rab bożyj rab bożyj
259
BLOG

Obadwaście lepsi. Wyznanie niewiary z morałem

rab bożyj rab bożyj Polityka Obserwuj notkę 3

    Przyczyną, dla ktorej postanowiłem założyć bloga na Salonie nie była bynajmniej chęć komentowania meandrów bieżącej polityki, tym zajmują się tu od dawna lepsi ode mnie. Dlatego też pierwszy wpis miał dotyczyć wydarzeń historycznych - a właściwie ich nowej, dość zaskakującej interpretacji, ale lektura wielu internetowych, w tym także salonowych tekstów sprawiła, że pozwoliłem sobie raz wejść na grząski grunt polityczego komentarza. Raz, "i więcy tam nie łaża".
    Jak to napisał w swoim blogu Godziemba "plotki były jedynym sposobem wyrażania własnych myśli w totalitarnym państwie zdominowanym przez wszechobecną propagandę". Propagandy u nas nie ma, państwa totalitarnego takoż, ale na wszelki wypadek, dla wprawy, trochę tu poplotkuję, opowiadając co mi po głowie chodzi i co słyszałem w kolejce. Do lekarza, albo do pociągu.

    Praprzyczyną wymienionych wyżej tekstów był zadziwiający rozdźwięk między wypowiedziami dwóch panów, rządzących naszą Rzecząpospolitą - jak do tej pory - z podziwu godną, bratnią jednomyślnością. Poszło o jeden zagraniczy raport i jeden krajowy akt prawny. Ten dwugłos był tak niespodziewany, że skłonił wielu ludzi rozsądnych a niedoinformowanych do dywagacji o rozejściu się dróg tych dwóch panów, "walce buldogów pod dywanem", najśmielsi nie wahali się nawet spekulować, że to sam dziedzic Pruski posprzeczał się z dziedzicem Ruskim, więc teraz ludzie służebni jednego i drugiego dworu będą się okładać kijami na widoku gawiedzi.

   Otóż chcę powiedzieć, że w taki rozwój sytuacji nie wierzę. Po pierwsze, dlatego, że obaj panowie powiedzieli to, czego można się było po nich spodziewać: Wirakocza (dla przypomnienia : jasnowłosy mąż, przybyły od strony morza, z misją szerzenia miłości i rozumu wśród barbarzyńców hołdujących ponurym bóstwom) - że za żadne swoje dotychczasowe czyny i słowa odpowiedzialności nie ponosi i każdy dzień zaczyna z nowym poglądem na dowolną sprawę, zaś nasz swojski, rubaszny i przaśny myśliweczek (co tu wyjaśniać...) - że konsekwentnie mówi co myśli i trzyma się raz obranego sposobu postępowania, pozostając wiernym starym przyjaźniom.
    
    Po drugie: rozpoczęcie jakiegokolwiek sporu z Rosjanami o nieprawidłowości w smoleńskim śledztwie, jest w tej chwili dla polskiego rządu niemożliwe. Polska administracja, rządowa, że tak powiem, tak zawzięcie walczyła ze ś.p. prezydentem Kaczyńskim o kwestie prestiżowe, krzesła, i przede wszystkim - udostępnienie samolotu, że Rosjanie mogą w tri miga zmontować i sprzedać do emisji za granicami polską wersję "Chrzestnego Baćki" w której całą winą za masakrę prezydenckiej pielgrzymki obarczą politycznych przeciwników Zmarłego, wykazując punkt po punkcie wszystkie ich zaniedbania i złośliwości.
    
    Po trzecie: od chwili katastrofy w Smoleńsku, mamy do czynienia ze zgranym, jednogłośnym przekazem różnych mediów, usiłującym kształtować tak postawy jak i nastroje społeczeństwa, a przede wszystkim - zapewnić jego bierność wobec zachodzących wydarzeń. Nic nie wskazuje na to, żeby ten chór miał zamilknąć i żeby zaczęto przekazywać społeczeństwu co innego niż następne dawki środków nasennych.
    A że zestaw sprzeczności zafundowany nam przez Rosjan może najbardziej odpornych na wiedzę obudzić z letargu, wypadałoby, żeby ktoś z naszej "wierchuszki" nareszcie się zbuntował. Myśliwy, polityk wyciągnięty za uszy z kapelusza, a następnie "wysunięty z ramienia na czoło" nadaje się do walenia w pięścią w stół znacznie mniej, niż Wirakocza, co usilnym staraniem wyrobił sobie markę zawodnika typu "te diochle, popamiętosz", więc wiadomo, kto będzie łagodził i przepraszał, a kto - krzyczał i świecił lampą w oczy.
    Od czasu śmierci nieomylnego Stalina, władza zawsze starała się zapewnić naszemu społeczeństwu godziwy wybór. Mieliśmy do wyboru puławian i natolińczyków, "chamów" i "żydów" (chociaż tym "żydom" też raczej Lajbuś Jadłowker albo Urke Nachalnik z oczu patrzył, niż Einstein czy Rubinstein), Gomółkę i Moczara, Gierka i Szlachcica. Nawet kiedy "junta juje" (powinno chyba być "junta juye") wzięła za pysk tak naród, jak i wiernych towarzyszy, próbowano robić partyjną opozycję z siepaczy porywających i maltretujących bł. księdza Popiełuszkę, czy z "Organizacji Anty-Solidarność". Być może, zapatrzona w dobre wzorce dzisiejsza władza chce nam zapewnić taki sam pluralizm w jedynie słusznym nurcie politycznym, żeby się nam za bardzo nie nudziło i było o czym plotkować.

    Po czwarte: o przyszłości Polski nie zadecydowało to, co stało się 10 kwietna za naszą wschodnią granicą, ale to, co stało się za granicą zachodnią. A raczej to, że nie stało się nic. Żadnej reakcji, tak ze strony NATO, jak i unijnej administracji, tak zawsze zainteresowanej wpływem na politykę zewnętrzną i wewnętrzną państw członkowskich. Zresztą Niemcy nie raz dawali odczuć, że uważają braci Kaczyńskich za przeszkodę w swojej polityce wschodniej i przewrót jaki się dokonał na szczytach polskiej władzy po nieszczęsnej niedzieli nie budził ich zastrzeżeń. A niemiecka polityka wschodnia nie budziła i nie budzi zastrzeżeń, ani myśliwego, ani peruwiańskiego bożyszcza.
     
    Jak widać, w całej tej niespodziewanej polifonii kryje się harmonia. I nie należy spodziewać się końca przedstawienia,  jeśli nawet ostatniemu z trzech tenorów niespodziewanie, w jednym czy drugim sondażu spadło poparcie. Ot, najwyżej na scenę wyjdzie nowy śpiewak, który pociągnie dalej starą partię. Najlepiej taki, który jeszcze nie opatrzył się publice. A jeśli i to nie pomoże, wymieni się orkiestrę, nowy skład siądzie na tych samych stołkach i na tych samych skrzypcach zagra ten sam chocholi taniec. Przedstawienie musi trwać, nie na darmo dyrygują najlepsi zagraniczni dyrygenci.
    Niewiarygodne? Przecież już kiedyś przeżyliśmy podobną sytuację. Kiedy SLD,  skompromitowana długoletnimi, nieudolnymi rządami i aferą Rywina, straciła poparcie społeczne i znaczącą pozycję w parlamencie, nagle jej rolę przejęła - do tej pory opozycyjna wobec postkomunistów - prawicowa Platforma Obywatelska, najpierw stając się wobec rządzącego PiS-u bezwzględną, agresywną opozycją, a następnie, po wygranych wyborach, kierując państwo na tory wewnętrznej i zewnętrznej polityki, którą od tej SLD-owskiej różnią tylko założenia teoretyczne i propagandowe hasła. Ba, w rusofilii, czczeniu PRL-owskich bonzów i stosowaniu zarządzania "made by Belarus" Platformersi posunęli się znacznie dalej, niż kiedykolwiek ośmielili się posunąć starzy towarzysze z  Sojuszu. Którzy zresztą, zwolnieni z ciężkiego obowiązku rządzenia, zachowują przecież cały czas swoje majątki i wpływy w "terenie". Polska scena polityczna jest na tyle obszerna, że jeszcze nie raz uda się "Układowi" zmontować na poczekaniu taką partię - lokomotywę, która  - gdy z poprzedniej ujdzie już cała para - pociągnie nasz kraj w dawno wyznaczonym kierunku.

      Wyliczylem państwu wszystkie przyczyny mojej niewiary w konflikt w obozie władzy. Sami zdecydujecie, co z tych  plotek wyśmiać, a co powtórzyć - w pracy, nad kawą, czy w kolejce. Do lekarza, albo do pociągu. Pozostaje mi się tylko uprzejmie się pożegnać.

      Słucham? A, morał?
Morał: "Kto owym pociągiem jedzie...
              niech sobie zmówi paciórek."

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka