Motto: Aby wpłynąć na wyobraźnię tłumu, trzeba mu przedstawić żywy i jasny obraz,(…)zwycięstwo, wielki cud, straszliwą zbrodnię,(…) lecz nigdy nie dociekać ich źródeł.
Gustaw Le Bon
Włączyłem TV. Jeden kanał prezentował rozegzaltowane staruszki, jako przebitki używając Prezesa (a może odwrotnie?). Drugi epatował widza osiągnięciem rosyjskiej kinematografi: Gruzini, napadający na uśpioną beztrosko Osetię, wlekli w kajdanach przypadkowych cywili. Dyszących nienawiścią kaukazców powstrzymywał od mordu tylko Murzyn z CIA, Gruzini warczeli, sapali i rwali się na łańcuchach. Oniemiały, gapiłem się w ekran kilkanaście minut. Szok minął. Jęknąłem, splunąłem, naciągnąłem kaptur i wylazłem na deszcz, do niedalekiej trafiki. Wszystkie gazety na stojaku krzyczały tytułami o zbrodni z Woolwich, więc obróciłem się do półki z napisem HOBBY-MĘŻCZYZNA. Spod panoramy gołych, damskich biustów, wyglądały nagłówki czasopism o broni palnej.
Rzeczywiście, czytając nasze periodyki o broni i strzelectwie, zawsze miałem wrażenie, że to jakaś polska mutacja patentu "Playboya". Ci, co mają, pokazują zdjęcia tego, co mają, tym, co chcieli by mieć, a nie mogą. I nie dość, że żyją z tego pokazywania, to jeszcze regularnie dostają nowy sprzęt do testów. A takie, lub podobne skojarzenie musiało się nasunąć znacznie większej liczbie osób; świadczy o tym niedawne zdarzenie, właśnie z Wysp.
Jedna z brytyjskich sieci handlowych postanowiła potraktować prasę strzelecką i myśliwską jak twardą pornografię i to taką dla zwolenników mocno chorej miłości. To znaczy: opakować w nieprzezroczystą folię, sprzedawać z zakrytej półki, z ograniczeniem wiekowym tylko dla pełnoletnich. Żeby nie narażać wrażliwości młodzieży na kontakt z narzędziem śmierci i przemocy. Oczywiście, projekt upadł, oprotestowany przez klientów, ale rzucił ciekawe światło na to, jakie podejście do broni (oraz własnych obywateli) jest modne w Zjednoczonym Królestwie.
Mordercy z Londynu zabili żołnierza nożem, pośrodku ludnej ulicy, a potem podobno chodzili wokół swej ofiary, każąc przechodniom robić sobie zdjęcia telefonami komórkowymi. Telefony z kamerą mieli wszyscy. Nikt nie miał pistoletu.
Po zbrodni, kiedy policja dostarczyła już postrzelanych winowajców (ktoś zginął od kul, kto, jak?) za kraty, zwołano sztab kryzysowy, konferencje prasowe, łącza napełniły się wołaniem o terroryźmie, a premier miał wspomnieć coś o zdradzie muzułmanów.
Mówi się, że terroryście nie chodzi o zbrodnię. Chodzi o wywołany zbrodnią strach. Strach, którego nie ma bez mediów i polityków, powtarzających głośno i wielokrotnie, pompujących tłumowi przesłanie terrorysty. Dlaczego więc władze państwa, w którym pewnie co dzień ginie od noża kilku ludzi, zachowują się tak nieprofesjonalnie?
Przecież Albion to nie wiejski festyn, którym może bezkarnie trząść jakiś nożownik, tylko państwo, które zwalczało terrorystów, kiedy Polski nie było na mapach, a muzułmanie wypasali trzody na obrzeżach pustyń. I wtedy, kiedy powstawała III RP, a nieboszczyk ibn Laden brał jeszcze federalną wypłatę. To Irlandczycy, nie islamiści wywoływali powstania i wysadzali w powietrze członków rodziny królewskiej. A mimo to Anglikom udało się wygrać ten konflikt własnymi siłami. Anglicy powinni mieć gotową receptę na pokonanie terrorystów… Zwłaszcza, że na posiadanie gotowych recept już najwyższa pora.
Bo europejscy muzułmanie powtarzają los starożytnego Izraela w ziemi Gosen: tak jak on schronili się w obczyźnie przed nędzą, tak samo zostali użyci do robót, i tak samo, w niewoli stali się potęgą niebezpieczną dla gospodarza. Rząd brytyjski musi się zachować jak doradcy faraona w niezapomnianym serialu Mojżesz prawodawca. Bardzo mało słów, radykalne i ważkie czyny. Postąpcie mądrze.
W kulturze, ukształtowanej przez chrześcijaństwo, nie będzie , oczywiście, mowy o topieniu pierworodnych w Tamizie, a propaganda antykoncepcji i kontroli urodzin jest – wobec głoszonej równości obywateli – bronią obosieczną. Jest jeszcze potężne narzędzie w postaci mediów i reklamowanej przez nie, lansującej aspołeczne zachowania popkulktury (porównajcie proszę, to, co pisał Orwell na temat prolżarła, z taką np. subkulturą rapu).
Ale tu na przeszkodzie stoi coś, co dzisiejsza nauka uznaje za nieistniejące lub marginalne, bo niezgodne z panującym na Zachodzie ideolo. Coś co nazywano duszą rasy, dopóki etniczne czystki hitlerowskich Niemiec nie nadały samemu słowu rasa zbrodniczego wydźwięku. Horyzont poglądów , pojęć i zachowań, określany przez religię, bodaj najgłębsze, wewnętrzne przekonanie, niemal odporne na weryfikację ze strony intelektu. Przybysze nigdy nie stopią się z tubylcami (choćby przez tak nieistotny drobiazg, jak barwa skóry), a świat postrzegają zupełnie inaczej. Co dziwnego, że zamiast włączać się w kulturę gospodarzy, próbują szerzyć własną?
A jednocześnie demokracja nic nie zmieniła się od czasów weredyka Sokratesa, w oczy nazywającego ją rządami 30 tysięcy tyranów. Tak jak w Atenach, na każdego obywatela obdarzonego prawem głosu pracowało średnio 5 niewolników i metojków, jak Republikę Francuską utrzymywały armie, za granicami nakładające kontrybucje i zdzierające złocenia z ołtarzy, jak XIX – wieczne państwa czerpały dobrobyt z kolonii, tak dziś, na wygodę i konsumpcję obywateli Starej Unii pracują tłumy chińskich, indyjskich i afrykańskich wyrobników, oraz rzesze kiepsko opłacanych, żyjących byle jak i byle gdzie imigrantów. Nie da się usunąć tej podstawy, nie ryzykując zawaleniem całej piramidy, a to, w połączeniu z obcością i agresją świata islamu zdaje się nadawać całej sytuacji na Wyspach (i nie tylko) pozór błędnego koła.
Zdaje się, bo mam wrażenie, że tamtejsi politycy już znaleźli wyjście. Wy nim jesteście. Jesteście, moi drodzy rodacy, zwłaszcza Wy, wchodzący na salonowe konta z Londynu, Cardiff, Nottingham, czy innego Manchesteru, jesteście, nasi kuzyni, zięciowie i znajomi, ciułający funty na utrzymanie swoich w Polsce, ekwiwalentem husarii Sobieskiego. Rycerstwem z nadkresowych stanic. Pilotami Dywizjonu 303. To wy będziecie chronić Europę przed zalewem Islamu.
Będziecie (może nie tak dosłownie, jak w niektórych miastach Stanów, gdzie opanowane przez gangi dzielnice Afroamerykanów od dzielnic WASP-ów oddziela wąski pas graniczny, zamieszkany przez imigranckich wyrobników) cienką, czerwoną linią, oddzielającą starą Europę od zanarchizowanego, islamskiego plebsu. A Wasze dzieci, na których utrzymanie wreszcie Was tam stać, zostaną nowym pokoleniem Anglików. Niemców. Włochów. Przyszłością tamtych krajów. Czujecie już dumę?
A ci rzeźnicy z Woolwich? To pożyteczni idioci. Pionki. Kamikadze. Przestępcy przeciwko własnym braciom. Pretekst, żeby skierować społeczną krytykę i nienawiść przeciwko wszystkim inaczej wyglądającym i wierzącym po swojemu. Pretekst, żeby zaostrzyć przepisy, zwiększyć kontrolę, ograniczyć wolności osobiste. Ograniczyć imigrację z pozaeuropejskich terenów. Może, z czasem, rozszerzyć możliwość deportacji. W razie czego, łatwiej będzie trzymać w garści i Was. Ale na razie, zamiast wprowadzić oddziały specjalne do muzułmańskich dzielnic, przeszukać biura i zablokować konta szowinistycznych organizacji, wysłać do domu paru duchownych – dżihadystów (proszę sobie przypomnieć, jak wyglądały włoskie akcje przeciw mafii, albo porządki w południowoamerykańskich favelach), politycy będą zwoływać kryzysowe sztaby i konferencje prasowe.
Bo: nie za pomocą uczonej retoryki poderwał Antoniusz lud rzymski przeciw mordercom Cezara, lecz przeczytaniem jego testamentu i pokazaniem zwłok.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)