pwilkin pwilkin
34
BLOG

Kierując się prawdą?

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 6

Nie planowałem dzisiaj nic pisać, ale jak to często bywa, przypadkowe zdarzenie zainspirowało mnie do naskrobania krótkiej notki. Przeczytałem mianowicie, nie po raz pierwszy, na pewnym forum w wypowiedzi któregoś z dyskutantów, że "staje po stronie prawdy". Pomyślałem więc, że trzeba wreszcie rozprawić się z tym semantycznym potworkiem, bo wysłuchiwania go mam naprawdę serdecznie dość.

Najpierw - etymologia. Sformułowania mówiące o "stawanie w obronie prawdy" czy "po stronie prawdy" czy też nawet bardziej dosadnie "kierowanie się prawdą" mają zazwyczaj wydźwięk okołochrześcijański. Wiąże się to zapewne z wypowiedzią Jezusa "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". Innymi słowy, jest to metaforyczne pojęcie znaczące mniej więcej tyle, co kierowanie się w życiu przede wszystkim dyrektywami moralnymi chrześcijaństwa. Tyle teoria.

Współczesna praktyka tego zwrotu została niemiłosiernie zawłaszczona przez politykę. Jeżeli dzisiaj ktoś mówi, że "staje w obronie prawdy", nie ma tutaj na myśli znaczenia religijnego. Sugeruje po prostu, że "prawda" jest tym, co rozróżnia jego poczynania od poczynań jego oponentów. Co znaczy... no właśnie, co to tak naprawdę znaczy?

Tutaj warto odwołać się do klasycznego podziału, który obowiązuje w filozofii (z którego bądź co bądź wywodzi się koncepcja prawdy) - na ontologię, czyli naukę o tym, co istnieje, epistemologię, czyli teorię poznania, oraz aksjologię, czyli teorię wartości (etycznych i estetycznych). Prawda, w zależności od tego, jak się ją pojmuje, jest pojęciem albo ontologicznym, albo (częściej) epistemologicznym. Wartości są za to pojęciami aksjologicznymi.

Innymi słowy - jeżeli ktoś mówi, że jego postepowanie cechuje się "prawdą" jako wartością, to zwyczajnie nie wie o czym mówi. Używa po prostu słowa, które jako własność jednoznacznie pozytywna ma zdecydowanie pozytywne konotacje językowe. Innymi słowy - manipuluje. I nic poza tym, bo tak naprawdę z jego wypowiedzi kompletnie nic nie wynika. Od biedy jestem skłonny zrozumieć, jeżeli ktoś powie mi: "to taki skrót myślowy od 'jedną z moich podstawowych zasad moralnych jest: zawsze i bezwzględnie domagaj się od siebie i innych wypowiadania zdań prawdziwych'". Pomijając fakt, że jest to bardzo fragmentaryczna dyrektywa, bo dotyczy wyłącznie wypowiedzi, a nie czynów, jest to zupełnie nie to, o co chodzi użytkownikom tego zwrotu, którzy zazwyczaj są skłonni odrzucać niewygodne fakty i przeciwstawiać im jakąs "wyższą prawdę" jako wartość.

Cały problem polega własnie na tym, "prawda" jako wartość jest w znaczeniu językowym terminem pustym. Nic nie znaczy. A jako, że nic nie znaczy, może znaczyć wszystko. Dlatego też tak naprawdę taka osoba, mówiąc o prawdzie jako podstawie swoich osądów i czynów moralnych, wygłasza pogląd "robię tak, jak robię". Co rzecz jasna nic nie oznacza, ale nie brzmi tak dobrze, jak "kieruję się prawdą".

Na koniec, prosta teza konstruktywna dla zwolenników wielkich słów. Za absolutną wartość pozytywną w etyce przyjmuje się dobro. Dobro, nie prawdę. Kierujcie się dobrem, a nie prawdą, to może rzeczywistość będzie lepsza. A ja na pewno nie będę musiał wysłuchiwać wypowiadanych wielkimi słowami nonsensów.

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka