Właśnie usłyszałem (a raczej przeczytałem, na stronie Dziennika), że pan Skłodowski, rzecznik MSWiA ogłosił oficjalne stanowisko ministerstwa w sprawie hamburgerów podrzucanych do pociągu pani wiceminister pracy. Mianowicie ministerstwo obstaje przy stanowisku, że w owym zachowaniu wiceministra Surmacza, który wysłał policjantów z tymi hamburgerami, nie było nic złego - ot, taki ludzki gest.
Faktycznie, nie potrafię zrozumieć tych parszywie złośliwych mediów, które atakują Bogu ducha winnego ministra Surmacza. Przecież on chciał dobrze! Chciał tylko pomóc koleżance z rządu. Tak samo podwiezienie służbowym radiowozem p. Serafina do domu to też był tylko ludzki gest. A że w drodze powrotnej zginęli? Cóż, ludzie giną cały czas - takie czasy. Pecha mieli - co tu winne ministerstwo?
Na dodatek przecież owi policjanci mogli odmówić. To była przecież tylko koleżeńska prośba - tak twierdzi oficjalnie pan rzecznik. Na sugestię, że ową "koleżeńską prośbę" wydał wysoko postawiony przełożony, rzecznik oburza się - że co, że jak przełożony, to jakiś gorszy sort?
Skądże znowu. Przecież wiadomo, że w ministerstwie panują relacje iście towarzyskie. Każdy z każdym jest za pan brat, każdy sobie mówi na "ty", no i naturalnie policjanci na prośby wiceministra mogliby po prostu zareagować swojskim "stary, pogięło cię?". Oczywiście nie ponieśliby za to żadnych konsekwencji, bo gdzie tam ministrowi Surmaczowi przyszłoby do głowy mścić się na nich za odmowę. Przecież on dusza człowiek jest, nawet koleżance chciał hamburgery zawieźć!
Zastanowiło mnie tylko jedno - dlaczego pan Surmacz, skoro tak dba o koleżankę, nie podjechał samemu i nie podrzucił jej owych hamburgerów. Na to też jest jednak oczywista odpowiedź. Przecież pan minister ma masę ważnych spraw na głowie, którymi nie będzie zajmował się szeregowy policjant. Za to ów szeregowy policjant, który z reguły nie ma przecież niczego do roboty, na pewno się ucieszy, że wreszcie się do czegoś przyda. Tak więc tak właściwie, zamiast ministra ganić, powinniśmy go krytykować - nie dość, że dzieki swojemu sprytnemu pomysłowi zyskał cenny czas, który mógł poświęcić na rozwiązywanie ważnych problemów w policji (chociażby wszechobecnej korupcji i kumoterstwa), to jeszcze dzięki temu dwoje policjantów dostało niebywałą szansę zawodowej realizacji. Żyć, nie umierać!
I tylko jednego nie rozumiem. Dlaczego, mimo powyższych zniewalających argumentów, cała sprawa wywołuje we mnie czysto ludzki odruch. Wymiotny.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)