Z zapartym tchem podziwiam występy naszej władzy na międzynarodowej arenie. Te finansowe akrobacje bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, te słowne galopady, ta zapierająca dech w piersiach żonglerka pojęciami i tematami! Te wyciągane z kapelusza sensacje i "umowy handlowe"! No i te lwy salonów i tygrysy mediów, przeskakujące ze stołka na stołek i karnie otwierające paszcze na jedno skinienie ręki...
Wydawałoby się, że publiczność która płaci za bilety na takie przedstawienie, powinna wyć z zachywtu na całe gardło. Ale, co dziwne, na widowni cisza, i to cisza w tych sektorach, w których jeszcze niedawno wrzał ruch i hałas.
Jeśli się dobrze przyjrzeć, z widowni zniknęła bardzo aktywna pani.
Zaginęła gdzieś Eryka S. Tak, TA Eryka, "wypędzona" z cudzego mieszkania, z miejscowości nigdy nie należącej do państwa, którego była obywatelką. Z miejscowości, którą pięć lat wcześniej koledzy jej taty "zdobyli" dla III Rzeszy. Dziwne i złowieszcze jest milczenie tej pani, tak dotąd głośnej i wszechobecnej na politycznych salonach, oraz w mass-mediach. Osoby tak zdeterminowanej i skutecznej, że jako pierwsza przedstawicielka ziomalstwa (czy może ziomkostwa, te nowomodne terminy sprawiają mi trudność) została przez czołowych niemieckich polityków uznana za partnera do rozmów i projektów.
W ogóle, od czasu, kiedy ogłoszono kryzys powszechny i ratowanie strefy Euro, ze wszystkich mediów zniknęło całkowicie Powiernictwo Pruskie. Zaczynam się obawiać, że może organizacja ta uległa rozwiązaniu, ze względu na powszechne kłopoty finansowe.
Bo chyba nie sądzicie Państwo, że rozwiązała się... po osiągnięciu wszystkich statutowych celów?!
Nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę. Bo chociaż pakt stabilizacyjny jeszcze nie został podpisany, to zawsze może być tak, że sprawę przelania rezerw dewizowych, albo wypuszczenia obligacji dłużnych, opartych na wartości gruntów czy innych nieruchomości załatwiono przy pomocy " umowy handlowej", podpisanej przez, dajmy na to, wojskowego attache przy ambasadzie w Urugwaju.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)