Adam Walanus, Wikipedia
Adam Walanus, Wikipedia
Rafał Osiński Rafał Osiński
690
BLOG

Nie wszyscy w Łodzi opłakują stratę kard. Rysia. Czyli o biskupie banitów

Rafał Osiński Rafał Osiński Społeczeństwo Obserwuj notkę 1
Był również biskupem banitów. Jednak nie wszyscy w Łodzi rozpaczają po powrocie kardynała Grzegorza Rysia do Krakowa, chociaż szybko został zbudowany fakt medialny, jakoby wskutek decyzji Watykanu Łódź doświadczyła niepowetowanej straty. To będzie można jednak dopiero tak naprawdę stwierdzić, kiedy zostanie mianowany nowy metropolita łódzki i zacznie posługę w archidiecezji. A na razie próba "bilansu zamknięcia" po szefowaniu archidiecezją łódzką przez kard. Rysia.

Gwiazdor ... czy gwiazda?
Czy to moja złośliwość i Rysio-sceptycyzm? Raczej Rysio-realizm po 8 latach kierowania Kościołem Łódzkim. No właśnie: Czy kard. Ryś realnie kierował Kościołem czy tylko był jego gwiazdą? I pojęcia „gwiazda” nie używam jako synonim „gwiazdorstwa”, chociaż elementów gwiazdorstwa trudno nie zauważyć u kard. Rysia. Nie ma szczególnie reprezentacyjnego medialnie wyglądu, lecz ma to coś unikatowego, co przyciąga. Gwiazda ma jednak też niewątpliwie kontekst pozytywny. Kardynał Ryś okazał się dla Kościoła Łódzkiego gwiazdą jako inspiratorem wielu nowych inicjatyw ekumenicznych i charytatywnych. Przywrócił również – zawieszoną wcześniej przez abp. Marka Jędraszewskiego - Ekumeniczną Drogę Krzyżową, choć wcale nie w pierwszym roku formalnego duszpasterzowania w Łodzi. Zatem dawał blask – zarówno posiadaną wiedzą, jak i intelektem (pamiętajmy, że inteligencja nie jest tożsama z zasobem wiadomości), ale…. realnie nie był biskupem diecezjalnym.
Łódź i tak nie miała biskupa, … choć miała kardynała
Nie mogę wskazać z imienia i nazwiska autora dość ciekawego spostrzeżenia – zaangażowanego długoletniego kapłana archidiecezji łódzkiej, który – podobnie jak ja – przed ośmioma laty wiązał ogromne nadzieje z nominacją Grzegorza Rysia do Łodzi. Teraz jednak twierdzi, że przez ostatnie lata Łódź miała co prawda kardynała, lecz nie miała biskupa. Bo kard. Ryś po prostu nie miał czasu na kierowanie archidiecezją łódzką – stał się jej twarzą, lecz nie szefował. Łódź zyskała co prawda dwóch nowych biskupów w sile wieku – czyli młodych biskupów, aby pracowali czyli bierzmowali, prowadzili wizytację, pełnili czynności administracyjne w kurii. A kard. Ryś sporo spędzał czasu w Watykanie – tam pełniąc zadania w wymiarze całości Kościoła, zaś w Łodzi pojawiał się na coraz to nowych konferencjach. Tyle że konferencji nie można utożsamiać z mozolną działalnością duszpasterską. I zarazem wielu wypomni mi udział kard. Rysia choćby w wigiliach dla ludzi biednych i wykluczonych. Tak, o tym też pamiętam. Natomiast sympozja i konferencje powinny być rzadkim dodatkiem, a nie jedną z głównych osi duszpasterzowania. Biskup przede wszystkim jest od rozwiązywania bieżących problemów i decyzyjności. I w tym przypadku bp Artur Ważny może być przykładem miotły – ale serdecznej i wyważonej – powołany dla zrobienia porządków w zapuszczonej – a właściwie zdeprawowanej przez wiele lat zachowaniami części duchownych - diecezji sosnowieckiej. Biskup Ważny ma też ważny atut – nie obawia się ludzi mediów: tych wielkich mediów, ale też małych – w tym kanałów na You Tube.
