Koniec z symetrią. „Siłowe” to jest bezprawie PiS-u, a państwo ma po prostu robić swoje
Wokół zmian w instytucjach kręci się potężna karuzela manipulacji. Słyszymy histeryczne wrzaski o „siłowym przejęciu” Akademii Wymiaru Sprawiedliwości i płacz, że zaraz będzie „zamach” na Trybunał Konstytucyjny. Czas zresetować tę ściemę i nazwać rzeczy po imieniu. W działaniach rządu nie ma ani grama „siłowego przejęcia”. Jest wyłącznie egzekwowanie prawa. Jeśli ktoś tu używa siły, to tylko PiS i ich ludzie.
Uleganie krzykom Telewizji Republika – którą zresztą trudno w ogóle nazywać mediami – byłoby kapitulacją normalnego państwa. Ich przekaz od miesięcy jest prymitywny: kiedy my łamiemy prawo, to jest „wola suwerena”; kiedy państwo rozlicza nas z przepisów, to nagle krzyczą o „pacyfikacji”. Z tą bezczelną narracją trzeba skończyć raz na zawsze.
Strach przed prawem i pałacowe ubezpieczenie
W tę ordynarną grę idealnie wpisują się dziś ludzie pokroju Karola Nawrockiego, którzy robią wszystko, byle tylko zablokować i sparaliżować Trybunał Konstytucyjny. Scenariusz jest prosty: oni potwornie boją się sytuacji, w której ta instytucja w końcu zacznie normalnie i niezależnie działać, bo wtedy skończy się ich bezkarność. Co gorsza, w tę samą zgraną płytę bezrefleksyjnie uderza dziś Pałac Prezydencki. Zamiast stać na straży Konstytucji, tamtejszy ośrodek władzy działa jak polityczny ubezpieczyciel Nowogrodzkiej – torpeduje każdą próbę przywrócenia porządku prawnego i firmuje swoim autorytetem tę rozpaczliwą obronę koryta. To nie jest żadna troska o ustrój, to zwykła partyjna partyzantka ze strachu przed odpowiedzialnością.
Policja nie przejmuje – policja usuwa blokadę
Jeżeli w Akademii albo w przyszłości wokół Trybunału Konstytucyjnego pojawia się policja, to nie po to, żeby robić rewolucję. Funkcjonariusze są tam wyłącznie do pomocy w wykonaniu legalnych decyzji i usuwania fizycznych przeszkód stawianych przez ludzi, dla których prawo liczy się tylko wtedy, kiedy daje im stołki.
Państwo nie może stać i bezradnie patrzeć, jak legalni urzędnicy czy nowi rektorzy odbijają się od drzwi własnych gabinetów, bo drogę blokują im posłowie oderwani od władzy. Obecność policji to żaden „szturm” – to zwykłe czyszczenie nielegalnej blokady.
Trybunał na partyjny telefon
Przez lata ekipa Nowogrodzkiej systemowo niszczyła porządek konstytucyjny i robi to dalej, bo nie potrafi pogodzić się z porażką. Idealnym symbolem tego rozkładu jest instytucja Julii Przyłębskiej i Bogdana Święczkowskiego, nazywana jeszcze dla żartu Trybunałem Konstytucyjnym.
Ten organ od lat nie wydaje wyroków w imieniu RP. Stał się prywatną, partyjną wyrocznią, która bezczelnie klepała i klepie polityczne rozkazy. Ochrona takiego układu przez PiS, Republikę i ich stronników nie ma nic wspólnego z obroną Konstytucji. To zwykła walka o przetrwanie systemu, który miał być bezkarny.
Łamanie prawa musi boleć
Czas, aby siła prawa w końcu wygrała z prawem siły, które PiS i jego medialne przybudówki próbują wcisnąć Polakom. Łamanie przepisów przez polityków i ich nominatów musi kończyć się twardą reakcją państwa – z udziałem policji włącznie, jeśli będzie trzeba.
W państwie prawa nie ma świętych krów. Jeśli polityczni nominaci poprzedniej władzy nie chcą oddać pieczątek i kluczy mimo legalnego odwołania, to asysta policji nie jest żadnym zamachem. To przywracanie normalności i koniec ery bezkarności.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)