decyzję. 

Dlaczego?

 

1. Małżeństwo szczęścia nie daje - za to najczęściej wiele frustracji, rozpaczy i poczucia uwięzienia, z którego uwolnić nas może tylko śmierć albo wygrana w totka. Wielu ludzi tak funkcjonuje, udając szczęście przed bliskimi by nie wyszło że są nieudacznikami. Rodzina Ci wybaczy niemal wszystko, ale nigdy tego że jesteś nieudacznikiem... złośliwościom, szeptom, wymownym spojrzeniom, ostentacyjnego okazywania braku szacunku nie będzie końca. Jak wiemy, rodzina to podstawowa komórka - a szczęśliwi ludzie nie tworzą świata, bo jest on pełen agresji, wojen i okrucieństwa. Skoro organizm choruje, to jaki jest stan komórek? Czy zdrowe komórki mogą stworzyć chory, zanieczyszczony organizm? To że przez kilkadziesiąt lat nie było potężnej wojny w Europie, jest aberracją; niedługo natura naprawi ten błąd, tego możemy być pewni.

Bomba zegarowa w Twoim umyśle


Ci którzy piszą historię, tworzą przekonania i pewniki o świecie do wierzenia, uznania je za własne; pragną by masa ludzka była nieszczęśliwa, i tak właśnie wiary, przekonania i pewniki są konstruowane - to uśpione bomby, które z chwilą przyjęcia do siebie eksplodują. Np. ktoś uznaje, że musi wyglądać jak odwodniony i półżywy w trakcie robienia zdjęć model - i tylko wtedy będzie szczęśliwy. Zacznie się katować, poniżać we własnych myślach, kupować suplementy... i coraz mocniej frustrował, gdyż utrzymanie świetnej sylwetki wymaga wielkiej pracy. Wtedy się prowokuje jakąś wojnę, i mamy idealnego, wypełnionego siarkowodorem żołnierza. Wystarczy przytknąć zapałkę, by wybuchł nienawiścią. 
Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje kompulsywnie kupować, wchodzić w związki, zarzynać się w pracy dla ładniejszego auta, nie pójdzie na wojnę... I co ciekawe, małżeństwo jest jednym z najlepszych sposobów, by człowieka sfrustrować. Niejeden poszedł na front, gdzie dokonywał cudów męstwa, ponieważ uciekał od kruchej małżonki. Zniszczył batalion wroga, przemielił tony mięsa ludzkiego, ale boi się nieszczęśliwej małżonki; bohater romantyczny.

Wiem że uczono nas inaczej; wiem że w głowie mamy obrazki z filmów i seriali, gdzie rodzina daje szczęście... ale to tylko fałszywe obrazki. Spróbuj sam, zaznaj goryczy i uznaj że coś z Tobą jest nie tak, skoro wszyscy są szczęśliwi. Najlepsza droga do wariatkowa. No cóż, inni też tak mają. Nie tylko Ciebie oszukano, ale wszyscy to ukrywają. Wszystko co wiesz o życiu, znasz od ludzi bojących się uznania za nieudaczników, oraz fałszujących rzeczywistość "twardzieli", a także z filmów i seriali. Twoje pewniki zostały wymyślone w umyśle drapieżnika, żyjącego z Twojego nieszczęścia. Brzmi nienormalnie? Niestety tak - gdyby prawda była lekkostrawna, mielibyśmy szczęśliwy świat. Jeśli jest chory, prawda musi być ciężkostrawna, niesmaczna z zapachu, konsystencji i smaku, odstręczająca. Ale gdy pociągniesz łyk, nie oderwą Cię od butelki traktorem.



 

2. Małżeństwo jest bardzo podstępnym antydepresantem. Ludzie czasami decydują się na nie, w nadziei że odnajdą w nim sens życia, zapełnią wiecznie wołającą o zasypanie dziurę. Ale poczucie nieszczęścia to nawyk, podobnie jak uczucie szczęścia. Nie można zmienić nawyku papierkiem, samochodem, związkami. Ludzie próbują zmieniać swoje stany emocjonalne narkotykami, alkoholem, papierosami, siłownią, awansami, karierą... a co z tego wychodzi? Sfrustrowane, złośliwe potworki które nienawidzą siebie i otaczającego świata. Ale gdy spróbujesz im wskazać, gdzie popełnili błąd - odgryzą palec. Bo oni nie popełniają błędów, żadnych. Nigdy.



 

3. Małżeństwo w dzisiejszych czasach, to nieprawdopodobna wręcz przewaga prawna Pań. Ktoś to sprytnie zorganizował. A gdy ktoś ma nadmiar siły, nie musi z niego korzystać - do czasu. Gdy się Pani znudzi życie z nami, albo pozna nowszy model, prawo stoi za nią. To nie tylko szokujące doniesienia ze zgniłego zachodu, ale coraz mocniej funkcjonująca w Polsce koszmarna rzeczywistość. Wystarczy ślub, by stracić dorobek życia i pójść do więzienia. Im dłużej taka sytuacja trwa, im więcej zniszczonych mężczyzn, tym więcej ludzi skorzysta z oferty prężnie rozwijającego się islamu, gdzie kobieta nie ma za wiele do gadania. 

Dać władzę kobiecie i wpuścić islamistów - doskonała recepta na przejęcie kontrolowanego przez konkurencyjną korporację religijną terenu. Ktoś mający media i władzę rozgrywa swoją grę, napuszcza na siebie korporacje religijne, by wyciągnąć z tego jak największy zysk. Jeśli wydaje Ci się szalonym to co robi zachód, pamiętaj że są siły, które te szaleństwo dokładnie kontrolują. To media i wykreowana przez nie moda na multikulti, spycha Europę w otchłań wojny - a kto ma wszelkie media, kreujące te samobójcze ciągoty? Każda potęga walczy o dominację, a jej orężem oszukane, zakompleksione, panicznie bojące przyznać się do błędu masy ludzkie.




 

4. Wchodząc w związek prawny z kobietą, muszę zadawać się z jej rodziną. Nic bardziej nie jeży mi włosów na plecach, niż obcy ludzie w moim domu. Oczywiście nie muszę zapraszać rodziny małżonki - tylko kto zniesie bezustanny płacz, wrzaski, obwinianie o brak miłości, obrażanie się i brak seksu? Może jestem przeczulony, może po prostu widziałem takie w sumie tragedie, może słyszałem o nich setki razy... może. Jakoś nie ciągnie mnie, by próbować czy piorun akurat we mnie nie walnie.



 

5. Faza chodzenia ze sobą, to czas naprawdę przyjemny. To jak pierwsze kontakty z narkotykami - smakuje, podoba się; a kończy wynoszeniem żyrandola z domu, czy usługami analnymi na dworcu, byle igła w żyle zakończyła nieznośną gehennę piekącego ciała. Chcesz więcej przyjemności? Nie chcesz by uciekła w ramiona innego? Ożeń się. No i jakimś dziwnym trafem, wszystko szlag trafia. Kończy się głębokie zrozumienie, wzajemne wsparcie a zaczyna niekontrolowane tycie, zanika ochota na seks... bo i po co się starać? Cel osiągnięty.
Ale to dopiero początek problemów, ponieważ...


 

6. ...ponieważ kobieta święcie wierzyła, że z chwilą ślubu uzyska szczęście. A że to tylko nawyk, którego nie można w żaden sposób uzyskać, zaczyna się szukanie winnych braku szczęścia. No cóż, ogniste spojrzenie Bazyliszki pada na małżonka - bo to on miał dać szczęście. Zapewniały o tym nie tylko bajki, filmy i ciocie po rozwodzie, ale sam to przysięgał na kolanach. Chciał seksu, był zakochany, pijany... myślał że da radę. Ale jak ma dać szczęście? To postanowienie z cieszenia się drobnostkami, więc jest to decyzja kobiety. Facet może dać kwiaty, czekoladę, przynieść pensję... ale szczęścia przynieść nie może, bo niby w jaki sposób? Jeśli kobieta ma dobrą sytuację materialną, czy zakochanego kochanka na boku, może odejść. Jeśli nie może z powodu potężnej nadwagi, kiepskiej sytuacji materialnej, zaczyna się faza zemsty za brak szczęścia; zdrady, kochankowie, brak seksu. 

Zawsze to podkreślam; kochająca kobieta nigdy nie ma migreny. Nigdy. Może umierać na raka mózgu, być na morfinie, ale gdy kocha - zrobi Ci ustami dobrze, byś był szczęśliwy. Jeśli nie ma raka i ochoty na seks z Tobą, to jesteś tylko robolem zasuwającym na rodzinę - jej wizję własnego, prywatnego szczęścia. Jest totalną egoistką. Przy Tobie boli głowa, przy koledze z pracy cudownie mija... razem z napięciemi mięśni ud. Cud? Nie, zasady życia których nie znasz. Dlatego powstało forum braciasamcy.pl, byś je poznał.



 

7. Utrata wolności, czyli decydowania jak chcę spędzić swoje życie. Będąc z małżonką, muszę się dostosować. Nazywa się to wielką dojrzałością, podobnie jak na ludzi wytrzymujących wielki ból, mówi się że są twardzi. A ja nie mam zamiaru wpychać się w cierpienie, by ktoś kiedyś nazwał mnie dojrzałym. Nazwą mnie pustym, płytkim egoistą - bo nie chcę cierpieć jak oni. No ale co mają powiedzieć? Ktoś wierzy że cierpienie czyni go wielkim, to niech cierpi. Jego wybór - i jego konsekwencje. Robi to dla uzyskania poczucia bycia kimś ważnym, bo tak mu wmówiono, że tylko w ten sposób osiągnie poczucie spełnienia. Ja wiem że uczucie przyjemności można uzyskać znacznie prościej, np. sportem, nauką relaksacji, medytacji. Nie muszę się katować, wchodzić w relacje które ogranią mnie ze spokoju i pieniędzy, by poczuć miłe uczucie satysfakcji.



 

8. Dużo się mówi o tym, że żona pomaga mężowi gdy choruje - i milczy o facetach, pomagających chorej żonie. Nie mówi się też o tym, ile mężczyzna stracił zdrowia przez małżeństwo, w którym położył swe nadzieje na spełnienie, oraz na szarpaninę z dziećmi. Poza tym uczę się na błędach. Zawsze gdy komuś dużo dawałem, spotykała mnie niewdzięczność - ludzie przyzwyczajają się do darmochy, uruchamia się mechanizm habituacji, a człowiek dosłownie nie postrzega darmowych przysług. Dlatego wydaje mi się wątpliwym interes, gdzie poświęcam się całe życie, by ktoś na starość mi podcierał tyłek. A jeśli to ja będę musiał go podcierać? Wielu "szlachetnych" tak właśnie kończy. Dzieci za granicą, żona chora - a oni sami w koszmarze z najgorszego horroru. I już nawet nie pamiętają, jak szydzili z bezdzietnych singli, jak straszyli ich piekłem oraz brakiem szklanki wody przed ostatnią chwilą. Sami są w piekle za życia. A singiel spokojnie na spacerze, czy uśmiechnięty czyta świetną (bo moją) książką "Stosunkowo dobry" i śmieje się z naiwniaka.

 


9. Jedni żeby napić się piwa, kupują cały browar. Inni nie muszą, bo piwo codziennie ścieka im po brodzie. Stąd taka wielka nienawiść między nimi, zwłaszcza kiedy kupiec zorientuje się co kupił i za jak straszną cenę.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Rozmaitości