Medialnie jak za „Spiżową Bramą”
Kardynał Ryś chyba raczej woli tych dziennikarzy, którzy nie będą zadawać trudnych pytań, lecz wyjątkiem okazał się niewątpliwy krytyk kardynała – redaktor Paweł Chmielewski z PCh24, dla którego wyjątkowo Ryś znalazł czas. Ich rozmowa była co prawda momentami nawet kurtuazyjna, ale dystans był wyraźnie wyczuwalny. Natomiast ogólnie medialność łódzkiej kurii jest irytująca. W tym aspekcie czas zatrzymał się. I ma się nijak nawet do autoportretu kard. Rysia. Bo skoro kardynał Ryś kreuje siebie jako duchownego chętnego do dialogów, to wywiady z kardynałem prowadzone przez rzecznika kurii diecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa były serią czołobitnych grzecznych rozmów ze służalczą atencją wobec kardynała. Nie było żadnego intelektualnego napięcia w dyskusjach, żadnych twórczych zgrzytów w tych rozmowach – jakby miały być to materiały sprzed kilkudziesięciu lat szykowane na szkolne akademie. Chyba jednak kardynałowi Rysiowi to nie przeszkadzało, skoro latami kontynuował te oficjałki. I samo zakończenie formalnego kierowania archidiecezją łódzką przez kardynała tylko postawiło kropkę potwierdzającą taki sztucznie cukierkowaty obraz w polityce medialnej kurii. Dziennikarze zadawali oczywiste pytania i wsłuchiwali się grzecznie w odpowiedzi ks. Pawła Kłysa. Nikt nie zapytał o słabe strony minionego czasu, a rzecznik rozpływał się w peanach na temat swojego dotychczasowego szefa. Cóż, łódzcy ludzie mediów bardzo lubią ks. Pawła, bo ma… supermotor (co usłyszałem od jednego z etatowych pracowników TVP Łódź). Zresztą wszystko można im wcisnąć, gdyż ich pojęcie o tematyce kościelnej jest mizerne. Kiedy ks. Paweł Kłys stwierdził, jakoby nawet sam kardynał był zaskoczony ogłoszoną nominacją do Krakowa, to dla ludzi jakoś zorientowanych w sprawach Kościoła jest żenadą. Po pierwsze wariant ten powracał jeszcze za pontyfikatu Franciszka, po drugie wśród duchownych diecezji, do której ma być mianowany nowy biskup jest dokonywane rozeznanie, którzy kandydaci pasowaliby, a po trzecie – co najważniejsze – kandydat na ordynariusza dużo wcześniej niż ogłoszenie nominacji spotyka się z nuncjuszem apostolskim i jest pytany o zgodę na objęcie nowej funkcji. Trudno więc mówić o zaskoczeniu kard. Rysia…
Kardynał w blaskach i cieniach
Oponenci kardynała Rysia zarzucają, że mimo jego talentu do nowej ewangelizacji nie wzrósł – jak oczekiwano - wskaźnik mieszkańców archidiecezji łódzkiej uczęszczających regularnie na niedzielne msze św. A moim zdaniem to zarzut oparty na nierealnych oczekiwaniach.. Bo sukcesem Kościoła Łódzkiego jest brak widocznych spadków na tle powszechnej laicyzacji naszej części świata.
Na pewno w archidiecezji łódzkiej uprzywilejowani stali się ci, którzy zwykle byli na szarym końcu w bezpośrednim dostępie do poprzednich szefów łódzkiego Kościoła. Klerycy. Ordynariusz Ryś poświęcał im sporo czasu – w tym na górskich wędrówkach. To nieczęsta praktyka biskupów.
