1 obserwujący
42 notki
13k odsłon
366 odsłon

Nudna gra?

Wykop Skomentuj4

 

Wiele osób uważa, że krykiet to nudna, a nawet przeraźliwie nudna gra, w której na dodatek nie wiadomo, o co chodzi. Jeden rzuca piłkę, drugi stara się wybić ją kijem, po czym wraz z tym drugim z kijem biegają w tę i we w tę. Reszta, rozstawiona na dużym boisku niemrawo biega za piłką (o ile temu z kijem uda się ją tam wybić) i rzuca ją na środek; wówczas ci z kijami przestają biegać. Czasem się zdarzy, że ten, który rzuca, rozbije bramkę z palików, która jest za tym z kijem.

 I faktycznie; o to w największym uproszczeniu chodzi. Rzucający powinien tak posłać piłkę, by ominąć tego z kijem i rozbić bramkę; wówczas ten z kijem schodzi z boiska. Pojawia się na nim następny. Można też rzucić tak, by tamtemu udało się zagrodzić drogę piłki do bramki z palików. A niech tam sobie uderzy tę piłkę, soczyście; piłka niech leci w powietrzu, ale nie za szybko i nie za daleko; najlepiej tak, żeby wpadła wprost do rąk któremuś z tych, którzy są rozstawieni na boisku. Wówczas wybijający też schodzi. A co oznaczają kolejne wykluczenia? O tym było tu.

 Z drugiej strony celem wybijających jest przede wszystkim nie dopuścić do rozbicia bramek z patyków, a zarazem zdobyć jak najwięcej punktów: poprzez bieganie pomiędzy bramkami, bądź wybijanie piłek za 6 pkt (piłka wychodzi poza boisko bez kontaktu z ziemią) lub za 4 pkt (piłka wychodzi poza boisko albo po ziemi albo po zetknięciu z nią). 

 Jak się więc okazuje, wcale nie jest to takie skomplikowane. A czy nudne? Nic bardziej mylnego. Oba rozegrane w miniony weekend mecze mistrzostw świata w krykiecie pokazały dobitnie, że ćwierć populacji ludzkości (lekko licząc), która nie widzi świata poza krykietem, ma wiele racji.

Mecz

Szczególnych emocji dostarczyła niedzielna konfrontacja w grupie B między Indiami i Anglią. Jeśli się uda, to poniżej będzie jeszcze o meczu dobrych znajomych czyli Sri Lanki i Pakistanu. Jeśli nie, będzie w kolejnym odcinku.

 Osoby, które zaglądają do brytyjskich mediów bądź w mediach pracują z pewnością nie mogły się w niedzielne późne popołudnie i wieczór wręcz opędzić od meldunków z Bangaluru, bo to, co się tam wydarzyło było wręcz niezwykłe, ale po kolei:

 Indie wygrały losowanie i zdecydowały, że jako pierwsze będą zdobywać punkty. I już w pierwszej parze na pitchu czyli tym pasie gołej ziemi pojawia się żyjąca legenda nie tylko indyjskiego, ale i światowego krykieta – Saćin Tendulkar. Ubóstwiany w Indiach rekordzista wszechczasów gdy idzie o liczbę zdobytych punktów. Pisałem o nim tu.

 Jego partner, Wirendr Sehwag wytrwał niemal do końca 8. serii, Saćin, jak na bohatera przystało, trwał na posterunku i zdobył w sumie 120 punktów (zszedł w 39. serii). Każdorazowe przekroczenie 100 punktów w jednym meczu jest wydarzeniem zasługującym na uwagę, a gdy się okaże, że w swej karierze Tendulkar zdobył ich już (tylko w meczach jednodniowych, a w takiej formule rozgrywa się mistrzostwa świata) 17777, nie można się dziwić, że na przejażdżki po Bombaju swoim pięknym Ferrari, które dostał od włoskiego producenta, wybiera się tylko nocą, bo w dzień nie tysiące, a miliony już nie kibiców, ale często wręcz wyznawców, nie pozwoliły by mu przejechać nawet 100 metrów.

 W dalszej części Indie wciąż świetnie punktowały, nie pozwalając na kolejne wykluczenia (na 5 serii do końca meczu mieli 292 punkty i tylko 3 wyautowanych). Ostatnie 5 overów to już jednak wyraźne rozprężenie. W serii 46. obok szóstki i czwórki kapitana Mahendry Singh Dhoniego również wykluczenie Juwradźa Sinha; w następnej schodzi Dhoni; w 48. – znów szóstka i czwórka, ale w kolejnej aż 3 zawodnicy wyautowani. Anglicy mają jeszcze 6 piłek; Indusom został tylko 1 zawodnik, by dotrwać do końca ostatniej serii. W 4. piłce – aut; w kolejnej też i na 1 piłkę do zakończenia tej części Indie nie mają już kim grać – zdobyli 338 punktów.

II połowa

Przerwa; zaczynają Anglicy, którzy w pierwszym meczu z wielkim trudem uporali się z Holandią. Tu też w pierwszej parze same znakomitości: Kevin Pietersen i Andrew Strauss. Ten drugi, wielce nieobliczalny, dokooptowany do składu niemal w ostatniej chwili. Po tym meczu okazało się, że jego nieobecność na mistrzostwach w Azji Pd. byłaby niepowetowaną stratą. Gra jak z nut, a przede wszystkim punktuje. Anglicy tracą Pietersena w 10. serii, jego zmiennik Jonathan Trott schodzi w 17., a na pitchu rządzą od tej chwili Strauss oraz Ian Bell.

 Wydawało się, że mimo rozprężenia w końcówce dorobek Indii jest na tyle duży, iż Anglikom nie uda się go poprawić. Nie tylko mnie się tak wydawało; na różnych forach w trakcie meczu kibice z Anglii w niewybredny sposób dawali wyraz temu, co myślą o swoim zespole. „Jedyne w czym jesteśmy dobrzy, to darts” – pisał jeden internauta, „i chyba wioślarstwo” dodawał inny.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport