Sprawa rozdzielenia opozycyjnych pochodów w tegoroczny Dzień Niepodległości wcale mnie nie niepokoi.
Powiem więcej, ja się z tej decyzji cieszę. Przecież to stara zasada strategii; jeśli ma się znaczną przewagę liczebną, należy nacierać na szerokim froncie, w wielu miejscach równocześnie. To nie pozwala mniej licznemu przeciwnikowi na skoncentrowanie się w jednym miejscu, czyli - znacząco osłabia obronę.
A jeśli oprócz natarcia na główny, strategiczny cel, prowadzony jest jednocześnie atak demonstracyjny, dla odwrócenia uwagi, jest możliwość, że gros sił obrony straci czas i środki na walki na tym drugorzędnym, nieistotnym kierunku.
Jest to bardzo ważne, zwłaszcza, jeśli starcie odbywa się na oczach "neutralnych", zagranicznych obserwatorów. Choćby z ONZ.
Jest nadzieja. Nasi się uczą.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)