rab bożyj rab bożyj
408
BLOG

Pikieta. Protesty wobec ACTA a Pakt Stabilizacyjny.

rab bożyj rab bożyj Polityka Obserwuj notkę 9

Uwaga: Tekst nie jest przeznaczony dla dzieci, kobiet i osób o wyrobionym zmyśle estetycznym. "Nie będzie brania jeńców, ani żadnej kultury", będzie "słownictwo", zbuntowane chamstwo, sceny od lat 18 i przekraczanie zasad "poprawności politycznej"!

     Nie mam zielonego pojęcia, jak nazywało się gremium odpowiedzialne za zarządzanie poborem wojskowych uzupełnień, ale ciało to miało wielkie zaufanie do poborowych z mojej wioski. Mało który z chłopaków miał szansę odsłużyć swoje jako zwykły "szwej" na "zmechu". Większość z nich trzymała straż na brzegach Naszego Morza, przebrana w gustowne, czerwone berety zwiedzała królewski gród Kraków, albo stała garnizonem w stolicy, jako żołnierze Jednostek Nadwiślańskich MSW, czy nawet Biura Ochrony Rządu. Życzliwość zarządu PKP sprawiała, że większośc z nich, usiłując dotrzeć do domu na urlop, przejeżdżała przez Miasto Stołeczne.

     Tak też było z trzema znajomymi pewnego bezimiennego studenta, którzy - gdy on poznawał blaski i cienie karczemnego Lublina,  zostali zwolnieni ze swoich jednostek na kilkudniowe urlopy. Szczęśliwe spotkanie na warszawskiej ulicy zakończyłoby się zapewne pijatyką w pociągu, awanturą na docelowym dworcu i celą w areszcie lubelskiego garnizonu, gdyby "nadwiślańczyk" Beatles nie uparł się zapoznać kumpli z urokami Warszawy. Ponieważ w lubelsko - biłograjskim kierunku odjeżdżało wiele nie tylko pociągów, ale i autobusów, uradzono, by godziny południowe spędzić na piciu kulturalnym - na siedząco, z zakąską i bez pośpiechu. "Masz, k...a, pieniądze na knajpy?" burknął kuzyn Beatlesa, zabijaka i warchoł znany wśród swoich pod pseudonimem Burmistrz, który pożegnanie z żołdem zaczął już dobre osiem godzin wcześniej, na dworcu Gdynia Główna Osobowa. "Nie p...ol, starszy, kupimy w sklepie, pójdziemy do Łazienek i impreza będzie git!" Beatles nie dawał zbić się z pantałyku. Niespodziewanie poparł go Zielony, znany z szybkiego myślenia i trzeźwego osądu: "Chłopak zna miasto, to niech prowadzi! Ty będziesz buczał, a czas ucieka!"


     Zakupy nie zajęły wiele czasu; po jakiejś godzinie zaimprowizowany oddział przemierzał alejki stołecznego parku. Te główne i szerokie, pełne zakochanych par, staruszków i dzieci karmiących łabędzie, szybko ominięto. "Tutaj!" zdecydował Beatles, wskazując kępę egzotycznie wyglądających krzaków. Pod kępą stała ławeczka, na której, otwarłszy gębę na chmury, wypoczywał jakiś nałogowiec, zmęczony upałem i tanim wińskiem. "Zrzucisz go, czy siądziemy na nim? I po co nam smród pod nosem?" Burmistrz próbował ratować resztki prestiżu. "Siądziemy za krzakami, z tyłu. Jak przyjdzie patrol, zajmą się żulem. Zanim dojdą z nim do ładu, my sobie po cichutku sp...limy." Zielony nie byłby sobą, gdyby nie znalazł w sytuacji powodu do śmiechu: "Poległ chłopina w walce z alkoholem, należy mu się warta honorowa. Przynajmniej nikt mu butów nie zaj...e."

      Dyskusja nie stanowiła przeszkody w przygotowaniach. Na trawie rozłożono gazetę, ktoś ceremonialnie odbił flaszkę i już po kilku zakąszanych korniszonem kolejkach, bluzgi, ciskane przez Burmistrza, zmieniły ton; z gniewnego na pełny ulgi i satysfakcji. Stłumiony rechot przeplatał opowieści o przewagach "rezerwy" nad kadrą podoficerską. Niejedna butelczyna powędrowała już w trawę, a wszystkie czapki zjechały na tył głowy, kiedy spokój otoczenia zakłóciło pojawienie się nowej postaci.

     Sam przybysz, starannie wygolony i ubrany, nie wzbudziłby w biesiadnikach żadnego niepokoju, gdyby nie to, że nie przyszedł bezludną alejką, a wyłonił się spomiędzy krzewów, czujnie rozglądając się na boki. Gdy podszedł do leżącego na ławce pijaka, w żołnierzach obudziła się empatia, poczucie sprawiedliwości, oraz instynkt myśliwski. "Kieszonkowiec, k...a!" "Nic mu nie zrobisz, pijani jesteśmy. Trza czekać, aż mu ch... porfel wyciągnie, potem nam nie ucieknie!" "Tylko po cichu, rozchodzimy się na boki i z krzaków na niego". Parę sylwetek w maskujących strojach cichcem poderwało się z ziemi. Ale zanim utworzyły tyralierę, sytuacja przyjęła nietypowy obrót. Przybysz, zamiast wyciągać nałogowcowi portfel, albo ściągać mokasyny, odłożył trzymaną w ręku skórzaną saszetkę, pochylił się nad nim i zaczął nim obracać. "Lekarz, czy ki ch...? Będzie go cucił?" Burmistrz zatrzymał się w pół kroku, za nim zamarli w bezruchu jego towarzysze. Tym czasem "lekarz" obrócił "ratowanego" na brzuch i, ściągnąwszy mu spodnie, dokonał na nim czynności seksualnej, zagrożonej karą pozbawienia wolnosci od lat 2 do 12, z artykułu 197 k.k.

     Wojakom odjęło mowę. Szczerze mówiąc, odjęło im także słuch, węch i możliwość kojarzenia, odjęło wszystko, poza wzrokiem, który bezwiednie i automatycznie rejestrował niewyobrażalną scenę. Starannie ubrany zrobił swoje, zapiął się i zniknął tak samo, jak się pojawił. Po jego odejściu, cisza i bezruch trwały jeszcze kilka chwil. "Pedał, pedał, k...a, w d...ę j...ny!!! W biały, k...a, dzień!!!" Burmistrz nadal wytrzeszczał oczy, na pustą już alejkę. "Ważne, że butów mu nie ukradł. Czyli, zrobiliśmy swoje." Zielony obrócił się w stronę gazety z jedzeniem, ale Beatles zbierał już butelki: "Chodźmy stąd, chłopaki. Wszystkiego mi się, k...a, odechciało".

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka