Wydawałoby się, że po rozpadzie PiS prezes Kaczyński przestanie się liczyć. Mimo to, on sam i jego posunięcia wywołują nadal szeroki oddźwięk, głównie w postaci niepohamowanej krytyki. Określany jest jako polityk niewybieralny, człowiek niereformowalny, szef nie panujący nad własną ekipą, starszy pan, żyjący w rozbracie z rzeczywistością. Aż dziw, że tak liczne grono autorytetów i zwykłych dobiegaczy do pieniędzy i sławy poświęca czas walce z takim cieniem.
Przypomina mi się historia z czasów wojny w Wietnamie. Żołnierzom z garnizonu pewnej amerykańskiej bazy, wyrządzał wielkie szkody wietnamski snajper. Dzień w dzień ktoś od jego kul ginął, albo zostawał kaleką. Strzelec ten był w dodatku fachowcem w sztuce kamuflażu, zawodowi snajperzy Marines nie potrafili ani razu oddać do niego celnego strzału i tylko ich wielkie doświadczenie ocalio ich przed śmiercią z ręki Wietnamczyka. W końcu zawodowcy odwiesili honor na kołek i najstarszy z nich wybrał się wieczorem do bunkra moździerzystów. Następnego dnia strzelcy wyborowi rozpoczęli znowu swoje śmiertelne podchody. Ale, gdy tylko wietnamski as strzelił, w kierunku z którego nadleciała kula, pomknął grad ciężkich stumilimetrowych, odłamkowych min. Moździerze orały dżunglę kilkanaście minut, a gdy umilkły, zapadła cisza. I cisza trwała do wieczora, potem drugi dzień, potem trzeci.
Jakiś tydzień później w okolicach bazy pojawił się nowy snajper. Żołnierze szybko przezwali go "dzięciołem"; Wietnamczyk pukał i pukał, trafiając od święta, a i to zazwyczaj niegroźnie. Dowódca bazy wezwał do siebie snajperską sekcję, aby nakazać jej likwidację wrogiego strzelca. Gdy omawiał ze snajperami zadanie, niespodziewanie przerwał mu wywody sierżant - magazynier: " Sir, to nie jest dobry pomysł. Jeśli zabijemy tego dzięcioła, oni przyślą tu kogoś, kto umie strzelać."
No właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)