Zaczynał się rok 1942. Już trzeci rok miało trwać "niemieckie dzieło odbudowy" na terenach "zjednoczonej Europy", spustoszonej wojną, wywołaną przez awanturnicze poczynania anglosaskich podżegaczy i ich nieodpowiedzialnych, nadwiślańskich klientów. Ludność Generalnej Guberni niechętnie i z niezrozumieniem przyjmowała nowy porządek prawny. Nie podobały jej się oparte na naukowych podstawach rozporządzenia rasowe, zaś nowoczesny duch niemieckich praw - rządów siły, opartych na Darwinie i Nietzschem - drażnił i przerażał umysły nasiąknięte zaściankowym katolicyzmem, z jego troską o ubogich, chorych i słabych. Powszechnie sabotowano zarządzenia w sprawach ekonomicznych, nie bacząc, że postawą ich wydania była jedynie konieczność uzdrowienia wstrząśniętej wojną gospodarki. Anarchistyczni i samolubni Polacy uchylali się od wyjazdów na roboty do Rzeszy, przedkładając niepewny los ludzi poza prawem nad stabilne życie o pełnej misce . Kwitła nielegalna produkcja żywności, oraz pokątny handel nią, odbywające się w urągających poczuciu higieny warunkach sanitarnych, tylko dlatego, że urzędowo ustalone przydziały żywności Polacy uznali za nie pokrywające potrzeb energetycznych ludzkiego organizmu.
Było jasne, że w niemieckich planach budowy nowego ładu Polacy będą tylko wprowadzać opóźnienia i zamieszanie, obciążając ekonomię i administrację Rzeszy, a w przeciwieństwie do np., Francuzów nie nadają się do tego, by we współpracy z organami niemieckimi dbać o porządek prawny na zamieszkiwanym przez siebie obszarze, a jedynym sposobem wymuszenia posłuch są drakońskie kary, orzekane tak wobec zwykłych obywateli, jak też urzędników i policjantów podległych administracji Rzeszy. Mimo to, obiektywne trudności państwa, zaangażowanego jednocześnie w rozciąganie właściwego ustroju społecznego na północną Afrykę, oraz zwalczanie zbrodniczej, terroryzującej własnych obywateli dyktatury, na obszarach bliskiego, rosyjskiego Wschodu, powodowały, że na terenach polsko- i góralskojęzycznych trzeba było posługiwać się organami szczątkowej państwowości polskiej, co miało i tę zaletę, ze część ludności przeciwnika musiała zwalczać się wzajemnie w imię niemieckich interesów.
Między innymi, polską policję, tzw. "granatową" skierowano do pilnowania granic gett, oraz wyłapywania Żydów ochrzczonych, mieszkających do tej pory w dzielnicach, określanych przez administrację niemiecką jako "aryjskie". I wtedy doszło do wypadku, będącego osią tej notki.
Na terenie miasta Warszawy, nieznany z nazwiska sierżant Policji Państwowej, został wysłany z zadaniem aresztowania Żyda, nazwiskiem Baugart. Funcjonariusz ten udał się na teren swego rewiru, gdzie zatrzymał, a następnie doprowadził i osadził w areszcie Niemca, legitymującego się dokumentami na nazwisko Baumgarten.
Herr Baumgarten został zwolniony z aresztu następnego dnia, po interwencji funkcjonariuszy niemieckich, kontrolujących pracę PP.
Przełożony warszawskiej policji, zobligowany przez Niemców do przykładnego ukarania niesumiennego funkcjonariusza, podjął się sprawy w sposób wyjątkowo służbisty. Podczas odprawy oficerów z warszawskich komisariatów opisał szczegółowo cały wypadek, wymieniając winowajcę z imienia i nazwiska, po czym zakończył przemowę konkluzją: 'Zwracam uwagę panów na nieporządek w pracy podległych wam posterunków."
Nie wiem, niestety, czy udało się ocalić życie pana Baugarta. Na pewno udało się je przedłużyć i dać mu jeszcze jedną szansę.
916
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (33)