Tytuł może dziwić, bo zanalizować chcę problem, wydawałoby się, zupełnie z nim niezwiązany - kontrowersje związane z oświadczeniami majątkowymi Hanny Gronkiewicz-Waltz. A jednak uważam, że związek jest bardzo istotny - pokazuje bowiem, w jaki sposób faktycznie w Polsce powstaje Układ i co zapewnia mu taką przewagę.
Zobaczmy bowiem, jakie mają być przyczyny ewentualnego odwołania HGW ze stanowiska prezydenta Warszawy. Podstawą ma być artykuł ustawy, który został przyjęty dosłownie na "za pięć minut" przed wyborami, do tego przepisy tego artykułu są skonstruowane w niezwykle zagmatwany i nielogiczny sposób (kandydat ma 30 dni po dacie ślubowania do złożenia oświadczenia majątkowego, ale już informacje o działalności gospodarczej małżonka musi złożyć 30 dni od daty wyborów).
Być może faktycznie naszej władzy uda się HGW odwołać. I będzie to gwałt na demokracji dokonany w majestacie prawa. Sęk w tym, że nie pierwszy, chociaż być może najgłośniejszy i być może zwracający wreszcie uwagę szerszej społeczności na istniejący w polskim ustawodawstwie poważny problem.
Tego typu precedensów w polskim prawie gospodarczym było już bowiem od groma. Przedstawiciele zachodnich firm, pytani, co im najbardziej przeszkadza w Polsce, często na pierwszym miejscu wymieniali to, że prawo zmienia się niemal codziennie, a przepisy prawa skonstruowane są w sposób tak pokrętny i nielogiczny, że śledzenie tego wszystkiego wymaga nieludzkiego wręcz wysiłku. Skoro duże, zachodnie korporacje mają z tym problem, aż strach pomyśleć, co czeka zwykłego człowieka chcącego założyć własną firmę.
Do tego, jak to wspominał swojego czasu Roman Kluska, firmy, które mają obecnie dominującą pozycję w naszej gospodarce, bynajmniej nie są zainteresowane zmianą prawa bądź też sposobu jego stanowienia. Im udało już się przez tę barierę przebić i tym lepiej wiedzą, jaki to może być bicz na konkurencję. Zanim bowiem potencjalna konkurencja zdąży się dostosować do wszystkich przepisów prawa, można złożyć na nich życzliwy donosik w którejś z licznych instytucji kontrolnych i pozbywamy się potencjalnego zagrożenia w sposób w pełni legalny i elegancki, a na dodatek bardzo mało kosztowny.
Na takich przepisach najwięcej zyskują rzecz jasna ci, którzy świadomie umieścili tak pogmatwane zapiski w ustawie bądź, jeżeli takich intencji nie było a treść ustawy jest wynikiem bałaganiarstwa, ci, którzy pierwsi dostrzegą sposób wykorzystania owych haczyków. Daje to w państwie, które jest teoretycznie państwem prawa niesprawiedliwą przewagę pewnym grupom. O ile bowiem trudno jest nieświadomie złamać prawo, wykonując jakieś określone działania, o tyle przy mnogości przepisów bardzo łatwo jest nieświadomie złamać prawo poprzez pewne zaniechania. Im więcej będzie takich możliwości, tym bardziej prawo będzie niesprawiedliwe, elitarystyczne - a zatem proukładowe.
Casus HGW pokazuje jeszcze jedną rzecz. Tego typu przepisy są często pisane w ten sposób, żeby drobne wykroczenie powodowało całkowicie nieproporcjonalne do jego wagi konsekwencje. I tak, niedostarczenie jednego papierka na czas ma skutkować nie pouczeniem, nie karą finansową nawet - tylko anulowaniem wyniku wyborów, co w państwie demokratycznym powinno się zdarzać tylko w absolutnie skrajnych wypadkach (dość przypomnieć, że w świetle naszego prawa wyrok za przestępstwo umyśle nie uniemożliwia zasiadania w parlamencie ani nie anuluje mandatu posła). Trudno mi tutaj uciec przed wrażeniem, że ktoś dokonując takiej zmiany "za pięć dwunasta" zostawił sobie furtkę do manipulowania wynikami wyborów. Obym się mylił. Mam jednak nadzieję, że opisany przypadek zainicjuje wreszcie poważną debatę na temat jakości stanowionego prawa w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)