A co tam, niech będzie. Mam cichą regułę nie pisywania na tematy, które stanowią temat do dyskusji dla znacznej części Salonu24, ale tym razem ciężko mi się powstrzymać. Mam bowiem wrażenie, że jestem dość unikalnym typem czytelnika "Michnikowszczyzny" - takim, który, podchodząc do samej książki sceptycznie, zwłaszcza po antymichnikowskiej paranoi RAZa w Salonie, ocenia ją jednak mocno pozytywnie.
Skoro już uprzedziłem fakty, to może najpierw kilka słów na wypełnienie tła. Jestem przeciwnikiem nagonki na Michnika. Nieprzypadkowo nagonka ta jest zazwyczaj prowadzona przez ludzi, którzy wszędzie widzą w Polsce Żydów bądź UBeków (a zazwyczaj jedno i drugie) a najwyższym autorytetem jest dla nich serwis polonica.net. Wystarczy poczytać komentarze pod postami RAZ'a. Włos się na głowie jeży. Dlatego też, zwłaszcza "ostrzeżony" komentarzami niezbyt przychylnych Ziemkiewiczowi komentatorów, którzy zarzucali mu antymichnikowską paranoję i liczne manipulacje, podchodziłem do lektury książki dość sceptycznie (acz z ciekawością, która to zresztą kazała mi ów tytuł zakupić).
Moje nastawienie dość radykalnie zmieniło się już po pierwszych dwóch rozdziałach. Wbrew obawom i deklaracjom przeciwników RAZ'a, tekst bynajmniej nie jest personalnym atakiem na Michnika, nie jest żadnym studium osobistej paranoi. Jest próbą oceny Michnika jako człowieka. Człowieka wpływowego, wielkiego, ale upadłego, którego decyzje miały na kształt III RP wpływ duży i niestety, wedle tezy Ziemkiewicza, negatywny. Nie ma tam znienawidzonego przeze mnie rzucania gromami, piętnowania Michnika jako Antychrysta i diabła wcielonego czy też sługusa zachodnich agentur, nie ma szafowania Bogiem, Prawdą i innymi słowami z wielkich liter pisanymi. Jest żmudna analiza, którą mimo to czyta się niemal jak... powieść S-F. Aż żal się robi, że nie jest to political fiction.
Czy RAZ ma rację? Nie wiem. Wiem jedno - spore wrażenie zrobiła na mnie logiczna spójność tekstu. Analiza autora może być oczywiście chybiona, ale została dokładnie skonstruowana i dobrze pasuje do siebie oraz, z tego co moja skromna wiedza pozwala stwierdzić, do rzeczywistości (na marginesie, polecam tekst o FOZZ zamieszczony na blogu prof. Jerzego Przystawy - dobre przygotowanie, jeżeli ktoś zamierza czytać "Michnikowszczyznę"). Oczywiście mógłbym pewnie przysiąść nad książką z notesikiem i na bieżąco sprawdzać wszystkie podane informacje w internecie, szukając niespójności i nieścisłości - pewnie bym sporo znalazł. Tylko po co? Czytanie publicystyki z przyjętym z góry założeniem, że autor nie ma racji a ja szukam tam wyłącznie błędów jest jak dla mnie zajęciem raczej jałowym.
Prawdziwym problemem jest to, że rzetelna i w sumie solidnie przemyślana analiza RAZ'a utonie pewnie w naszym beznadziejnie spolaryzowanym (patrz mój uprzedni tekst) dyskursie politycznym. Z jednej strony będziemy mieli zawziętych przeciwników PiSu i w konsekwencji obrońców GW, którzy krzykną "bzdura", zaczną Ziemkiewiczowi wytykać manipulację, nierzetelność, paranoję, kompleksy i Bóg wie co jeszcze, z drugiej strony będą posty zaciekłych "Prawdziwych Polaków-Katolików", cieszących się, że ktoś wreszcie przywalił w to paskudne lewactwo, tylko dlaczego niczego o Żydach i zachodnich agentach nie ma, a Balcerowicza (tfu!) się chwali?! Szkoda. Wydaje mi się, że "Michnikowszczyzna" zasługuje na rzetelną debatę, bardzo chciałbym zobaczyć odpowiedź Michnika na ten tekst, bardzo chciałbym zobaczyć komentarze zarówno przeciwników linii Michnika, jak i np. publicystów Wyborczej. Niestety, obawiam się, że to mrzonki. Dlatego też piszę ten tekst - jako apel o racjonalność. Nie dajcie się zwariować. Kupcie, warto, i przeczytajcie. I przemyślcie sami. Wrogowie Michnika - może zobaczycie go wreszcie jako człowieka. I wielbiciele Michnika - może zobaczycie go wreszcie jako człowieka. Bo o tym jest właśnie ta książka. O człowieku. I to właśnie stanowi jej wartość.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)