Przeczytałem właśnie uzasadnienie negatywnej decyzji sądu USA w sprawie ekstradycji Edwarda Mazura. Jest to bardzo dobry materiał poglądowy, bo w przeciwieństwie do całego zamieszania z ustawą lustracyjną (wyrok w tej sprawie był niezmiernie skomplikowany, jego ocena wymagała specjalistycznego prawniczego wykształcenia i sporej wiedzy konstytucyjnej) tutaj wymowa uzasadnienia jest jednoznaczna. Jednoznacznie miażdżąca. Pokazuje bardzo jednoznacznie, jak bardzo wzniosłe intencje naszych rządzących, z min. Ziobro na czele, są zestawiane z niebywałą wprost niekompetencją i indolencją, która powoduje, że rozstrzygnięcia wielkich afer nie ma i w najbliższej przyszłości (a na pewno z tą ekipą) nie będzie.
Dlaczego piszę tak ostrą krytykę? Bo mam naprawdę serdecznie dość tej paskudnej cechy zrzucania całej odpowiedzialności na wszystkich poza samym sobą. Zawsze słuchamy o tym, jak to winny jest układ, którego macki sięgają teraz nawet USA, jak to nasi wspaniali śledczy, którzy zebrali tak przekonujący materiał, są torpedowani przez ową wszechpotężną pajęczynę. Bzdura, drodzy państwo. Nic z tych rzeczy. Domyślam się, że 95% (no, taka życzliwa aproksymacja) komentatorów nie przeczyta tego uzasadnienia, a niektórzy będą woleli wierzyć w bajki o układzie. Jeśli ktoś lubi bajki, to polecam jednak wybranie się do kina Shreka 3, na pewno lepszy (i fabularnie, i reżysersko) od The Edward Mazur Story w reż. Zbigniewa Ziobry.
No, ale do rzeczy. Co jest w owym uzasadnieniu? Na początek zimny prysznic dla zwolenników teorii spiskowych, którzy widzą główną przyczynę sukcesu Mazura w przychylnych dla niego zeznaniach Ryszarda Bieszyńskiego. Amerykański sędzia nie pozostawił na tej próbie obrony suchej nitki, zauważając, że po pierwsze, podejrzany jest sam fakt przyjazdu za ocean Bieszyńskiego w celu ochrony Mazura, którego nigdy w życiu nie spotkał, po drugie, że jego zeznania nie wnoszą żadnych informacji do sprawy i sprowadzają się wyłącznie do podważania rządowej wersji. Podsumowując, sędzia Keys uznał te zeznania za kompletnie niewiarygodne i nie mogące wpłynąć na sam wyrok.
Zanim jednak przejdę do analizy, kluczowych dla naszej prokuratury, zeznań Artura Zirajewskiego, kolejny zimny prysznic. Tym razem pokazujący stopień niekompetencji i chaosu panującego w naszej prokuraturze. Można by się spodziewać, że w tak prestiżowej sprawie wszelkie kwestie formalne zostaną dopięte na ostatni guzik i przynajmniej wypełnienie kryteriów formalnych dla ekstradycji nie będzie pozostawiało żadnych wątpliwości. Tymczasem sędzia Keys nie pozostawia suchej nitki na dokumentach przygotowanych przez stronę polską, pokazując, że nie podają one nawet podstawy prawnej do ekstradycji, tzn. konkretnego paragrafu kodeksu karnego, na podstawie którego Mazurowi groziłby ponad rok więzienia za popełnione przestępstwo. Sędzia zaakcentował, że przechodzi mimo tego nad sprawą do porządku dziennego, wierząc w to, że strona polska potrafiłaby uzasadnić ową formalną przesłankę. Jeżeli jednak w chyba najważniejszej prestiżowo dla polskiej prokuratury sprawie występują tak koszmarne luki, to co pomyśleć o innych śledztwach? Strach się bać.
Dalej następuje długa analiza zeznań Zirajewskiego. Sędzia Keys bez problemu wynajduje w owych zeznaniach elementarne sprzeczności, do odnalezienia nawet przez dziecko z podstawówki czytujące powieści Conan-Doyle'a o Sherlocku Holmesie. Pomijając już znów żenujące błędy formalne (jedno przesłuchanie miało rozpocząć się 9 kwietnia 2002 roku, a skończyć... 9 marca, czyli miesiąc wcześniej), fundamentalne zeznanie Zirajewskiego o spotkaniu w Hotelu Marina występuje w kilku różnych, kompletnie nie zgadzających się co do faktów wersjach. Ponadto sędzia akcentuje fakt, że Zirajewski ma poważne motywy, by kłamać, a nawet sam przyznaje się do tego, że próbuje wynaleźć dowody winy Mazura, aby skrócić sobie wyrok. Niemal retoryczne pytanie zadaje sędzia na koniec uzasadnienia - jak to się mogło stać, że polska prokuratura tak mocno chwyciła się wszelkich, nawet najbardziej wątpliwych rewelacji Zirajewskiego o związku Mazura ze śmiercią Papały, ignorując elementarne sprzeczności w zeznaniach? Cóż, nam zza oceanu chyba łatwiej na to pytanie odpowiedzieć...
Perełką jest jednak przykład przytoczonych zeznań innego świadka, Marcina Puczyńskiego, który zadecydował zresztą o tytule mojego posta, pokazuje zatrważający wprost sposób argumentacji polskiej prokuratury. Przebiega on jakoś po tej linii: Mazur miał styczność z niejakim Kanigowskim, Kanigowski był zamieszany w jakąś operację pozbywania się "rzeczy Papały", ergo - Mazur jest zamieszany w morderstwo. Do tego jeszcze argument, że Mazur miał kontakty ze Skotarczakiem. Jak zauważył sędzia Keys - to wszystko nie stawia Mazura w szczególnie pozytywnym świetle, ale w żaden sposób nie uprawdopodobnia tezy o zleceniu zabójstwa - w zeznaniach kluczowego świadka, Zirajewskiego, postać Kanigowskiego nie pojawia się ani razu, brak jakiegokolwiek powiązania dziwnych zachowań Kanigowskiego z Mazurem (uwagi Puczyńskiego dotyczą wyłącznie istnienia jakichś kontaktów Mazura z Kanigowskim, a nie jakiegokolwiek, choćby najbardziej przelotnego kontaktu obu panów w okresie śmierci gen. Papały).
Z wszystkiego tego wyłania się przerażający obraz materiału dowodowego, którego główną siłą była chyba wiara min. Ziobry w słuszność swojej misji. Tylko że, jak mówi znane przysłowie, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Dobre chęci to za mało. Potrzebne są dowody, konkrety, argumenty. Tych jak nie było, tak nie ma. Za to są bajki o układzie. Jeśli chodzi jednak o bajki, ja konsekwentnie obstaję przy Shreku. W polityce wolę jednak twarde fakty.


Komentarze
Pokaż komentarze (73)