pwilkin pwilkin
36
BLOG

Zero tolerancji?

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 0

Od paru dni z niecierpliwością czekałem na szczegóły inicjatywy Giertycha o szumnej nazwie "Zero tolerancji". Byłem pełen obaw, bo pan Giertych zaskarbił sobie u mnie dość pokaźny kredyt braku zaufania, spowodowany głównie swoim odwołaniem szefa CODNu za rzekome "promowanie homoseksualizmu", amnestią maturalną oraz postawą wobec rewelacji głoszonych przez swojego rodziciela w sprawie teorii ewolucji. 

Z tym większym zdumieniem przeczytałem zestaw postulatów zgłoszonych przez Giertycha i stwierdziłem, że pan minister jak rzadko kiedy w ostatnich czasach stanął na wysokości zadania. Program jest sensowny, merytoryczny i nawet te nieszczęsne "szkoły specjalne" wydają się być w rozsądny sposób rozwiązane. Giertych w owym programie ustosunkowuje się do rzeczy faktycznie najistotniejszych, i nijak nie mogę zgodzić się z zarzutami, że "to wszystko już było" - może i było w sferze możliwości, ale nijak w szkołach tego nie dało się zaobserwować, a teraz jest wreszcie instytucjonalne przyzwolenie na to, żeby z młodocianymi bandytami rozprawiać się odważnie.

Moje obawy rodzi jednak fakt, że przy okazji niektórzy (nie twierdzę, że sam Giertych, ale na pewno niektóre środowiska z nim związane) chcą wygrać jakąś wojnę ideologiczną. Gdzieś przeczytałem (mam nadzieję, ze to tylko dziennikarska plotka), że nauczyciel będzie mógł ukarać zarówno ucznia, który rzuca mięsem na korytarzu, jak i obściskującą się na tym korytarzu młodą parę. I pytam się - w imię czego?

Problem jest niestety poważny. Aby plan Giertycha się udał, każda restrykcja, każdy przepis musi mieć swoje merytoryczne uzasadnienie. Musi budzić u wszystkich zainteresowanych, od nauczycieli, przez rodziców gimnazjalistów, po samych gimnazjalistów, wyjąwszy część już zdegenerowaną, przekonanie, że jest słuszny, że godzi tylko w tych "złych", tym "dobrym" nie wyrządzając krzywdy. Inaczej będziemy mieli potworka, z którym wszyscy będą walczyć w imię walki ze złym systemem. I znowu nici wyjdą z wielkiego narodowego konsensusu.

Przykłady praktyczne? Jeden, z owymi obściskującymi się parami, już podałem. Jeżeli młodych ludzi, którzy (co chyba naturalne w tym wieku) dają ponieść się uczuciu, które absolutnie do negatywnych nie należy, zrównamy z tymi, którzy demolują ściany w szkołach czy prokurują bójki, to cały plan jest bez sensu. Przykład kolejny: telefony komórkowe. Zakaz korzystania z komórek na lekcjach - absolutnie słuszny. Ale w szkole w ogóle? Owszem, z jednej strony taki telefon może służyć do robienia jakichś nieprzyzwoitych zdjęć - ale tego i tak nie powstrzymamy, bo jeżeli nauczyciel nie jest w stanie przyłapać uczniów molestujących koleżankę, to tym bardziej nie zapobiegnie filmowaniu tego komórką. Z drugiej strony telefon komórkowy może dać uczniowi bezcenne poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że w każdym momencie może skontaktować się z rodzicem i donieść mu, że w szkole dzieje się coś złego. To wartość, której nie wolno niedoceniać.

Jak mówi znane powiedzenie, diabeł tkwi w szczegółach. Ogólny zarys planu Giertycha oceniam bardzo pozytywnie. Ale jeżeli ukryje się tam ów diabeł, to cały plan... diabli wezmą.

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka