Po sporej już w sumie bytności w Salonie zebrało mi się na małą refleksję. Nie, nie o politykach tym razem. O nas. O wyborcach, a konkretniej o internetowych komentatorach. Zauważyłem, że dzielą się oni w gruncie rzeczy na dwie kategorie: na "koncepcyjnych" i "hasłowych".
Koncepcyjni to ci, którzy, jak nazwa wskazuje, obstają za pewną koncepcją państwa. Mają dość dobrą wizję tego, jak to państwo powinno wyglądać, jak mają działać jego instytucje, w jaki sposób powinno wyglądać ustawodawstwo, ordynacja wyborcza, mechanizmy rządowe i inne tego typu nieistotne szczegóły.
Hasłowi to te tytułowe latawce. Gdzie powieje znanym zawołaniem, tam od razu lecą. Najprymitywniejszym przypadkiem tego rodzaju są wyborcy partii populistycznych, którzy po prostu lecą za hasłami "coś za nic". Takich "haseł-kluczy" jest jednak w naszej polityce dużo, dużo więcej. Dekomunizacja, lustracja, tolerancja, nowoczesność, tradycja, patriotyzm, liberalizm, społeczeństwo otwarte - to wszystko są hasła. Zapatrzona w te hasła widownia nie traci czasu na zastanawianie się, co za tymi hasłami stoi - zamiast tego bezkrytycznie bije brawo temu, kto ze sceny najgłośniej wykrzykuje hasła jej pasujące.
Naiwnością byłoby oczywiście sądzić, że politycy zmienią swój sposób postępowania - po co przecież mieliby wysilać się na wymienianie swoich poglądów, skoro wystarczy powiedzieć "jestem zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny" i taki hasłowiec wie już wszystko na temat opinii pana posła na temat rodziny. Furorę robi ostatnio termin "solidarne państwo", który jest tak abstrakcyjny, że wszystko pod to można podpiąć. Ale brzmi dobrze.
Rola tkwi tutaj, moim zdaniem, po stronie publicystów. Śmieszne jest, jak prawicowi publicyści, którzy częstokroć walczyli z Michnikiem i stosowaną przez niego i ogólnie wielu publicystów GW metodą "słów-kluczy", sami tę metodę zaczęli stosować. Nie wymagam od publicystów nieposiadania poglądów - to byłoby niemożliwe (i bezsensowne). Wymagam od nich nie chodzenia na łatwiznę. Nie zasłaniania braku merytorycznych rozważań takimi "skrótami myślowymi". Jasne, w ten sposób można doczekać się rzeszy wielbicieli, bo "hasłowców" jest więcej i są generalnie bardziej bezrefleksyjni. Takie kółeczko wzajemnej adoracji. Tylko gdzie tu jakakolwiek wartość dodana?
Na zachodzie wśród pracowników dużych korporacji kursuje gierka o wdzięcznej nazwie Bullshit Bingo. W kwadrat 5x5 wpisane są hasła często powtarzające się podczas firmowych zebrań. Kiedy padnie dane hasło, należy je skreślić. Jeżeli w dowolnym momencie ktoś skreśli 5 słów w pionie, w poziomie bądź skosie, wstaje i krzyczy "bullshit!". Może czas zacząć grać w to w Salonie?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)