Dzisiejsze informacje o inicjatywie przerażonych atomową zagładą separatystów ze Śląska, przypomniały mi prawie identyczną historię, zdarzoną na tym samym terenie kilkadziesiąt lat temu.
"Angelus", reż. Lech Majewski, 2000.
PS. Tak jak po wyczynach janowskiej gminy okultystycznej nikt nie pisał o "śląskich czarownikach", czy "wojnie Ślązaków z Kościołem", i nie rozciągał wybryku paru pomyleńców na ludność całego regionu, tak i dzisiaj pisanie o "śląskim adresie do cara", czy "śląskich zdrajcach" krzywdzi imię Ślązaków, porządnych ludzi nie związanych w żaden sposób z powołanym ze środy na piątek, na potrzeby spisu powszechnego Gorolenvolkiem (nie mylić z Goralenvolk).
I buduje sztuczny podział między "polskim" i "śląskim".
A o Śląsku świadczy jego historia, świadczą górnośląskie miejsca pamięci. Nie cmentarze Wehrmachtu, na które od lat 90 zwożono ze Świętokrzyskiego, Małopolski czy innej Lubelszczyzny szczątki Niemców zabitych tam w walkach i pacyfikacjach, ale miejsca straceń z 1939, przy katowickim rynku, albo w panewnickich lasach.
Miejsca, których, jak słychać, "śliska nacyja" nie otacza czcią.
Zaś o sygnatariuszach listu nie ma co wspominać, może tylko przypomnieć jeszcze jeden cytat z genialnego filmu pana Majewskiego:
Z tygo lotania z gołym, to bydzie ino gańba, kryminał i Sybir!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)