Motto: Naród winien jest sam sobie (...)
Konstytucja III Maja
Drodzy Państwo, nie napiszę wspomnieniowej notki o tamtym sławetnym czerwcu, 24 lata temu. Nie mogę znaleźć w necie ilustracji.
To było zdjęcie do wstępniaka jednego z pierwszych numerów Gazety Wyborczej. Ukazywało, zdaje się, zakończenie strajku: na czele tłumu robotników, grupa działaczy "Solidarności" wychodziła prze bramę(?) w ozdobionym pękami kwiatów i religijnymi obrazkami ogrodzeniu. Pośrodku kadru, idący na czele związkowców przyszły premier Tadeusz Mazowiecki niósł w objęciach wielki, drewniany krzyż.
Za to co i rusz trafiam przy przeglądaniu na zupełnie inne zdjęcie: na ganku jakiegoś kresowego dworku, komendant Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, Bolesław Piasecki, wpatruje się z uśmiechem w dal, przymrużonymi, pełnymi wiary w siebie i mądrości oczami.
Ponieważ, jak napisałem, tekstu brak, aby nie zawieść moich Gości wstawię luźno związany z tytułem notki, długi cytat.
Żeby wspominając święto tak błogosławionego dnia, pojednać rozdarty na dwie nierówne połowy Naród, umieszczę cytat w dwóch wersjach; wersja A będzie skierowana do Familii wszystkich miłośników Słońca Peru, druga - dla moich braci - tradycjonalistów, tak nieopatrznie przezwanych przez red. Ziemkiewicza - Konfederacją. Przyjmijmy, że jak niezapomniany "Słownik chazarski", mój cytat będzie miał wersje: męską i żeńską.
Cytat, wersja A (żeńska):
Władcy ci mieli zwyczaj, że gdy ktoś z nich umierał, balsamowano go i owijano tkaniną, tworząc mumię. Nie zabierano im zastawy ze złota i srebra, ani żadnej rzeczy, którą mieli oni, lub ich słudzy, raczej dostawali więcej i wyznaczano prowincje, które miały im dać utrzymanie.
Większość ludzi, skarbów i zbytków była we władzy mumii, w ten sposób, że każda mumia miała wyznaczoną parę możnych: Indianina i Indiankę. Jesli któreś z tych dwojga czegoś chciało, mówili, że taka jest wola mumii. Kiedy mieli ochotę jeść i pić, albo kiedy mieli ochotę iść się zabawić w domu innej mumii, mówili tak samo; a mieli zwyczaj, gdy mumie chodziły do siebie w gościnę, robić wielkie tańce i pijaństwa. Do mumii przychodziło wielu żywych, by móc im służyć, tak że mumie te miały wielką ilość możnych na usługi, dlatego, iż ci mogli żyć rozwiąźle, obcując ze sobą, jedząc i pijąc.
Pedro Pizzaro.
Cytat, wersja B (męska):
Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,
Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów,
Gadających przez nosy, a często bez nosów,
Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;
Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza,
Odbiera naprzód rozum od obywateli.
I tak mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli,
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród,
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród;
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.
Była to maszkarada, zapustna swawola,
Po której miał przyjść wkrótce wielki post - niewola! (…)
Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie
Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie,
Milczał; boby krzyczała młodzież, że przeszkadza
Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza!
Taka była przesądów owoczesnych władza! (…)
Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować,
Cywilizować będzie i konstytuować;
Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni
Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni;
Choć o tym dawno w Pańskim pisano zakonie
I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.
Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!
Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,
Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,
Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie.
Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża;
Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża,
A natenczas tam w modzie był tytuł markiża.
Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty,
Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty;
Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem,
Demokrata przyjechał z Paryża baronem;
Gdyby żył dłużej, może nową alternatą
Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą.
Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.
Chwała Bogu, że teraz jeśli nasza młodzież
Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież,
Nie szukać prawodawstwa w drukarskich kramarniach
Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)