pwilkin pwilkin
93
BLOG

Przetrwanie najsilniejszych

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 0

Miało być bez emocji, bez rzucania gromami. Cóż, tym razem nie dam rady. Nie potrafię się od tematu odseparować emocjonalnie. Po prostu przekracza to dla mnie wszelkie normy. Mowa oczywiście o samobójstwie 14-latki z gimnazjum, zgwałconej (tak, nie bójmy się słow, 'dręczenie' to może być co najwyżej chowanie piórnika czy butów w szatni) przez kolegów z klasy.

Może ja jestem jakiś dziwny, ale dla mnie to naprawdę wydaje się niepojęte. Co więcej, szokują mnie wszechobecne sugestie, że to mogło się zdarzyć w każdej szkole. Dlaczego? Bo wbrew temu, co niektórzy nawiedzeni mogliby sądzić, to od oglądania "Playboya" do gwałcenia koleżanki na lekcji droga daleka. Ktoś, kto jest w stanie dopuścić się takiego czynu musi być skrajnie zdemoralizowany. Skrajna demoralizacja nie następuje z dnia na dzień. Następuje etapami. I co gorsza, słyszeliśmy, że w tej szkole te etapy postępowały od jakiegoś pół roku. Nauczyciele, dyrekcja, wszyscy nie zrobili nic. Bo problem się sam rozwiążę. I się rozwiązał. I bynajmniej nie współczuję nauczycielom czy dyrektorowi wyrzutów sumienia, o ile je mają - niech przynajmniej tyle im to zdarzenie zaciąży.

Nie wiem swoją drogą co gorsze - reakcje dyrektora i nauczycieli, od ciągłego ignorowania psychicznych tortur po początkową reakcję, wedle której dziewczyna powiesiła się w domu, a szkoła nie miała z tym nic wspólnego, czy też może komentarze gimnazjalistów, które czytam w dzisiejszym Dzienniku. "Ona jakaś dziwna była - słaba - żeby od razu się wieszać? Przecież to się mogło zdarzyć w każdej szkole". Prawdopodobnie (mam taką nadzieję) to nie jest opinia statystycznego gimnazjalisty na ten temat. Ale jeżeli tak myślący stanowią istotną część 14-latków, to są dwie możliwości - albo ja jestem nienormalny, albo oni. Obydwie możliwości są dla mnie z różnych względów bardzo niepokojące.

Co więc robić? Czy może głaskać po główce i pochylać się nad biednymi dziećmi, które zostały przez złe społeczeństwo doprowadzone do takiego czynu, jak sugerują niektórzy psychologowie? Czy też może izolować i karać, jak sugeruje Giertych? I tak źle, i tak niedobrze. Izolować i karać, owszem, należy. Bandytów. Tych bandytów (bo na inne miano nie zasługują) - na pewno. Ale nie izolowaną szkołą. Normalnym więzieniem. Jak w Anglii - na 4 lata do poprawczaka, potem na 10 do więzienia. I nie ma, że nieletni.

Problem nie leży chyba bowiem w braku możliwości izolowania uczniów, tylko właśnie w zbytnim permisywiźmie nauczycieli i ogólnej znieczulicy, która powoduje, że przejawów degeneracji młodzieży się nie tępi. W micie 'donosiciela i kapusia', który to właśnie mit był powodem tego, że nikt z uczniów nie pobiegł zawiadomić nauczyciela. Nie dlatego, że niemoralni, że pozbawieni zasad - dlatego, że bali się etykietki kapusia. Nie wierzycie? To zapytajcie dzisiejszą młodzież, dlaczego nikt stamtąd do nauczyciela nie poszedł - założę się, że większość poda właśnie taką odpowiedź. Nie to jest jednak podstawowym problemem.

Podstawą jest, i tutaj prezentuję postawę skrajnie konserwatywną, brak ostro zdefiniowanych zasad. Prowadzą one z jednej strony do gnębienia nauczycieli przez uczniów i uczniów przez uczniów, a z drugiej strony gnębienia uczniów przez nauczycieli. Dlatego też dawanie dyrekcji i nauczycielom broni w postaci możliwości relegowania uczniów do placówek izolowanych jest pomysłem chorym - spowoduje to tylko wzrost nadużyć na linii nauczyciel-uczeń (bo nauczyciel zyska potężne narzędzie szantażu, zarówno na rodzicach jak i na dzieciach), a problemu nie rozwiąże. Dlaczego?

Bo problem nie zaczyna się w momencie, kiedy dziecko zasługuje na izolację. Wtedy jest już zdecydowanie za późno. Wtedy, jeżeli zasługuje na izolacje, to znaczy, że już popełniło przestępstwo. Że już jakaś fundamentalna zasada moralna została przekroczona. Wrócić z tego stanu jest niezmiernie trudno. Zacząć należy dużo wcześniej.

Zasady powinny być twardo przestrzegane. Zaczynając od najprostszych - palenia w szkolnych toaletach, picia przez uczniów alkoholu, bójek. Gnębienie psychiczne uczniów przez uczniów powinno być natychmiast przez nauczycieli tępione. Podobnie przejawy chamstwa i agresywnej postawy. Uczeń, który grozi nauczycielowi pobiciem czy zniszczeniem samochodu, musi być świadom, że nie wypowiada sobie bezkarnie gróźb, za które nikt mu nic nie zrobi, tylko wypowiada groźby karalne, za które może wylądować w poprawczaku na parę ładnych lat. I musi być faktycznie tego świadom, a nie tylko słyszeć na ten temat bajeczki.

Właśnie, bajeczki. Jedną z takich bajeczek, opowiadanych przez sąd, jest "niska szkodliwość społeczna czynu". Ja akurat nie jestem w stanie wyobrazić sobie wyższej społecznej szkodliwości czynu, niż przestępstwa dokonywane świadomie i zuchwale przez młodzież, która potem unika za nie odpowiedzialności. Jest to chyba maksymalnie szkodliwe społecznie - nie dość, że zwiększa poczucie zagrożenia w społeczeństwie, to jeszcze wyrabia w młodocianych przestępcach słuszne przeświadczenie, że są tak naprawdę bezkarni. I taki odważny nauczyciel, który raz odważył się ucznia podać do prokuratury, więcej tego nie zrobi. Bo jeśli taki młodociany bandyta był w stanie np. go pobić, to kto mu zagwarantuje, że następnym razem faktycznie nie zgwałci mu córki, jak to się odgraża? Przecież i tak "nic mu się nie stanie".

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka