Radoslaw Purski Radoslaw Purski
911
BLOG

Klątwa Bońka wiecznie żywa

Radoslaw Purski Radoslaw Purski Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Kolejne mistrzostwa świata w piłce kopanej bez udziału Polski i kolejny smutny jubileusz dla naszych kibiców.

Polska reprezentacja jest jak tonący rozbitek: lądu już dawno nie widać, ale do dna też jakby daleko. Piłkarze próbują, co prawda, pływać w mętnej wodzie swoich umiejętności, ale sił im starcza jedynie na dobrą grę w macierzystych klubach. Bo w reprezentacji kraju zwycięstwa leżą odłogiem.

Polscy fachowcy od sportu, długo i kwieciście omawiają problem niemocy polskiej reprezentacji i próbują znaleźć jego źródło. Zmiany trenerów niewiele dają. Pamiętamy jak potknął się o naszych Leo Beenhakker. Jerzy Engel twierdził kiedyś, że „selekcja była prosta”. Prosta i łatwa wydawała się, też grupa na mundialu 2002 w Korei: USA, Portugalia i Korea właśnie. A koniec końców, jedyne, co zapamiętaliśmy z tamtych mistrzostw to niestandardowe wykonanie hymnu polskiego przez gwiazdę scen, Edytę Górniak. A może to ona ostudziła zapał i rozproszyła determinację polskich futbolistów? A może przyczyna klęsk i porażek naszej drużyny narodowej leży w metafizyce a nie w umiejętnościach i chęciach szczerych?

Mundial w Meksyku w 1986 roku był początkiem zmierzchu polskiej drużyny narodowej. I właśnie wtedy, przy okazji tego turnieju, Zbigniew Boniek wypalił w którymś z wywiadów, co następuje: Polska nie awansuje do finałów przez następne 20 lat. Prawie trafił. Problem w tym, że ogłoszone wtedy prognozy wydają się być dziś i wciąż, zbyt optymistyczne. Nie tylko, jeśli chodzi o czas trwania „klątwy”, ale i o styl i poziom gry naznaczonych „klątwą”. Polacy nie wyszli z grupy w Korei 2002 i wygrali tylko „mecz o honor” z USA. W Niemczech w 2006 roku też wygrali skromnie, tylko jeden honorowy mecz – z półamatorską Kostaryką. Biorąc pod uwagę dzisiejszą formę piłkarzy Kostaryki i ich sensacyjne zwycięstwa, zastanawia fakt: jak to jest, że my wciąż dostajemy łomot a reprezentacja tego, zaledwie 4 milionowego, kraju, zrobiła tak szalony postęp w tak krótkim czasie? Przedstawiciele FIFA, węsząc jakiś kant, poddali siedmiu piłkarzy Kostaryki badaniom antydopingowym zaraz po ich wygranym meczu z Włochami. I okazało się, że wszyscy są czyści jak łza. Podobnie jak biała, dziewicza karta z zapisem sukcesów polskiej reprezentacji w ciągu ostatnich 28 lat, które minęły od mistrzostw w Meksyku. Bo przecież polskie Euro „koko, spoko” też skończyło się jak zwykle: napompowanymi nadziejami i blamażem naszej drużyny.

Anglicy, też mają reprezentacyjny problem: świetni piłkarze, mocna liga i zupełny brak wyników. W tym roku udowodnili to szczególnie mocno: po raz pierwszy od roku 1958 odpadli z turnieju już w fazie grupowej. Nie dziwi, więc, że frustracja angielskich fanów równa się tej polskiej: od lat, zamiast zwycięskich bramek, widzą w telewizorze tylko naznaczoną cierpieniem twarz Stevena Gerrarda a finałowy gwizdek sędziego, okazuje się z reguły, wyrokiem w sprawie. Może pieśń synów Albionu „Football’s coming home” powinna zostać zakazana, bo metafizycznie przepowiada klęskę i szybki powrót piłkarzy do domu? Podobnie jak kiedyś Gary Neville, którego słowa o chudej dekadzie w angielskim futbolu porównywano z klątwą Bońka.

Dobrze jest znać własną sportową wartość. Ale zbytnia pewność siebie i bufonada to kiepski przepis na sukces. Przekonali się o tym Włosi. Po wygranej z Anglikami, Mario Balotelli zamieścił wpis na Twitterze, domagając się buńczucznie buzi w policzek od angielskiej królowej. Chodziło o to, że butni Włosi planowali łatwo wygrać pozostałe mecze w grupie, zapewniając tym samym reprezentacji Anglii iluzoryczne szanse na awans. Włosi dostali jednak szybko po nosie, ośmieszeni przez świetnych piłkarzy Kostaryki. Anglicy zaczęli pakować walizki już po drugim meczu w grupie a następny mecz Włochów z Urugwajem był ich „być albo nie być” w turnieju. Zbytnia pewność bywa zgubna. Ale co począć, jeśli z upływem czasu polscy kibice będą coraz bardziej pewni jednego: w ciągu długich lat, które nadejdą, polscy piłkarze nie będą w stanie powalczyć o światowe trofea. Bo są za słabi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości