Z okazji niedawno minionego święta ruchu rewolucyjnego, śpieszę, towarzysze przekazać najnowszą wiadomość. Wróg ludu, Emmanuel Goldstein... Wróć.
Prezes popchnął Ukrainę w ramiona Rosji. Z taką siłą, że, biedaczka, pewnie w nich już zostanie. Gdyby trzymał gębę na kłódkę, może jeszcze zdołałaby się wysmyknąć, a tak - klątwa, kismet, pozamiatane, wysiłki całego wolnego świata nic nie pomogą, wobec żelaznej woli najbardziej wpływowego człowieka w Polsce, kóry samym swoim istnieniem paraliżuje od kilku lat wszelkie wysiłki rządu Tuska, tak na arenie międzynarodowej, jak i w udręczonym kraju. Leży po prostu na zawadzie, jak - nie porównując - biblijny Eliasz rządom króla Achaba.
A tkwienie w ramionach Rosji, moi mili, to nie w kij dmuchał. Rosja to kraj wielki, o niepojętej duszy. Działanie tej duszy jest tak hipnotyczne, że taki kraj w ramionach Rosji, staje się (bez postronnej interwencji) cudowiskiem, dziwacznym, jak - nie przymierzając, dowolne dzieło Hieronima Boscha (nie czytałem Boscha, ale jestem wielkim fanem Grzędowicza, więc mam niejakie pojęcie). Każdy. Ta dziwaczność jest tak powtarzalna, że można nawet wymienić cechy, charakteryzujące taki kraj.
Cuda nad urną. Większe, mniejsze, w zależności od siły wpływów sąsiadki. Tam, gdzie nie ma kompanów, którym trzeba odpalić "dolę" ze skoku - niekończące się prezydentury. Tam, gdzie są - pełny wielopartyjny teatr, przy jednoczesnym, bardzo uważnym liczeniu głosów. Ruchy separatystyczne - jak już nie ma pod ręką Abchazów, czy Osetyńców, zawsze znajdzie się mniejszość rosyjska. Prześladowana. A jak się nie znajdzie, to, bywa, nowy naród się przebudzi. Na Ukrainie, na przykład, po "rewolucji", objawili się bodaj Rusini Zakarpaccy. I dajże im soboli, tfu, dajże im ich niezbywalne prawa do samostanowienia.
Uwiąd prawa. Struktury władzy są niejawne, zakulisowe. Fasada urzędniczo - sądowa służy tylko do wyciskania podatków i wymuszania posłuszeństwa motłochu. Rządzi korupcja i znajomości, stopień podległości prawu zależy od pozycji społecznej, pozycja społeczna - od odpowiedniej przynależności. Do tego w kręgach władzy panuje bardzo niska kultura BHP. Generałowie topią się na schodach, albo strzelają sobie w głowę w kąpieli. Czasem - trzema kulami naraz. Czasem - nie trafiają z przyłożenia. Nie mówiąc o tym, że mogą wsiąść do jednego samolotu, który potem rozbija niewyszkolony pilot. Cywilom też się zdarza. A tacy kryminaliści, to już całymi stadami popełniają samobójstwa w celach (złośliwi mówią, że wszyscy jednakowo - strzałem w potylicę).
Monopol medialny. Jest wiele mediów, ale muszą śpiewac jednym chórem, a to, jak im się powodzi, zależy wyłącznie od trzymania się właściwej tonacji. Jest hierarchia mediów i jest iście egipski kanon, mówiący, kogo trzeba zawsze malować pięknym, zdrowym i w pełni sił męskich, u kogo można pokazać obwisły brzuch i łysinę, a kto, niezależnie od wyglądu, ma nosić koźlą bródkę i beczeć paskudnym głosem.
Ale, mili Czytelnicy, jest w tym wszystkim nadzieja. Takie tkwienie w ramionach Rosji, to nie jest rzecz niezmienna, postanowiona od założenia świata, choćby nawet kolejny przezydent ZBiR (taką piekną nazwę nosi ten sojusz) przebrał się za bestię barwy ognia i woził Dugina na plecach. Można taki stan zmienić, i to nawet nie należąc do możnych ani świadomych, umiejących przeniknąć plątaninę sznurków, za które ciągną politycy. W jaki sposób? A zapytajcie księdza Mądla.
Będzie wiedział lepiej niż ja, bo to założyciel - patron jego zgromadzenia opracował zasadę "agere contra" - działać wbrew. Stwierdził, że człowiek, nie mogąc dorownać kusicielowi wiedzą i sprytem, odniesie korzyść, jeśli rozpozna pokusy i słabości, ktorym najczęściej ulega, i będzie szukał rzeczy i postępków przeciwnych tym pokusom. Człowiek leniwy - będzie szukał zajęcia, człowiek dumny i uparty - będzie wybierał postępowanie według rady drugiego, człowiek zbyt skrupulatny będzie unikał drobiazgowości i roztrząsań. A wszystko tu i teraz, w zwykłych czynnościach, na miarę własnej codzienności.
Co to ma do rzeczy? Wiele, bo nie zamierzam wypowiadać się o sprawach tak dla mnie nieznanych, jak kwestie duchowości. Ta zasada ma zastosowanie także do spraw świeckich, ba, nawet do polityki. Oczywiście, w skali zależnej od znaczenia tego, kto ją stosuje.
Taki na przykład znany publicysta, działający w kraju podległym rosyjskim wpływom, hamowałby zdziwaczenie tego kraju, wyłamując sie z medialnego chóru. Bez "wykonywania kamikadze", darcia szat i rzucania się na próg Sejmu.
Ot, po prostu, gdyby zastosował do opisu tej czy owej postaci, albo działania tej postaci, prostą zasadę perspektywy, zamiast narzuconego przez medialny monopol kanonu.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)