pwilkin pwilkin
101
BLOG

Wolnoć Tomku w swoim domku

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 7

    Ostatnio na Salonie, przy okazji licznych postów (głównie wypowiedzi Łukasza Warzechy o Erystyce) na nowo odżył temat moderacji wypowiedzi, czy też, jak to chcą niektórzy, internetowej cenzury. Problem warty poruszenia, gdyż osoby go podnoszące z reguły swoimi wypowiedziami demonstrują kompletny brak niezrozumienia problemu wolności słowa i cenzury, zamiast tego wykorzystując internetowy pęd ku wolności w celu usprawiedliwienia każdej pisanej w komentarzach głupoty czy podłości.

    Istotą sporu o cenzurę w internecie jest rozróżnienie między własnością publiczną i prywatną. Czy to się komuś podoba, czy nie, blog jest własnością prywatną. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest publicznie dostępny, stąd częste niezrozumienie problemu. Analogicznie, sklep monopolowy również jest publicznie dostępny, obsługa ma jednak prawo wyrzucić stamtąd dowolnego klienta z dowolnego powodu, gdyż sklep jest wyłączną własnością jego właściciela.

    Cenzura jako taka dotyczy wyłącznie prawa do wypowiedzi na forum publicznym. Ma miejsce wtedy, kiedy państwo lub kontrolowane przez nie instytucje zabraniają obiegu pewnych treści w społeczeństwie. Można także na mniejszą skalę mówić o cenzurze środowiskowej, gdzie wprawdzie w sekowanie niewygodnych treści nie jest wprost zaangażowane państwo, ale pewna grupa wpływu ma możliwość blokowania niewygodnych dla siebie prawd i w ten sposób uniemożliwia szerszej grupie ludzi zapoznanie się z nimi.

    Tego typu zarzuty siłą rzeczy nie mogą dotyczyć serwisów internetowych. Cenzurą byłoby uniemożliwienie internautom dotarcia do pewnych treści (np. poprzez blokadę konta danego użytkownika na wykupionym przez niego serwerze) bądź też uniemożliwienie internautom umieszczania pewnych treści (np. poprzez odcinanie od internetu "nieprawomyślnych"). Należy pamiętać jednak, że każdy serwis internetowy należy wyłącznie do jego właściciela. Nawet, jeśli właściciel udostępnia gościom możliwość interakcji z zawartością serwisu, może w dowolnym momencie to prawo zawiesić lub usunąć.

    Tego typu prawem jest prawo właściciela blogu do kontrolowania tego, co się na owym blogu dzieje. Poprzez decyzję właściciela Salonu24, Igora Janke, autorzy blogów dostali prerogatywy do kasowania dowolnych wpisów pod ich postami. Nie jest to w żadnym wypadku objaw cenzury - nie byłoby nim nawet uniemożliwienie jakiejś osobie wstępu na Salon24 w ogóle. Każdy przecież może założyć własny blog, istnieje dużo darmowych serwisów na to pozwalających, można też wykupić miejsce na płatnym serwerze.

    Wszelkiego rodzaju fora internetowe i inne asynchroniczne formy komunikacji porównuje się zazwyczaj do tablicy ogłoszeń. Właściciel tej tablicy ma prawo zrywać dowolne ogłoszenia bez pytania - nie jest to żadna forma cenzury. Cenzurą byłaby dopiero sytuacja, gdyby do wszystkich właścicieli przyszedł urzędnik państwowy i nakazał im usuwanie wiadomości o określonej treści. Oczywiście - co często bywa źródłem pomyłek - osobą odpowiedzialną za konkretną wiadomość jest nadal jej autor. Nie oznacza to jednak, że ta odpowiedzialność zapewnia nam nienaruszalność - podobnie, jak nie mamy prawa np. żądać wejścia do urzędu tylko z powodu tego, że leży tam złożony przez nas wniosek. Dysponentem bowiem tekstu staje się właściciel serwisu i to do niego należy decyzja o pozostawieniu bądź usunięciu tekstu.

    Symptomatyczne jest to, że najgłośniej o cenzurze krzyczą zazwyczaj ci, którzy mają najmniej do powiedzenia, którzy szczytnymi wartościami próbują zasłonić swój brak argumentów, prymitywizm czy wreszcie zwyczajne chamstwo. Osobom tym proponuję proste rozwiązanie - wykupcie sobie serwer, najlepiej w USA, tam nikt wam strony cenzurować nie będzie, załóżcie sobie forum, nazwijcie je (nomen omen) "wolna amerykanka" i, jak to mawia Owsiak niejaki, "róbta, co chceta". A cudzą własność zostawcie w spokoju i prawo do dysponowania nią zostawcie właścicielowi.

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka