pwilkin pwilkin
194
BLOG

Historio, historio, ty ballado gorzka...

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 5

Dawno niczego nowego nie pisałem, teraz postanowiłem nadrobić. Jak już to miewam w zwyczaju, temat w oderwaniu od aktualnych politycznych kłótni, chociaż bezpośrednio z nimi związany. Chcę mianowicie napisać o roli historii w polityce bieżącej.

Wydaje mi się, że problem jest złożony, jest fundamentem całej dyskusji o lustracji, deubekizacji, rozliczeniu PRLu, Instytucie Pamięci Narodowej itd. Jednocześnie w tych dyskusjach złożoność tego problemu bywa kompletnie pomijana, zaś poglądy jednej strony - sprowadzone do statusu oczywistości. Oczywistości tutaj nie ma i być nie może.

Upraszczając, mamy w kraju dwa nurty w kwestii roli historii w kształtowaniu najnowszej polityki: rozliczeniowy i amnezyjny. Ten pierwszy, reprezentowany głównie przez aktualnie rządzący PiS, wspierany głównie przez publicystów prawicowych, głosi, że należy za wszelką cenę dokonać rewizji materiałów historycznych z czasów PRLu i na ich podstawie wyciągnąć konsekwencje wobec niektórych osób piastujących obecnie stanowiska publiczne. Stanowisko amnezyjne, którego postacią sztandarową został wieloletni redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik, głosi zaś tezę odwrotną - do rozwoju III RP uwzględnianie najnowszej historii w polityce jest nam do niczego nie potrzebne, należy więc papiery schować i udostępnić po latach historykom, kiedy już emocje opadną.

Nie popełnię chyba wielkiego nadużycia, jeśli stwierdzę, że właściwie ta oś podziału jest obecnie jedną z najważniejszych w polskiej polityce. Powoduje to, rzecz jasna, niesamowite zaostrzenie stanowisk. Zwolennicy postawy rozliczeniowej wyzywani są od oszołomów i faszystów, podczas gdy "amnezjoniści" - od zdrajców, postkomunistów i beneficjentów postkomunistycznej mafii. Zdaję sobie sprawę, że czegokolwiek tutaj nie napiszę, i tak zostanę zakwalifikowany przez niektórych z komentatorów do jednej z tych grup, a przez innych do drugiej - mimo to uważam, że rzecz jest warta analizy.

Na pierwszy ogień idzie "michnikowszczyzna". Jakie są najmocniejsze argumenty przeciwników lustracji? Postaram się je pokrótce wyliczyć (z góry ostrzegam, obie grupy argumentów mogą nie być równoliczne, co nie znaczy, że którąś z opcji chcę tutaj faworyzować - jak wiadomo, o celności argumentów decyduje ich waga, a nie ilość):

1) Lustracja odwraca uwagę polityków i opinii społecznej od spraw dla państwa istotnych

Jest to moim zdaniem argument bardzo istotny i wart poważniejszego rozważenia. Aby był istotnym argumentem antylustracyjnym, konieczne jest jednak jego osłabienie przez przyjęcie dodatkowej tezy: niemożliwe jest jednoczesne dokonywanie lustracji i naprawianie państwa. Nawet w tej "słabej" wersji uważam, że jest to jedno z mocniejszych dział, które można wytoczyć przeciw lustracji. Z dwojga zadań rządzących: rozliczeń personalnych i zmian systemowych za dużo istotniejsze uważam bowiem te drugie.

Częstym kontrargumentem jest tutaj stwierdzenie, że "nie można przeprowadzać zmian systemowych, dopóki się nie przeprowadzi lustracji, bo inaczej Układ wszystko zablokuje". Diagnoza przeciwnika lustracji będzie inna. Szeroko pojęty układ istnieje właśnie dlatego, że mimo zmian personalnych, w systemie państwowym istnieją mechanizmy, które pozwalają na nadużycia. Eliminując te błędne mechanizmy, wyeliminujemy też szereg nadużyć. Ponadto wtedy będzie można ścigać owych "sabotażystów", bo ich sabotaż będzie sabotażem w majestacie prawa - co automatycznie wyeliminuje ogromną ilość "drobnych cwaniaczków", którzy stanowią pożywkę dla owego Układu.

Dlaczego zatem nie można robić jednego i drugiego? Fakt, nie ma żadnej apriorycznej przyczyny, jest jednak przyczyna praktyczna. Jeżeli wierzy się, że ważniejsze jest wyeliminowanie jednostek od wyeliminowania mechanizmów, wówczas całą swoją energię poświęca się na eliminację jednostek. Na likwidację kryminogennych mechanizmów nie wystarcza wówczas czasu. Jest to moim zdaniem najpoważniejszy zarzut, jaki można wytoczyć przeciw lustracji.

2) Errare humanum est

Kolejny często podnoszony argument przeciwników lustracji. Każdy ma prawo do błędów, zwłaszcza w latach swojej młodości. Dlaczego zatem ktoś, kto popełnił błędy 30 lat temu, ma ponosić ich konsekwencje do dziś? W szczególności, na jakiej podstawie osoba, która 30 lat temu popełniła szereg czynów niemoralnych, traci automatycznie szanse na uzyskanie statusu osoby moralnej w obecnym społeczeństwie i w jaki sposób determinuje to jej kryminalne tendencje? Dodatkowym argumentem jest to, że lustracja w dość kuriozalny sposób wartościuje pojęcie "przeszłych win", skoro wiceprezesem TVP może zostać człowiek, który w przeszłości pisywał do faszystowskich pisemek, zaś miałoby to być absolutnie niemożliwe w przypadku człowieka, który 30 lat temu współpracował z SB. 

3) Lustracja jest niesprawiedliwością dziejową

Ludzie w PRLu dzielili się na tych, którzy w systemie działali i tych, którzy z systemem walczyli. Ci drudzy byli oczywiście w większym stopniu celem ataków SB niż ci pierwsi. Dlatego też byli dużo bardziej narażeni na nagabywanie ze strony Służb. Podnoszony tutaj zarzut jest następujący: ci ludzie często współpracowali w ograniczonym stopniu, prowadząc grę z wrogiem, nie mając w owej grze pełnej informacji i nie wiedząc, czy w owej grze wygrywają czy przegrywają. Potępianie ich jako agentów ustawia ich niżej w hierarchii społecznej niż tych, którzy niczego w PRLu w kierunku walki z systemem nie robili. Siła tego argumentu zależy oczywiście od tego, jakiego procenta lustrowanych faktycznie dotyczy taki casus.

4) Nie istnieje społeczny konsensus co do formy i ostrości lustracji, a taki musi być, aby operacja ta nie była elementem walki politycznej, dlatego też lustracji nie da się przeprowadzić aktualnie

Argument ten pojawia się często jako zarzut nie wobec samej lustracji, ale sposobu jej przeprowadzania. Jest argumentem pozornie koncyliacyjnym - fakt, lustracja była potrzebna, ale 17 lat temu. Obecnie każda władza ma określony stosunek do lustracji i może wykorzystywać tę kwestię do swoich rozgrywek politycznych. Nie istnieje także jednoznaczne rozróżnienie między agentami a osobami będącymi tylko "w kręgu zainteresowań", co pokazują kontrowersje przy okazji ostatnich wyroków Sądu Lustracyjnego oraz sprawa Borowskiego.

Tyle ze strony Michnika i spółki, teraz postaram się rozważyć argumenty za lustracją i dekomunizacją. Tak jak powyżej, nie gwarantuję oczywiście, że żadnych istotnych argumentów nie pominąłem - staram się skupiać na tych najmocniejszych.

1) Lustracja/dekomunizacja jest niezbędna aby oczyścić państwo z komunistycznych wpływów

Analiza rozwoju polskiej demokracji i gospodarki po roku 1989 pokazuje, że istotna część owej gospodarki była budowana na mocy układach odziedziczonych jeszcze po poprzednim systemie. Służba Bezpieczeństwa, jako organizacja posiadająca ogromny zasób wiedzy o obywatelach i sieć kontaktów zarówno krajowych, jak i zagranicznych, była tutaj w naturalny sposób uprzywilejowana. Niewykluczone, że spadkobiercy tej organizacji nadal posiadają realny wpływ na realizację przepisów prawa (oraz jego stanowienie), dlatego też należy zidentyfikować sieć owych powiązań, a tego nie da się zrobić, nie sięgając do teczek. Nawet, jeżeli ktoś zostanie w ten sposób skrzywdzony, nie usprawiedliwia to zaniechania lustracji - po pierwsze, dzięki ujawnieniu związków tej osoby z byłą SB może być możliwe odcięcie więzów zależności, po drugie, promuje to w naturalny sposób osoby, które na współpracę z SB mimo ciągłej presji nie poszły.

Wydaje mi się to najmocniejszym argumentem za lustracją, gdyż podobnie jak główny argument antylustracyjny jest to argument systemowy, a zatem o skali globalnej. Zwolennicy lustracji twierdzą następująco: fakt, konieczne są zmiany systemowe, ale najpierw w ogóle trzeba stworzyć "bufor bezpieczeństwa" uniemożliwiający realizowanie postkomunistycznych wpływów. Do dobrego funkcjonowania państwa prawa potrzebne jest bowiem zarówno dobre prawo, jak i dobrze funkcjonujący aparat państwowy. Stworzenie drugiego jest niemożliwe, dopóki funkcjonują w nim nieformalne wpływy, które mogą chronić niektórych przed nawet dobrze funkcjonującym prawem - a równocześnie strach przed ujawnieniem pewnych faktów z przeszłości może być wystarczający, aby zrównoważyć obawę przed represjami prawnymi, zwłaszcza w obliczu źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości.

2) Lustracja jest społecznie uzasadniona, aby wypromować/napiętnować pewne postawy społeczne

Powszechna jest zgoda na to, że jednym z najgorszych spustoszeń, jakie dokonał komunizm w Polsce, było spustoszenie moralno/umysłowe. Wiele zachowań, które w cywilizowanych państwach nie powinny być tolerowane, w PRLu zostały sprowadzone do rangi normy. W szczególności społecznie pozytywną konotację zyskało szeroko pojęte "kombinowanie", gdzie sukces życiowy osoby był zależny nie od pracy i zdolności danej osoby, tylko od jej znajomości i kontaktów oraz umiejętności wykorzystywania owych ciężko pracujących i zdolnych "frajerów". Kwintesencją tej postawy była współpraca z SB w celu uzyskania prywatnych korzyści. Jeżeli nie napiętnujemy takich osób, bardzo ciężko będzie odtworzyć w społeczeństwie właściwy system wartości i wyeliminować powszechne zezwolenie na "kombinowanie".

3) Lustracja jest konieczna ze względu na dziejową sprawiedliwość

Jest to argument lustrzany do argumentu trzeciego przeciwników lustracji. Zwolennicy stwierdzą w następujący sposób: osoby, które próbowały walczyć z systemem, ale zostały przez niego pokonane i wykorzystane do wzmacniania owego systemu, nie zasługują na wyróżnienie. Na wyróżnienie zasługują ci, którzy na taką współpracę nie poszli. Jeżeli ktoś nie partycypował w walce z systemem, nie należy go za to potępiać - być może był właśnie świadom własnych słabości i nie chciał ryzykować złamania go przez SB. Nie dokonując lustracji, ryzykujemy zaś, że w społecznej świadomości osoby prowadzące bohaterską walkę z komunistycznym reżimem i nie poddający się mimo licznych represji zleją nam się z tymi, którzy z systemem walczyli tylko na papierze, tak naprawdę jednak z nimi współpracowali.

Tyle argumentów, które w danym momencie jestem w stanie skojarzyć. Mam tylko nadzieję, że przedstawiłem argumenty obu stron równie rzetelnie - mogę robić za advocatus diaboli i próbować bronić zarówno jednych, jak i drugich, spór uważam bowiem, jak zaznaczyłem na początku, za trudny i złożony. Która ze strony ma lepsze argumenty? Zostawiam to pod osąd czytelników.

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka