rab bożyj rab bożyj
574
BLOG

Ojcowie, matki, nieodrodne dzieci. Wielkie koło historii.

rab bożyj rab bożyj Polityka Obserwuj notkę 7

Jestem typowym Niemcem, który niewiele wie o tym, co jego rodacy i przodkowie robili podczas wojny.
                                                                                                                                                                                    K. Schuller


Zawsze tak jest. Kłamstwo obiega świat, zachwalając swój towar jak przekupień. Bo ile mozna dowiedzieć się o rzeczywistych czasach wojny z tego dziełka, za które, nie wiedzieć czemu, zapłaciła polska telewizja?
Chyba tylko tego:

Techniki neutralizacji Sykes i Matza – samousprawiedliwienie się sprawcy:
Zaprzeczenia odpowiedzialności – sprawca odwołuje się do niezawinionego zbiegu okoliczności lub określa się jako człowiek w sytuacji bez wyboru.
Zaprzeczenie bezprawia – uważa, że działanie nie wyrządziło nikomu krzywdy, a nawet, jeśli to sprawa jego a poszkodowanego.
Zaprzeczenie – przekonanie o tym, że ofiara zasłużyła na takie traktowanie.
Potępienie potępiających – usprawiedliwienie się tym że inni, zwłaszcza go sądzący postępują tak samo, albo nawet gorzej.
Powołanie się na wyższe racje – kolizja wartości wymagająca poświęcenia dobra jego zdaniem niższej wartości.


Prawda leży, i czeka, aż ktoś się po nią schyli. Leży w takich miejscach jak to:

http://www.martyrologiawsipolskich.pl/portal/mwp/401/2520/PRAWNE_ASPEKTY_SCIGANIA_SPRAWCOW_ZBRODNI__DOKONANYCH_NA_MIESZKANCACH_WSI_POLSKIC.html

Czego można dowiedzieć się tam? A no, między innymi tego:
Na podstawie dostępnych dzisiaj – chociaż ciągle z dużym trudem – postanowień prokuratur niemieckich, prowadzących w przeszłości postępowania karne na podstawie materiałów źródłowych przekazywanych, za pośrednictwem Centralnego Urzędu w Ludwigsburgu, przez byłe Główne Komisje, można mówić o znacznej dysharmonii w podejmowaniu prawnokarnych ocen zbrodni dokonanych na mieszkańcach polskiej wsi. Dotyczy to w szczególności takich zbrodni, które w ocenie niemieckiego wymiaru sprawiedliwości nie stanowiły zbrodni wojennych w rozumieniu IV Konwencji Haskiej z 1907 roku, lecz mieściły się „w dozwolonym zwalczaniu partyzantki”. Egzemplifikacją filozofii niemieckiego wymiaru sprawiedliwości np. może być bestialska pacyfikacja wsi Barbarka koło Skały w powiecie miechowskim, dokonana 15 sierpnia 1944 roku przez żołnierzy i funkcjonariuszy ustalonych formacji niemieckich, którzy dopuścili się zabójstwa 62 osób spośród ludności cywilnej, w tym kobiet (niektóre z pochwyconych osób zamordowano strzałami w tył głowy), oraz spalenia kilkudziesięciu zabudowań mieszkalnych i gospodarczych. Z uzyskanego odpisu postanowienia Prokuratury przy Sądzie Krajowym w Norymberdze–Furth z dnia 9 marca 1978 roku o umorzeniu dochodzenia w tej sprawie wynika, że dowolnie uznano, jakoby krytycznego dnia cywilni mieszkańcy wsi Barbarka i innych przyległych miejscowości podjęli walkę z wojskami niemieckimi, co doprowadziło do zbrojnego odwetu, w konsekwencji czego zabito 62 osoby cywilne.

Prowadzący w tej sprawie śledztwo prokurator Instytutu Pamięci Narodowej, umarzając je postanowieniem z dnia 31 lipca 2006 roku wobec niewykrycia sprawców przestępstwa, zakwalifikował zabójstwo 62 cywilnych osób jako nie ulegającą przedawnieniu zbrodnię nazistowską z art.1 pkt.1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku.


Kłamstwo mknie i krzyczy, a prawda milczy i czeka.
Zupełnie jak za tamtych czasów. Tak, dokładnie jak w czasach, o których mówi niemiecki serial. Bo wtedy, według Niemców, winowajcami całej zgrozy i makabry TEŻ byli WYŁĄCZNIE inni: architekci krzywdzącego dyktatu wersalskiego, nieodpowiedzialna klika Śmigłego, nie chcąca oddać Rzeszy odwiecznie niemieckich terytoriów, brytyjscy podżegacze wojenni udzielajacy oszukańczych gwarancji, czy wreszcie żydowskie spiski przeciw Europie.

Naród niemiecki tylko dopominał się tego, co mu się należy i mścił poniesione krzywdy: zdradę komunistów, przez którą najlepsza armia świata przegrała bohatersko toczoną wojnę, utratę Alzacji, Lotaryngii, Śląska i Wielkopolski, oderwanych od Rzeszy przez wersalski dyktat i zdradzieckich Polacken, upokorzenia ze strony francuskich okupantów i wywołaną żarłocznością Ententy nędzę Wielkiego Kryzysu.
Nikt i nigdy nie pokazywał ciężkiej pracy członków oddziałow strażniczych, batalionów policyjnych, czy innych plutonów egzekucyjnych. Nawet nazwa SS Totenkopf kojarzona była tylko z dziarskimi wojakami, którzy daleko, w stepach, z uśmiechem gromili tysiące barbarzyńskich bolszewików.
W każdym kinie, gazecie, głoszono chwałę niemieckiej odpowiedzialności, ofiarności i poświęcenia, na każdym rogu ulicy plakaty krzyczały "Anglio, to twoje dzieło!" i "Opuszczone ludy, zaufajcie żołnierzowi niemieckiemu!".
A kości ofiar, których nie tylko nazwisk, ale nawet dokładnej ilości nikt już nie pozna, butwiały nie wiadomo gdzie, w leśnym piasku, albo pod asfaltem warszawskiej ulicy.
 
Kłamstwo krzyczy, prawda milczy. Ale to nie znaczy, że nie można tego zmienić.

Pod sam koniec wojny jakiś bezimienny prominent, narodowości - zapewne -  "nazizstowskiej" wydał rozkaz zniszczenia kilku polskich wsi. Kilkuset zwyczajnych Niemców pobrało broń, amunicję, skrzyknęło ukraińskich czy kałmuckich "askarisów" i spaliło Borów z przyległościami, oraz półtora tysiącem mieszkańców. Wielu z nich spłonęlo dosłownie, żywcem wrzuconych do ognia przez rozbawionych oprawców, którzy jeszcze długo potem grzali się (był mroźny, lutowy dzień) przy ogniskach z niedopalonych chałup.
Nazwisk dowódców nie odkryto, a szeregowi członkowie mordkomanda, uniewinnieni przez federalne sądy spokojnie dożyli lat na emeryturze, uczciwie zapracowanej przy robotach budowlanych, w fabrykach, lub... na komisariatach erefenowskiej policji. Akta sprawy pokrył kurz. I nikt w całych Niemczech nie usłyszałby słowa "Borów", gdyby pewien kilkuletni polski chłopiec podczas pacyfikacji wsi nie zaczął się palić. Ojciec chłopca, ryzykując okrutną śmierć wyskoczył z kryjówki, ugasił ubranie i włosy synka, nurzając go w kałuży, ale nie mógł go uratować przed okaleczeniem: płomienie na zawsze zniekształciły twarz dziecka. I właśnie ten okaleczony chłopiec, już jako starszy człowiek dowiedział się, że, ponieważ nie jest byłym więźniem, ani przymusowym robotnikiem, ze strony niemieckiego państwa nie należy mu się żadna rekompensata. Więc nie zawracając sobie głowy swoją małoznacznością, stanem prawa międzynarodowego, czy sądowymi precedensami pozwał to państwo niemieckie do Sztrasburga.
Nazywał się Winicjusz Natoniewski.

Dzięki rozgłosowi tego pozwu, nabrała rozgłosu sprawa wsi. Tu czy tam ukazał się artykuł, wypowiedział się intelektualista, aż wreszcie korespondent "Frankfurter Allgemeine Zeitung" w Polsce, Konrad Schuller wydał książkę "Ostatni dzień Borowa". Książka została nazwana kamieniem milowym w polsko - niemieckim pojednaniu, zdobyła pochwały moralnych i intelektualnych autorytetów. Ale dyskusja przebrzmiała i ucichła, książka przepadła w regałach bibliotek.

Żadna niemiecka telewizja, ani inna, państwowa czy prywatna instytucja, nikt w Niemczech nie planuje kręcić na jej podstawie filmu.


Nikt w tych Niemczech, które podobno na tyle rozliczyły się ze swoją nazistowską przeszłością, żeby mówić o własnych krzywdach...
 

P.S. Haing Ngor, lekarz, który przeżył piekło zgotowane Kambodży przez reżim Pol-Pota stwierdził kiedyś: Czy myślisz, że Czerwoni Khmerzy byli komunistami? Nie. Oni byli "kum-monussami"; tępymi mścicielami.

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka