Rafał Pułka Rafał Pułka
482
BLOG

100 tys. dolarów za ucho prezydenta. Układ wokół Nawrockiego poszedł na całość

Rafał Pułka Rafał Pułka Polityka Obserwuj notkę 69
100 tysięcy dolarów za ucho prezydenta. Prywatna fundacja ludzi powiązanych z PiS stworzyła cennik za spotkania z Karolem Nawrockim w Nowym Jorku, a zaproszenia do biznesu rozsyłał minister z Kancelarii Prezydenta. Tłumaczenia Pałacu, że „prezydent o niczym nie wiedział”, po prostu nie trzymają się kupy. Czy na naszych oczach rodzi się polski model Mar-a-Lago i czy system sponsorskich „cegiełek” rzuca cień na prezydenckie weta w Warszawie?

100 tysięcy dolarów za ucho prezydenta. Jak biznesowa impreza w Nowym Jorku odsłoniła kulisy otoczenia Karola Nawrockiego 

Afera wokół nowojorskiego szczytu gospodarczego Polish-American Economic Summit to prawdopodobnie jeden z największych skandali wizerunkowych obecnej prezydentury. Z ustaleń radia ZET i „Newsweeka” wyłania się obraz, który po prostu nie mieści się w standardach demokratycznego państwa. Oficjalnie wysoki urzędnik państwowy zaprasza firmy na prestiżowy kongres w USA. Nieoficjalnie – prywatna fundacja rozsyła cennik, w którym najdroższą pozycją i głównym „towarem” jest sam prezydent Karol Nawrocki. Żeby zrozumieć, jak w ogóle mogło dojść do czegoś takiego, trzeba najpierw przyjrzeć się ludziom, którzy pociągają za sznurki w tej historii. 

Pajęczyna powiązań. Kto stoi za fundacją CSR? 

Za oficjalnym szyldem Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych (CSR) kryje się zamknięty układ personalny. Choć formalnym prezesem zarządu w dokumentach jest Paweł Ernst, to faktycznym „mózgiem” i organizatorem całości pozostaje przewodniczący rady fundacji, Marcin Chludziński – były prezes KGHM z nadania ekipy Mateusza Morawieckiego. Co najważniejsze, Chludziński łączy kierowanie tą prywatną fundacją z zasiadaniem w oficjalnej Radzie Gospodarczej przy prezydencie Nawrockim. Mamy więc doradcę głowy państwa, który za dnia podpowiada prezydentowi w Pałacu, a wieczorem organizuje płatną imprezę, na której tym prezydentem handluje. 

W radzie fundacji zasiada też Błażej Spychalski, były rzecznik Andrzeja Dudy, na którym ciążą prokuratorskie zarzuty w aferze Collegium Humanum (według śledczych miał obiecywać załatwianie państwowych odznaczeń i miejsc w prezydenckich radach). 

Najważniejszym elementem układanki jest jednak człowiek wewnątrz Pałacu – Karol Rabenda, minister w Kancelarii Prezydenta i prywatnie bliski kolega Nawrockiego jeszcze z czasów studenckich. To właśnie minister Rabenda wysyłał zaproszenia do firm z oficjalnych, państwowych adresów mailowych, działając de facto jako darmowy naganiacz dla prywatnego biznesu swoich politycznych znajomych. 

Amerykański model w najgorszym wydaniu 

Obrona prezydenta próbuje dziś przekonywać opinię publiczną, że płatne pakiety sponsorskie na międzynarodowych konferencjach to „normalna praktyka na Zachodzie”. To ordynarna manipulacja. Podobny system – oparty na jawnym monetyzowaniu politycznych wpływów – doprowadził do perfekcji Donald Trump. Biznesmeni i lobbyści z całego świata płacą gigantyczne pieniądze za wejście do jego posiadłości Mar-a-Lago, ale robią to z czystej kalkulacji, bo ta inwestycja po prostu im się opłaca. 

W amerykańskich realiach korporacje kupują w ten sposób informacje z pierwszej ręki. Podczas prywatnej, nieoficjalnej kolacji dowiadują się o planowanych cłach, podatkach czy wielkich kontraktach zbrojeniowych na długo przed ich ogłoszeniem. Zanim prawo wejdzie w życie, oni już wiedzą, jak na nim zarobić. Przenoszenie takich standardów na polski grunt, gdzie prezydent dysponuje potężną bronią w postaci weta, to prosta droga do oligarchii w państwie, w którym o kształcie przepisów decydują najbogatsi. 

Cennik na stole. Ile kosztuje prywatna audiencja? 

Sam mechanizm sprzedaży dostępu do prezydenta poraża bezpośredniością. Fundacja CSR rozsyłała do wielkich firm i zagranicznych koncernów ofertę ze sztywnym cennikiem [zero.pl]. Do wyboru były trzy poziomy „wsparcia”: 

Pakiet Platinum (100 tysięcy dolarów, czyli około 400 tysięcy złotych): Z relacji informatorów z kręgów biznesowych wynika, że ta astronomiczna kwota miała gwarantować prywatną rozmowę w cztery oczy z Karolem Nawrockim [zero.pl, gxmxb1p]. 

Pakiet Gold (50 tysięcy dolarów): Dawał możliwość wejścia do bardzo wąskiego, elitarnego grona, w którym poruszał się prezydent. 

Pakiet Silver (25 tysięcy dolarów): Zapewniał wstęp do strefy VIP, gdzie można było spróbować „złapać” prezydenta w kuluarach podczas przerwy. 

Przedsiębiorcy, do których trafiła ta oferta, mówią wprost o mało wyrafinowanym podejściu organizatorów. Przekaz był klarowny: robisz przelew – rozmawiasz z prezydentem. Nie płacisz – możesz co najwyżej popatrzeć na niego z końca sali. 

Tłumaczenia Pałacu po prostu nie trzymają się kupy 

Kancelaria Prezydenta natychmiast uruchomiła linię obrony, twierdząc, że cała sprawa to „bzdura i nagonka”, a Karol Nawrocki nie miał pojęcia o żadnych cennikach i nigdy nie uzależniał swoich spotkań od pieniędzy. Ta narracja błyskawicznie rozpada się jednak w zderzeniu z faktami. 

Okazało się bowiem, że oficjalne zaproszenia na nowojorski szczyt wychodziły bezpośrednio z adresów mailowych Kancelarii Prezydenta RP [zero.pl]. Podpisywał się pod nimi wspomniany minister Karol Rabenda. Minister zapraszał prezesów firm, a w kwestiach organizacyjnych wprost odsyłał ich do kontaktu z Fundacją CSR. Bajki o tym, że urzędnicy prezydenta pracowali jako darmowi naganiacze dla prywatnej fundacji i nie wiedzieli, czym ona handluje, trudno traktować poważnie. 

Cień podejrzeń nad prezydenckim wetem 

Najbardziej destrukcyjny aspekt tej afery wykracza jednak daleko poza hotelowe kuluary w Nowym Jorku. Cała ta sytuacja rzuca potężny cień na codzienne decyzje legislacyjne podejmowane w Warszawie. W ciągu ostatnich miesięcy Karol Nawrocki zablokował przecież szereg kluczowych ustaw gospodarczych i regulacyjnych. 

Dziś opinia publiczna ma pełne prawo pytać: czy te weta były wynikiem rzetelnych analiz, czy może efektem skutecznego, opłaconego lobbingu? Skoro prywatna fundacja powiązana z obozem władzy potrafiła wycenić krótką rozmowę z prezydentem na 100 tysięcy dolarów [zero.pl, gxmxb1p], to skąd pewność, że inne decyzje urzędu nie zapadały pod wpływem hojnych sponsorów, którzy wsparli odpowiednie organizacje? Brak jawności w tej materii demoluje resztki zaufania do procesu tworzenia prawa. 

Realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa 

Dopuszczenie do sytuacji, w której dostęp do głowy państwa staje się towarem, niesie za sobą potężne ryzyko dla kraju. I to z kilku powodów: 

- Interes publiczny idzie w odstawkę: Dostęp do najważniejszej osoby w państwie nie może zależeć od zasobności portfela. Jeśli o tym, kto rozmawia z prezydentem, decyduje wielkość przelewu, interes zwykłych obywateli przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. 

- Prezent dla obcych służb i lobbystów: Dla międzynarodowych korporacji czy zagranicznych grup interesu kwota 100 tysięcy dolarów to niezauważalny wydatek budżetowe. Kupując pakiet Platinum, obcy lobbyści zyskują niekontrolowany dostęp do polskiego prezydenta na zagranicznym wyjeździe – całkowicie poza radarem i nadzorem polskich służb kontrwywiadowczych. 

- Kompromitacja na arenie międzynarodowej: Robienie z obecności głowy państwa płatnej atrakcji komercyjnej degraduje Polskę na świecie. Zaczynamy przypominać republikę bananową, w której za odpowiednią opłatą można załatwić prywatną audiencję u prezydenta na boku, w przerwie sesji ONZ. 

Ta sprawa nie może rozbić się o zwykłe medialne pyskówki. Wymaga natychmiastowego i transparentnego śledztwa prokuratury. Trzeba precyzyjnie prześwietlić wszystkie przepływy finansowe fundacji i wyjaśnić, jak to możliwe, że Kancelaria Prezydenta stała się faktycznym biurem handlowym dla grupy politycznych znajomych.

analizuje i komentuje wydarzenia w Polsce i na świecie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (69)

Inne tematy w dziale Polityka