rab bożyj rab bożyj
379
BLOG

Banderowcy zajumią mi teścia. Bierputsch z drugiej strony lustra

rab bożyj rab bożyj Polityka Obserwuj notkę 12

 

Słońce jak zwykle świeciło, zbyt aktywnie, jak na czas majowego weekendu. Było to dość przykre, zważywszy, że trzeci dzień bez przerwy legaliśmy w browarze; kto pił z Niezłym i Bugsem wie o co mi chodzi. Nie dosyć słońca, Niezły załapał jakąś przykrą fazę na drażnienie publiczności i co chwila próbował śpiewać Giovinezza, znając tylko dwa pierwsze wersy refrenu. Nie próbowałem reagować. Po pierwsze, byłem pewien, że nikt z otoczenia nie rozpoznaje włoskiej muzyki marszowej ze słuchu, po drugie sama fizys Niezłego stawiała go poza podejrzeniem; z dwudniowym choćby zarostem wyglądał jak czech, a regularne (nawet w biwakowych warunkach) golenie zmniejszało ten efekt ledwie o połowę. Tylko Bugsy burczał coś pod nosem o dzielni, wstydzie i lidze bezpańskich rodzin. Zezował przy tym, czy prawica Niezłego nie wędruje w górę i dbał, żeby naczynie, które nasz kompan w niej trzymał, nie pozostawało puste. Krótko mówiąc; nie chciał mu dac okazji do zamawiania piwa.
 
Nie uważaj, znużony gościu, tych starannych zabezpieczeń za przesadne; było to w czasach, kiedy jeszcze wszędzie uśmiechał się tylko trup, rad, że ma spokój, Polakom było wstyd, rządziły - według rażonego filipińską chorobą klasyka - podsłuch inwigilacja i szczucie, burzył się znędzniały personel szpitalny i pozbawiona ukochanego Gombrowicza dziatwa szkolna.
Kraj wrzał, wolny świat wyrażał oburzenie, a tu jeszcze niektórzy członkowie partii koalicyjnej, ni z tąd ni z owąd, na oczach oburzonych kamer spróbowali odzyskać dla współczesności salut rzymski, zawłaszczony dotąd bezprawnie przez niemieckich nazistów... Tak, Bugsy miał powody do niepokoju i burczenia, ale ja, w miarę ubywania płynu w szklance, coraz częściej wybiegałem myślą w przyszłość. A przyszłość ta leżała na wschodzie, gdzie szlakiem wytartym przez moich praojców, ojców i stryjców miałem się udać, by z kraju sławnego pięknością, mądrościa i - last but not least - oszczędnością gospodyń, przywieźć sobie małżonkę i pozostawić tam, na miejscu, zatopionych w tkliwym żalu teściów. Pozostawić tych teściów za Sanem.
 
Stąd ta piosenka, której by nie było.
 
Bo oczywistym jest, że informacja, jakoby ukraińscy nacjonaliści zapowiedzieli przyłączenie mojego teścia, wraz z kilkunastoma granicznymi powiatami, do Republiki (Zachodniej) Ukrainy, szarpnęła mnie za serce i rzuciła przed komputer. Czytałem, słuchałem i patrzyłem.
 
I rosło we mnie poczucie deja vu. Bo widziałem, jak koalicjant rodzącego się  w Kijowie ruchu odnowy państwa, publicznie wykonuje polityczne harakiri w ślepiach wpatrzonych kamer.
Jak w ślepiach tych kamer, poczciwy, rozbawiony € - majdan, potem, po czasie - konsekrowany krwią ofiar ukraiński Majdan, staje się monachijską piwiarnią, gdzie tuż obok poważnych polityków na stół wskakują nieobliczalni szaleńcy, rządni przelewu krwi dla przywrócenia półmitycznego satus quo.
 
I wtedy poczułem się, jakbym oglądał siebie z drugiej strony lustra. Czy tak mogą wyglądac z zewnątrz nasze sprawy? Czy tak wyglądała z zewnątrz tamta zagryziona naszym i waszym wysiłkiem koalicja, czy tak może wyglądac z zewnątrz ciągnięte za uszy "palenie tęczy", i "wozów TVN-u", rozdmuchane do nieprzytomności "kibolskie zagrożenie" i "bitwy o squot"? Czy wypowiedź aktywisty jakiejś nie znanej dotąd grupy jest faktem prasowym, listem śląskich cwaniaczków o nie celowanie w nich rakietami, czy puszczonym na próbę balonem - sondą?
 
Stanąłem przed największym problemem całej ukraińskiej układanki: czy w Kijowie mamy do czynienia z Bierputschem realnym, czy medialnym. Czy niewcześni radykałowie są wynajęci do skompromitowania alternatywy, rodzącej się na Wschodzie, czy do odwalenia czarnej roboty dla zakonspirowanego, a dobrze dzianego szwagra. Na przykład, zajęcia czymś tych desperatów z Polski B, w czasie zasysania zasymilowanych kosmopolitów z Polski A. Nie mówię o zajęciu dla rąk.
 
Bo przecież najmniej ważni są ryczący po piwiarniach radykałowie, ważne jest, kto i do czego ich sponsoruje. Przecież prawdziwym nieszczęściem dla Niemiec (i sąsiadów) nie był bawarski pucz z 1923 roku, a demokratyczne wybory z roku 1933.
 
Tak czy tak, to całe 10 lat.
 
Nie gorączkujmy się.
 
Uczucia nie są najlepszym doradcą. Zwłaszcza dla tłumu.
 
W końcu, nie po to świat oplata gęsto tkana, półprzejrzysta tkanina mediów państwowych, prywatnych i obywatelskich, żeby szary, jak ja kmiotek, wiedział co jest grane.
 
 
 
 
 
 
 
 
rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka