rab bożyj rab bożyj
317
BLOG

Dla Ojczyzny ratowania. Rola strategii w polityce.

rab bożyj rab bożyj Polityka Obserwuj notkę 2

 

Motto:  Inszallach.

                                                                                                             chyba Oriana Fallaci.

 

 

Bez cienia wątpliwości – państwo stanęło na krawędzi zagłady.

Nadgraniczne posterunki przesłały wiadomość od dawna oczekiwaną, ale przez to nie mniej przerażającą. Dostrzeżono okręty, Mongołowie powrócili. Mnich buddyjski Mugaku Sogen, nauczyciel i doradca szóstego szoguna z dynastii Hojo, śpieszył na dwór swego ucznia i władcy w mieście Kamakura. Pośpiech mistrza zen nie wynikał bynajmniej ze słabości ducha; w nadchodzącej wojnie Japonia nie miała szans.

 

Pierwsza napaść mongolska, siedem lat wcześniejsza, dowiodła tego jasno. Kraj Kwitnącej Wiśni był rozdarty między dwa, zwalczające się ośrodki władzy – dysponujący nagą, militarną siłą kamakurski szogunat i dwór cesarski w Kioto, utrzymujący się tylko dzięki przywiązaniu Japończyków do wiary ojców i tradycji. Liczne sekty toczyły gwałtowne, religijno – filozoficzne spory, szermując hasłem obcego zagrożenia jako kary bogów (i Buddów) za sfałszowanie prawdziwej nauki.. Wybrzeża Nipponu strzegły nieliczne, pozbawione wspólnego dowództwa drużyny miejscowych feudałów, dzielnie ginące w walce do ostatniego człowieka, ale nie mogące zatrzymać karnych, wielotysięcznych oddziałów mongolskich, które samurajskiej taktyce rycerskich pojedynków i indywidualnych, bohaterskich popisów przeciwstawiły walkę w zwartym szyku i masowy ostrzał z łuków.

 

To prawda, wobec śmierci swego dowódcy (od zbłąkanej strzały) i nadciągającej fali sztormów najeźdźcy wycofali się z łupami, ale wtedy mongolski chanat toczył jeszcze zawziętą, wyczerpującą wojnę ze starym japońskim sojusznikiem, cesarstwem południowych Chin, rządzonym przez dynastię Song. Ale stepowcy nie tracili czasu – w ciągu pięciu lat cesarstwo Songów stało się wspomnieniem, a ich ziemie, bogactwa, miasta, wojska i floty powiększyły potęgę Mongołów. Następne dwa lata zajęła poddanym Kubiłaja koncentracja sił i budowa floty, a teraz armia byłego sojusznika płynęła ku japońskim brzegom jako pierwsza fala najazdu.

 

Japończycy także nie zaniedbali przygotowań, ale mogłoby się zdawać, że toczyły się one głownie w sferze religijnej. We wszystkich świątyniach i klasztorach wznoszono modły, rzucano na wroga uroczyste a straszne klątwy, z cesarskiego dworu płynęły hojne dary dla kapłańskich i mniszych kongregacji. Przygotowania wojskowe były zakrojone na znacznie mniejszą skalę i jak gdyby bardziej chaotyczne. Wezwano pod broń kilka dodatkowych rodów, zarządcom nadbrzeżnych prowincji zezwolono werbować wojowników z interioru, a kilku nadmorskich możnowładców własnym kosztem wystawiło w miejscu spodziewanego desantu umocnienia – wszystkiego jakieś 20 kilometrów muru. Wobec potęgi dziedziców Czyngisa była to jednak tylko kropla w morzu, a bilans sił wojskowych przemawiał na niekorzyść obrońców jeszcze bardziej niż przed siedmiu laty.

 

Teraz właśnie nadeszła godzina próby. Wątły, nadbrzeżny mur nie pozwolił najeźdźcom uchwycić przyczółka, mongolska flota stała w zatoce, szarpana przez japońskich ochotników, wypływających przeciw tej armadzie po kilkunastu, na zarekwirowanych rybackich łódkach (ówcześni kronikarze opisują gorszące sceny - przy wsiadaniu na łodzie, między palącymi się do walki ochotnikami dochodziło do kłótni i przepychanek). Jednak nie tylko obawa o los tych śmiałków zmuszała do pośpiechu starego mnicha. Znał on Mongołów z autopsji, gdy jako jedyny ocalał z chińskiego klasztoru, bo nie przerwał medytacji nawet wtedy, gdy opryskała go krew mordowanych współbraci; przestraszeni niezwykłą obojętnością cudzoziemskiego szamana nie ośmielili się podnieść na niego ręki.

 

Nic więc dziwnego, że kiedy Mugaku Sogen stanął wreszcie przed obliczem szoguna, bez ceremonii zadał mu pytanie, które nurtowało całą Japonię: Co uczynisz, by stawić czoła niebezpieczeństwu? Słysząc te słowa, władca poderwał się z miejsca i stanąwszy w postawie bojowej…wydał z głębi trzewi potężny okrzyk kiai.

Stary mnich milczał długo, czy to ( jak twierdzą adepci wschodnich sztuk walki) sparaliżowany duchową siłą, którą wyrażał ten bojowy okrzyk, czy to (jak powiedziałby sceptyk, wychowany w kulturze Zachodu) zbity z tropu przeraźliwym, a niespodziewanym wrzaskiem. Potem udzielił swemu uczniowi jednej, jedynej rady: Oto ryk prawdziwego lwa. Skoro jesteś lwem, krocz naprzód i nigdy nie patrz za siebie.

 

Można powiedzieć, że słowa buddyjskiego mistrza się spełniły. Japonia wyszła z walki zwycięsko, ocaliła niepodległość, a obaj bohaterowie tej notki zapisali się w jej historii na wieki. Mugaku Sogen jako jeden z ojców japońskiego buddyzmu, a szogun Hojo Tokimune – jako zdolny i rzutki władca, który wprowadzają filozofię zen do japońskich sztuk walki, położył fundament pod unikalną kulturę samurajów, tę samą, która po latach zaowocowała  słynnym na cały świat kodeksem bushido.

 

Mongolską flotę inwazyjną zatopił tajfun.

 

 

P.S. Rozgadałem się jak głupi, a kiedy czytam swoją notkę jeszcze raz, mam wrażenie, że zamiast tej całej egzotyki wystarczyło wypisać parę łacińskich przysłów. Ot, pierwsze z brzegu:

Nil desperandum.

Fortuna variabilis, Deus mirabilis.

Age quod agis.

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka