Nad salonowym nagłówkiem, od kilku dni jarzy się ciepłymi kolorami reklama Chevronu. Mądra, stonowana reklama, nasuwająca mnóstwo skojarzeń: świadomość ekologiczną, rachunek ekonomicznych i społecznych korzyści, a nawet położenie geopolityczne naszego kraju. Jednym słowem - odpowiedzialność.
Mnie samemu ta reklama przypomina coś jeszcze. Kawałek mojej ulubionej prozy, którm chciałbym się teraz z Wami podzielić.
Jego ojciec był oficerem, walczył w buszu. To był jedyny zawód, jaki znał. Zajmował się ochroną instalacji przemysłowych, tłumieniem plemiennych buntów. Uczył rekrutów omijania zasadzek, krycia się wśród wysokich traw. (..) Był jednak świadom nowych prądów w polityce, dużo czytał. Uznawał prawa czarnych do własnych rządów i chronił legalnie wybranych przezydentów. Kiedy Artur miał lat czternaście i pół, jego ojciec wyjechał do Nigerii.
Patrolował długie linie rur, którymi ropa spływała do portów. Zdarzało się, że okoliczni mieszkańcy czuli się skrzywdzeni i wiercili w rurach niewilkie otwory. Pod osłoną krzaków właściciele dziurek napełniali płynem pogięte blaszanki. Jeden galon - jedno piwo, taka była obiegowa cena. Rzadziej podstawiali litrowe butelki, gdyż ropa ściekała im wtedy po palcach. Wieczorem niełatwo było taki otwór zatkać. Pod rurą rosła tłusta plama, przeglądały się w niej płomienie ogniska.
Z jednej z takich wypraw ojciec Artura nie wrócił. Dwóch z jego towarzyszy leczyło rany cięte, trzech innych miało poparzone dłonie.
Wojciech Albiński Antylopa szuka myśliwego
Niejeden z Was zapewne sarknął coś o miłośniku powieści awanturniczych. Przecież w gazociągach nie da się wiercić otworów, a to właśnie NASI żołnierze, czy w mundurach, czy uniformach służb ochroniarskich, czuwają nad bezpieczeństwem irackich naftociągów.
Cóż, nie jestem specjalistą w sprawach wydobycia kopalin. Ani polityki.
Zastanawia mnie tylko jedno.
Że to nie posiadacz złóż, nawet najcenniejszych surowców, jest ich gospodarzem, czerpiącym z nich korzyści. O ile nie ma na tyle siły i pieniędzy, by samemu je wydobyć i sprzedać. Oraz uniknąc zakusów konkurencji.
Że kilkadziesiąt lat bycia zapleczem surowcowym rozwiniętej Europy w niczym nie wzbogaciło młodych państw Trzeciego Świata. Podobnie, jak kilkadziesiąt lat eksportu do tejże Europy pracujących za półdarmo kulisów (chociaż ten ostatni rodzaj eksportu przynajmniej osłabił bezwzględną metropolię).
Dobrze, sarknie znowu uważny Czytelnik. Właściciel złóż, użytkownik złóż. A gdzie jest wydający koncesję? Otóż, miły Czytelniku, w warunkach krajów postkolonialnych, sprzedający koncesję jest tylko właścicielem dziurki.


Komentarze
Pokaż komentarze