Kardynał Grzegorz Ryś moim zdaniem nie sprawdził się w pandemii. Co najwyżej wzrosła jego popularność. Nie zorganizowano szkoleń, które pokazałyby, jak pełnić konkretne zadania liturgiczne i duszpasterskie z zachowaniem zasad epidemicznych. Niestety, jak gdzie indziej, archidiecezja łódzka straciła też księży wskutek Covidu, chociaż kapłani odprawiali msze w zamkniętych kościołach tylko z małymi grupami wiernych. A można było planować więcej ale krótszych niedzielnych mszy albo odprawiać je na wolnym powietrzu, co ułatwiłoby udział większej liczbie wiernych. Tymczasem dla wielu pozostały transmisje z kaplicy kardynała, gdzie widzowie mogli zobaczyć, iż tam nie było zasad pandemicznych – bo podobno współpracownicy kardynała stanowili rodzinę.
Dziennikarze informacyjni są zachwyceni kardynałem Rysiem, ale oni zazwyczaj żyją dniem. Natomiast już reportażysta i pisarz literatury faktu Marcin Gutowski przed kilkoma dniami w wypowiedzi telewizyjnej w sumie powtórzył diagnozę, jaką od pewnego czasu stawiam: kardynał Grzegorz Ryś mimo walorów duszpasterskich i kaznodziejskich nie należy do sprawnych administratorów. To jego słaba strona. Natomiast zdecydowanie progresywna dziennikarka o wykształceniu teologicznym Monika Białkowska w stałym cyklu na You Tube co prawda pokazuje walory kard. Rysia – zwłaszcza w porównaniu do abp. Jędraszewskiego, do którego antypatii ona nie ukrywa, lecz przypomina, iż to postać nie do końca jednoznaczna. Gdy był administratorem diecezji kaliskiej wystawił mocnego prawnika, który do końca walczył, by Kościół nie musiał wypłacić odszkodowania osobie skrzywdzonej przez księdza we wiadomy sposób (to taki eufemizm dla algorytmu); ostatecznie w sądzie strona kościelna przegrała i zadośćuczynienie ustalono na 300 tys. zł. Ryś był też bardzo związany z parafią jezuicką w Łodzi i zamiast we własnej biskupiej katedrze, tam wolał głosić wielkopostne rekolekcje. Monika Białkowska podaje, iż Ryś bagatelizował niepokojące zgłoszenia dotyczące ówczesnego - medialnie bardzo wyrobionego - proboszcza tej zakonnej parafii; chodziło na przykład o sposób zarządzania ludźmi związanymi z tym duszpasterskim ośrodkiem. Ale kard. Rysiowi u jezuitów podobało się, gdyż lubi charyzmatyczne klimaty. Akurat w ostatnich dniach sąd uznał, że ważna ówcześnie pracownica "Mocnych w Duchu" doświadczała mobbingu. Co ciekawe, obecne szefostwo tego podmiotu nie polemizuje z wyrokiem. Wreszcie wspomniane przeze mnie już kiedyś w jednym z poprzednich podcastów milczenie wtedy jeszcze abp. Rysia w sprawie konfliktu o opłaty cmentarne w Brzezinach, gdzie zarządzał proboszcz podległy łódzkiej kurii.
Biskup banitów
Kardynał Ryś jest znany z tego, że lubi dawać ludziom szanse. Nikt nie wierzył, że buntownik z Jasienicy – ks. Wojciech Lemański, którego abp. Henryk Hoser z diecezji warszawsko-praskiej skazał na banicję, znajdzie miejsce w jakiejś innej diecezji. W końcu postawił się własnemu ordynariuszowi. Tam jednak w znacznej mierze poszło o podejście do dialogu z judaizmem. Pewnie w znacznej mierze dlatego kardynał Ryś otworzył ks. Lemańskiemu drzwi do archidiecezji łódzkiej. Ks. Lemański w niedziele i święta pomaga duszpastersko w parafii, której obsadę stanowi tylko sam proboszcz, a poza tym służy jako kapelan w zakładzie karnym. Czyli odnalazł swoje miejsce, a zarazem dalej działa w obszarze dialogu chrześcijańsko-judaistycznego.
