W duchu miłości i nawołując do nowej formuły, języka kampanii oraz wzajemnego szacunku Pan Grzegorz Napieralski w czasie swej konferencji prasowej zaproponował nową jakość polityki. Polityki skromności, wyrzeczeń i samo ograniczeń.
"Skoro mówi się o oszczędnościach i innej formule polityki, a wiemy, że kampanie są drogie, więc nie rozmawiajmy o billboardach, bo to jest wycinek. Jeśli rozmawiamy o billboardach, to możemy rozmawiać o chorągiewkach, o spotach reklamowych, o balonikach i o ulotkach. Nie rozmawiajmy tylko o jednej sprawie, tylko o całości kampanii. Jeśli ma być uczciwie, inaczej niż zawsze, ma nie być tych uśmiechniętych twarzy, to chciałbym zaproponować, aby wydatki każdego sztabu wyborczego na kampanię wyborczą ograniczyły się do 5 mln zł"
Te jakże miłe i jak wyważone słowa, zwłaszcza że nadwyżka (dozwolone jest wydanie 15,5 miliona złotych) miała by być spożytkowana na np. cele charytatywne, każą się zastanowić co tak naprawdę stoi za tą szczodrością?
W dniu gdy został ogłoszony termin wyborów prezydenckich jeden z kanałów telewizyjnych zaprezentował szacunkowe dane na temat ilości środków posiadanych przez poszczególne komitety wyborcze. Informacja jak to informacja zaginęła by w odmętach niepamięci gdyby nie drobny szczegół. Według tych informacji komitet wyborczy SLD dysponować miał by kwotą 5 słownie pięciu milionów złotych. Jako urodzony sceptyk ta drobna informacja w zestawieniu z hojnością Pana Grzegorza wzbudziła we mnie jakiś podświadomy niepokój że usiłuje się mnie wyborcę nabić po raz kolejny w przysłowiową butelkę. Pełen nadziei że za chwilę zobaczę jak o to wyciągany jest czek na to 10,5 miliona i przekazywany na fundację charytatywną, dom dziecka lub inny chlubny cel w napięciu obserwowałem dalsze poczynania Pana Napieralskiego. Ku memu wielkiemu rozczarowaniu niestety nic takiego nie miało miejsca. No cóż żeby mi nie zarzucano paranoicznej nieufności sądzę że poczekam na okres po gorączce wyborczej gdy komitety będą się rozliczać może choć wtedy któraś z organizacji dostanie od Pana Grzegorza jakieś ochłapy.
Byłby to może miły koniec mojej wypowiedzi gdyby nie to że Pan Napieralski postanowił zabrać głos w sprawie poparcia kandydatury Pana Jarosława Kaczyńskiego przez związek zawodowy NSZZ Solidarność. Po tej wypowiedzi to muszę przyznać że się we mnie zagotowało na całego.
Jak Grzegorz Napieralski śmie wypowiadać słowa pouczeń pod adresem związku Solidarność. Pan Grzegorz spadkobierca frakcji robiącej wszystko aby ten związek nigdy nie powstał. Frakcji która nie bała się splamić krwią w celu niedopuszczenia do zawiązania się organizacji robotniczej. Mówienie:
Związki zawodowe z natury są lewicowe (...), wierzę głęboko, że będą wspierały moją kampanię
jest podłe i nikczemne innych słów nawet nie szukam bo po prostu nie ma szans na odnalezienie słownictwa mieszczącego się w zakresie ogólnie przyjętych zachowań.
Jako podsumowanie napiszę tylko tyle. Pan Grzegorz Napieralski jako godny reprezentant i spadkobierca frakcji jawi się nam jako rycerz w błyszczącej zbroi.
Szkoda jedynie tego że ten rycerz stoi na straży obłudy i socjotechniki, manipulacji i zakłamania.


Komentarze
Pokaż komentarze