0 obserwujących
12 notek
28k odsłon
  1921   0

"Bóg Urojony" Częsć II.

MOJA SUBIEKTYWNA KRYTYKA "BOGA UROJONEGO"

Książce można stawiać dwa rodzaje zarzutów: pierwszy rodzaj zarzutu tyczy się tego, co zostało napisane, a zostać napisane nie powinno (bo jest błędne, nieprzekonywujące, zbędne itp.); drugi rodzaj zarzutu tyczy się tego, co powinno zostać napisane, lecz napisane nie zostało. Niżej wyliczę część zarzutów, które akurat w tej chwili przychodzą mi do głowy (od razu zaznaczając, do której kategorii dany zarzut należy).

 

Do tego, co Dawkins pisał na temat nieomylności papieża, kolega Wyrus przyczepił się z dziką furią [17], stąd czuję się zobowiązany odnieść także do tej błahej kwestii. W samym "Bogu urojonym" o papieskiej nieomylności Dawkins wspomina tylko raz, w przypisie na stronie 478. Naigrywa się tam ze zmiany stanowiska Kościoła w sprawie tzw. "limbus puerorum" (o tej wzmiance jednak Wyrus nie wiedział). Ponownie o nieomylności papieża Dawkins wspomniał w wywiadzie udzielonym "Przekrojowi" [3], w którym krytykuje rzymskich katolików, którzy - wbrew stanowisku papieża - ośmielają się kwestionować prawdziwość teorii ewolucji.

O ile dobrze rozumiem ów "dogmat o nieomylności papieża", to papieska nieomylność nie jest permanentna i obowiązuje jedynie wtedy, gdy papież wypowiada się w trybie ex cathedra i to jedynie odnośnie wiary i moralności. Zdaje się, że nigdy żaden papież nie wypowiadał się z ową klauzulą nieomylności ani w kwestii dziecięcej otchłani ani w kwestii teorii ewolucji. Tak więc w tym miejscu Dawkins najwyraźniej zgrzeszył teologiczną ignorancja.

Tak czy inaczej, moim zdaniem jest to błąd tak błahy, że robienie z jego powodu takiej awantury, jaką robi Wyrus, to gruba przesada i zwykłe szukanie dziury w całym.

 

  • Nie powinno: Darwinocentryzm.

Dawkins wielokrotnie podkreślał - i to nie tylko w "Bogu urojonym" - że genialna teoria Karola Darwina wbiła ostatni gwóźdź do trumny religii. Rozumiem, że w ten sposób odnosił się do nurtu apologetyki wywodzącego się z tzw. "teologii naturalnej", która próbowała wywodzić istnienie Boga z istnienia organizmów żywych, zbyt skomplikowanych, by mogły powstać w inny sposób, niż w wyniku inteligentnego projektu. [Współczesnym kontynuatorem teologii naturalnej jest kreacjonistyczna pseudonauka.]

Uważam, że argumentacja teologów naturalnych jest bardzo naiwna, nawet jak na apologetykę. A co za tym idzie - naiwna jest też kontra Dawkinsa, która ujawnia to samo rozumowanie, lecz "z przeciwnym znakiem". Zachwyt nad "złożonością" organizmów żywych wydaje mi się zupełnie nieuzasadniony, gdyż ów zachwyt powinien dotyczyć raczej całego Wszechświata, Wszechświata czyli czasoprzestrzeni, materio-energii i "praw" nimi rządzących, Wszechświata, którego elementem są owe "złożone" organizmy żywe. I zachwyt ów by się Wszechświatowi należał, bez względu na to, czy istniałoby w nim "złożone" życie, czy też nie - bo czymże jest istnienie nawet najbardziej zachwycającej struktury biologicznej (ręki, oka, bakteryjnego flagellum...) wobec istnienia jako takiego? I czy to, nad czym powinno się zachwycać to rzeczywiście jakaś "złożoność"? "Złożoność" jest pojęciem względnym, tj. mającym sens tylko wtedy, gdy mamy możliwość porównania ze sobą różnych bytów należących do tej samej kategorii, różniących się stopniem owej złożoności. Jednak w przypadku Wszechświata nie mamy jego "złożoności" z czym porównać, gdyż jest on jedynym znanym nam uniwersum [oczywiście, możemy wyobrażać sobie inne warianty Wszechświata, skonstruowane na bazie hipotetycznych "praw" jakoś tam podobnych, do tych obowiązujących w naszym, realnym wszechświecie: np. "prosty" wszechświat "wypełniony" wyłącznie próżnią lub jednorodnie rozmieszczonym gazem wodorowym, albo wszechświat jako gęsta i jednorodna kulka subatomowych rozmiarów czy dwuwymiarowa "kraina płaszczaków"; jednak ograniczenia naszego umysłu chyba nie pozwalają na wyobrażenie sobie wszechświatów bardziej "złożonych" od naszego, ani rządzonych zupełnie innymi "prawami"; nie wiemy też, czy owe imaginacje w ogóle mogłyby zaistnieć realnie - wszak niewykluczone, że nasz Wszechświat jest z jakichś powodów jedynym możliwym...]. Tak więc nie ma sensu mówić o stopniu "złożoności" Wszechświata, podobnie jak nie ma sensu mówić o stopniu jego "piękna", "fajności" czy "pluszowości"... Wszechświat - i wszelkie byty wchodzące w jego skład - jest jaki jest, ale oceniać go nie możemy, gdyż żadnego kryterium ocen wszechświatów nie posiadamy.

Dzięki Darwinowi wiemy w jaki sposób mogą we Wszechświecie powstawać pewne byty bardziej "złożone" od innych bytów porównywalnych rozmiarów (trudno porównywać stopień złożoności np. bakterii i supergromady galaktyk...). Ale to wszystko dzieje się w ramach tego Wszechświata, zdefiniowane jego - "złożonymi" czy nie?, cholera wie - "prawami". Dawkins pisał (bodajże w "Ślepym zegarmistrzu"), że przed Darwinem i jego wiekopomnym odkryciem, wiara w istnienie jakiegoś Kreatora była nawet uzasadniona, gdyż trudno było w inny sposób wyjaśnić "złożoność" obserwowanego życia biologicznego. Pomijając nawet, że byłoby to myślenie typu "bóg zapchajdziura", które sam Dawkins tak bardzo krytykuje, to przecież nietrudno zauważyć, że teoria Darwina nijak ma się do problemu powstania Wszechświata, jego "złożoności" i fizyko-chemicznych właściwości umożliwiających powstanie życia i zajście biologicznej ewolucji. Jeśliby nawet życia we Wszechświecie nie było, to i tak niezbędne byłoby wyjaśnienie, jak powstał ów martwy wszechświat (abstrahując od tego, że - z definicji - nie byłoby komu się nad tym zastanawiać...). Tak więc ani "złożoność" życia nie dowodzi istnienia Boga zapchajdziury, jak chcieliby teolodzy naturalni (i współcześni kreacjoniści), ani teoria ewolucji nie usuwa dziur w naszym poznaniu, w które apologeci mogliby próbować upychać swojego Boga...

Lubię to! Skomentuj107 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale