1 obserwujący
43 notki
14k odsłon
  384   0

Nudna gra?

 Im dłużej jednak na boisku przebywał Strauss, im więcej zdobywał punktów, nastroje wśród kibiców coraz bardziej się zmieniały. Po 20. serii Anglia miała o 23 pkt więcej od dorobku Indii po upływie takiej liczby overów. Po 30. – Anglicy byli lepsi o 15, a w 40. to już było 25 punktów na korzyć Anglii.

 

Przed Indiami rysowały się 2-3 scenariusze: albo szybko wyautują Straussa i wówczas kolejni, zanim zdążą się przyzwyczaić, złapać rytm, też wylecą, albo polowanie na Straussa nie powiedzie się. Mogło też być i tak, że kolejni Anglicy uskrzydleni grą kolegi nawet po jego zejściu szybko „wejdą w jego buty”. Na szczęście dla Indii sprawdził się pierwszy scenariusz; choć nie do końca.

 

Rozpoczyna się 43. seria, polowanie na Straussa trwa w najlepsze; przewaga Anglii wynosi 18 punktów. Piłki rzuca Zaheer Khan; ten, który tak niefrasobliwie poczynał sobie w końcówce pierwszej części. Czwartą piłkę wybija Bell, bezpośrednio z powietrza łapią ją Virat Kohli i Anglik musi zejść. Jego miejsce zajmuje Matthew Prior, ale przede wszystkim teraz odbierać będzie Strauss. Kolejny raz rzuca Khan i wreszcie jest! Indusi rzucają się sobie w objęcia, a wypełniony po brzegi 40-tysięczny stadion w Bangalurze przeszywa ryk. Choć trybuny milkną jeszcze na chwilę; bo sędziowie nie mają pewności.

 

Przyczyna, dla której Strauss ma zejść to – wywołujący najwięcej kontrowersji w krykiecie – przepis lbw, czyli leg before wicket. Analiza zapisu telewizyjnego nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości; Strauss schodzi; Indie szaleją. Po zakończeniu tej serii do zakończenia pozostaje jeszcze 7 overów, a Anglia ma 281 punktów, do zwycięstwa brakuje 58.

 

Straussa zmienia „dobry duch” i często wybawiciel angielskiego zespołu, Paul Colingwood. W 44. serii Anglicy zdobywają tylko punkt; Kolejna, i znów rzuca Zaheer Khan i…; tak! schodzi Colingwood! W następnej kolejny aut, a potem był jeszcze jeden. Po 48 seriach, na dwie do końca – Anglia ma jeszcze w odwodzie kilku zawodników, ale z 12 piłek musi zdobyć 29 punktów. Trudne zadanie, ale wykonalne.

 

U Anglików wybijają Swann i Bresnan; rzuca Chawla. Pierwsza piłka – bez punktu; kolejna – sześć po zagraniu Swanna; trzecia – 1 punkt; czwarta – 2 punkty, piąta – Bresnan za 6 i ostatnia – Bresnan wyautowany. Z jednej strony Anglia traci ósmego zawodnika; jeszcze dwaj i będzie po meczu; z drugiej tylko w tej serii zdobywa 15 punktów i przed ostatnimi 6 piłkami traci 13 punktów, by wyrównać dorobek Indii.

 

Ostatni over, rzuca Patel, do Swanna dołączył Shahzad: pierwsza piłka – za 2 punkty (dwa razy przebiegli się między bramkami), druga – za punkt; trzecia – Shahzad wybija za 6; stadion zamiera, Anglicy studzą emocje; kapitan drużyny Indii bierze na stronę Patela. 3 piłki do końca i Anglikom brakuje tylko 5 punktów, by wygrać. Czwarta piłka – świetnie rzucona, ale nie łapie jej wicket-keeper i tzw. bye – 1 punkt dla Anglii; piąta – wybija Swann i dwa razy przebiegają się z Shahzadem; ostatnia piłka – punkt dla Anglików i remis; po 338.

 

A co by było, gdyby w pierwszej części Indie dotrwały do końca i w tej ostatniej piłce zdobyły punkt? Można gdybać w nieskończoność. Mecz był niezwykły; Andrew Strauss zdobył aż 158 punktów i został rekordzistą jeśli chodzi o dorobek pojedynczego zawodnika w historii występów reprezentacji Anglii w MŚ w krykiecie; po raz 4. w historii mecz turnieju finałowego (a są to 10. mistrzostwa) kończy się remisem.

 

Uff: czy ktoś ma jeszcze siły na Sri Lankę i Pakistan? Tam z kolei grał najlepszy rzucający wszechczasów. O tym jednak wkrótce.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport