Ostatnio ponarzekałem na PO, dziś ponarzekam na PiS. Próbuję od jakiegoś czasu zrozumieć motywację liderów tej partii... no i nie wychodzi. Przynajmniej nie wówczas, kiedy ta wizja miałaby być spójna. No bo od początku.
PiS szedł do wyborów z hasłem odnowy moralnej i zniszczenia porządku III RP. Ostatnio wyczytałem na Salonie komentarz, wedle którego zarzucanie PiSowi, że sprzeniewierzył się owej misji, jest absurdalne, bo wiadomo, o jaką odnowę moralną chodzi - o usunięcie agentury i obcych wpływów z władz. Innymi słowy - reszta się nie liczy.
Otóż widzę tu pewien poważny problem, natury zasadniczej. Brak agentów w strukturach państwa nie jest chyba dla nikogo najwyższą normą moralną. Chodzi chyba o to, żeby (jak rozumiem) urzędnicy państwowi podejmowali decyzje suwerennie, kierując się dobrem kraju a nie prywatnymi powiązaniami czy szantażem ze strony służb. Żeby prawo było tworzone dla ogółu obywateli a nie dla tych, którzy na to odpowiednio wpłyną bądź za to zapłacą. Innymi słowy, normami są tu uczciwość, sprawiedliwość i suwerenność.
Problem zaczyna się w momencie, w którym wychodzą na jaw takie afery, jak ta z posłem Łyżwińskim. Bo takie afery, niezależnie już od wyniku testów DNA pana Ł., pokazują, że w koalicji rządowej są ludzie, którym te wartości są po prostu fundamentalnie obce. Jedyny powód, dla którego jak rozumiem są nadal w koalicji, to to, że przynajmniej nie są oni uwikłani w żadne groźne układy, dlatego skala zagrożenia tworzona przez nich jest niewielka. Ot, szumowiny i tyle.
Nie potrafię zgodzić się z takim sposobem rozumowania. Przede wszystkim dlatego, że chciałem podkreślić jedno - od 16 lat "byłe służby komunistyczne" są tworem zdecentralizowanym. Nie ma jednego mózgu i jednego organizmu, który podejmuje decyzje. Są tu grupy interesów, niejednokrotnie sprzeczne, które zresztą niejednokrotnie podrzucały coś mediom "na konkurencję". Groźny jest sam mechanizm, który można za Kaczyńskimi nazwać roboczo "Układem". Niebezpieczeństwo takiego nazwania jest jednak takie, że sugeruje całościowe uchwycenie czegoś, co całościowym tworem zwyczajnie nie jest - zdecydowanie lepsza jest tutaj osławiona "szara sieć".
Problem w tym, że stopień zagrożenia poszczególnych komórek takiej sieci wyznacza ich wpływ na władzę. Innymi słowy, Samoobrona była niegroźna właśnie dlatego - że... nie była u władzy. W momencie, kiedy do niej doszła, ciemne interesy takich osobników, jak p. Łyżwiński przestają mieć znaczenie wyłacznie personalno-rodzinno-lokalne i stają się problemem całej Polski. Jeśli ktoś jest radnym i ma taką mentalność, jak dzisiejsi posłowie Samoobrony, to przychodzą do nich załatwiać sprawy lokalni przedsiębiorcy. W momencie, kiedy ktoś taki jest w koalicji rządowej, to sprawy przychodzą już załatawiać wielkie szychy. I z małego układziku robi się wielki układ.
Ubolewam niestety nad tym, że PiS nie był w stanie wznieść się ponad swoje ambicje i nie zaakceptował oferty Platformy. Cokolwiek by nie mówić o Platformie, średnia "uczciwości" w tej partii jest o niebo wyższa, niż w Samoobronie. PiS miał idealną okazję pokazania, że odnowę moralną traktuje poważnie - mógł zaakceptować propozycję Platformy, wywalić Leppera i Giertycha na zbity pysk, przepchnąć budżet a następnie na spokojnie, bez obciążenia spowodowanego przystawkami, poprowadzić kampanię wyborczą. Tymczasem PiS zachowuje się nieco jak ów bohater z kreskówek, który tłukąć bez opamiętania dogorywającego potwora przed sobą nie zauważa, że za nim szaleje bez żadnych ograniczeń kolejny, siejąc spustoszenie w okolicy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)