Natomiast nie wyszło kardynałowi Rysiowi z ks. Michałem Misiakiem, który przez około 2 lata funkcjonował w ramach protestanckiego odłamu w Tanzanii, po czym postanowił wrócić do kapłaństwa w Łodzi. Kardynał zgodził się na „cichy” powrót ks. Michała i zorganizował ks. Misiakowi rolę kapelana szpitalnego. Tylko że ks. Misiak nie potrafi działać bez fajerwerków wyłącznie w mozolnej pracy i zaczął wokół szpitala tworzyć coś na kształt mini-centrum ewangelizacji do tego stopnia, że współpraca ze szpitalem – mimo iż prowadzonym przez zakon - przestała być możliwa. Księdzu Michałowi trudno odebrać dobre intencje, ale symptomatyczne, że mimo iż kościół łódzki nie cierpi na nadmiar duchownych, po zakończeniu posługi w szpitalu, nie znalazł się żaden proboszcz, który chciałby przyjąć ks. Michała jako wikariusza. Zatem - według słów ks. Michała Misiaka - kardynał dał zatem wolną rękę, aby sam znalazł sobie zajęcie. Przyznacie, że to bardzo wyjątkowe jak na hierarchiczne funkcjonowanie Kościoła. I ks. Misiak zaczął odprawiać msze w dawnej protestanckiej kaplicy, przez dziesiątki lat funkcjonującej już jako placówka kulturalno-koncertowa (lecz niesakralna). I tworzy tam wspólnotę, a miejsce nazwał dość osobliwie „Gospodą u Ojca”. Ludzie w Łodzi różnie mówią, w jakim kierunku rozwinie się ta inicjatywa i czy pozostanie w jedności z kościołem rzymskokatolickim. Czas pokaże, co z tego będzie i to już zmartwienie bądź radość następcy kardynała Rysia.
Purpura ośmiela i daje odwagę
Wręcz rzutem na taśmę w ostatnich dniach przed nominacją na stolicę biskupią w Krakowie w Łodzi z inicjatywy kard. Rysia powstała Komisja Historyczna ds. Zbadania Przypadków Nadużyć (wiadomo jakich) w Archidiecezji Łódzkiej. Ryś zapowiedział jej utworzenie kilka miesięcy temu po decyzji gremium Konferencji Episkopatu Polski, gdzie zahamowano prace zespołu zajmującego się tym problemem pod kierownictwem prymasa Polski Wojciecha Polaka – orędownika pomocy ofiarom, a powierzono bardziej konserwatywnemu skrzydłu Kościoła w Polsce. W ten sposób kard. Ryś wyraźnie postawił się braciom w biskupstwie. Jednak nie podejmował tak zdecydowanych kroków, kiedy jeszcze nie był kardynałem. Czy prace komisji łódzkiej nabiorą konkretów, będzie zależało od następcy Grzegorza Rysia.
Wcale nie musi być źle
Naprawdę irytuje tworzenie wręcz nieco hagiograficznej postaci Grzegorza Rysia. Natomiast niewątpliwie stał się inspiratorem – właśnie gwiazdą. Niektórzy raczej czarno widzący martwią się, że Łódź nie dostanie już kogoś na funkcję ordynariusza o takim wymiarze jak kardynał Ryś. A może to jednak w dużej mierze właśnie czarnowidztwo i będzie jednak jeszcze lepiej, ponieważ archidiecezja łódzka otrzyma nie tylko nowego duszpasterza, ale równocześnie biskupa, który całą (bądź prawie całą) energię skupi na sprawach lokalnego Kościoła.
Rafał Osiński
(foto: Adam Walanus, Wikipedia)
Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Sprawy społeczno-polityczne i kościelne, edukacja, ochrona zdrowia to bliskie tematy. Ale nie tylko. Jestem uważnym obserwatorem i pomagam, abyśmy nie utopili się w naszej rzeczywistości. Prowadzę kanały na You Tube oraz X: @RafalOsinski-WnikliwyKanal @RafalOsinski-psychoedukacja https://twitter.com/RafalOsinski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo