pwilkin pwilkin
46
BLOG

O tej prawdzie, co wyzwala

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 19

No wiadomo, będzie o lustracji. Do tego nic nowego. Lojalnie uprzedzam - jak ktoś na dźwięk słowa "lustracja" dostaje białej gorączki (tudzież biegunki), to niech dalej nie czyta. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Najgorętszym tematem medialnym ostatnich dni (przynajmniej tu w Salonie) była akcja protestu Ewy Milewicz i kilku innych dziennikarzy przeciwko podpisywaniu oświadczeń lustracyjnych. Od razu podniósł się tłum oburzonych głosów - wy tutaj odgrywacie szopkę, a przecież tu chodzi o Prawdę. Tę, która nas wyzwoli.

Otóż nie, drodzy Państwo. Tu nie chodzi o żadną prawdę (ani tym bardziej Prawdę). Owszem, zgodzę się, że o prawdę chodzi w samej idei lustracji. Którą skądinąd popieram - w formie globalnej. Otworzyć teczki, wyrzucić materiały obyczajowe, i niech każdy czyta, do woli. Jeśli chce, może poczytać o sąsiedzie, który wyjeżdżał za granice (teraz już wiadomo, dlaczego, prawda?), o znienawidzonym koledze ze studiów, który robił szybką karierę akademicką (oczywiście dzięki protekcji UB), o irytującym dziennikarzu, który w latach '70 parę razy UBecji chlapnął, co oczywiście walnie przyczyniło się do zamordowania księdza Popiełuszki (to teraz wiemy, co z niego za świnia).

No tak, powiedzą krytycy po przeczytaniu powyższego akapitu, kolejny typowy lewak. Wyśmiać, wykpić, a tam ludzie ginęli a swołocze robiły kariery akademickie kosztem uczciwych ludzi. Nie wątpię. Nie z tego sobie kpię. Kpię z was wszystkich, którzy UBecją będziecie tłumaczyć własne niepowodzenia. Dla których UBeckie papiery będą swoistym świadectwem moralności, tak jak kolor szary bieleje, kiedy zestawić go z plamą czerni. Którzy całą winę za niepowodzenie swoje, swojej rodziny, swojej grupy społecznej, zwalą na UB.

Dlaczego więc, pomimo powyższych kpin, jestem zwolennikiem lustracji? Bo uważam, że ludzie mają prawo do wiedzy. Mają prawo wiedzieć, że ktoś szedł na skróty. Mają prawo wiedzieć, że ktoś miał łatwiejsze życie, bo był świnią. Miał prawo wiedzieć, że ktoś był słaby, naiwny, łatwowierny i robił moralne kompromisy. Ale to, drodzy Państwo, nie jest żadna Prawda. Z akt nie dowiemy się, że ten osobnik odmówił wkopania kolegi ze studiów, z akt nie dowiemy się, że dany nauczyciel akademicki był świetnym wykładowcą, którego studenci uwielbiali. Dowiemy się za to, że w zamian za zgodę na wyjazd np. do uczelni w Niemczech zgodził się podpisać instrukcję wyjazdową i poinformować SB, że podczas wyjazdu towarzystwo wypiło dwie flaszki wódki a Iksiński zrzygał się na dywan. Na co oczywiście głosiciele Prawdy zakrzykną - dla UB nie było informacji nieważnych! Na pewno dzięki temu mogli podejść Iksińskiego, rozpić go, po czym wyciągnąć od niego kompromitujące informacje na Kowalskiego... itp. itd.

Prawda, ze swojej natury, to pełen obraz sytuacji. To wiedza kompletna i obiektywna. Akta SB nie zawierają prawdy. Akta SB zawierają wiedzę. Wiedzę paskudną, kompromitującą i obrzydliwą.

Akta nie są białe. Akta są czarne.

Z tego powodu jestem przeciwnikiem wszelkiego rodzaju deklaracji lustracyjnych. Bo jest to zmuszanie ludzi do określanie się wyłącznie przez pryzmat swoich błędów, swoich świństw, często nawet swoich łajdactw. Człowiek nie jest tożsamy ze swoimi grzechami. Oczywiście, aby stać się lepszym człowiekiem, musimy walczyć ze swoimi słabościami - ale dotyczy to mnie i tylko mnie. Mam szukać belki we własnym oku, nie we wszystkich innych.

Zmuszanie ludzi do generowania oświadczeń lustracyjnych nie służy żaden moralnej poprawie. Służy tylko i wyłącznie poprawieniu sobie samopoczucia przez tę część społeczeństwa, która oświadczeń składać nie musi. Bo oto robimy publiczne widowisko. Oto, proszę państwa, idzie sobie świnia, można w nią porzucać błotem. Od razu czujemy się czystszy od tego, prawda?

Dlatego nie dziwię się, że niektórzy oświadczenia lustracyjnego podpisać nie chcą. Bo całą sytuacja przywodzi mi na myśl obrazek - idzie sobie Dziennikarz ulicą, ma na szyi tabliczkę. Przechodzień może podejść i przeczytać. Podejdzie, przeczyta "nie współpracował", kiwnie głową, pójdzie dalej, być może mamrocząc coś pod nosem o cwaniakach, którzy w porę załatwili sobie likwidację materiałów na swój temat. Przeczyta "współpracował", to jeszcze może w mordę dać, ot tak, żeby sobie poprawić samopoczucie. Nie ma tabliczki - to do więzienia go!

Rozumiem, że niektórzy chcą poczuć się lepsi. To naturalna, ludzka potrzeba. Rozumiem, że niektórzy w tym celu muszą dostać tych "gorszych" na tacy, najlepiej jeszcze pokazanych palcami, a jeszcze lepiej, żeby sami się w ogóle przyznali, że są "gorsi". Ale co ma z tym wspólnego Prawda?

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka