To nie nasza wojna? Jeśli Ukraina padnie, Rosja pójdzie dalej
Za naszą granicą trwa rzeź, a w Polsce część polityków i mediów urządza sobie festiwal czystej ślepoty. Rosyjskie drony wybuchają tuż przy naszej granicy, pociąg relacji Kijów-Warszawa ma wysadzoną lokomotywę, a my co chwilę dostajemy alerty RCB, bo nasze myśliwce muszą startować w środku nocy. Ukraina ma coraz ciężej. Bądźmy realistami – bez pomocy Europy, świata i przede wszystkim Polski, oni po prostu nie mają szans.
A co robi w tym czasie polska prawica? PiS, Konfederacja, Braun i Telewizja Republika głośno krzyczą i wmawiają Polakom, że to „nie nasza wojna”. Wzywają do tego, żeby przestać pomagać, szczują na Ukraińców i sieją potężną dezinformację. Jak się na to patrzy, to wygląda to tak, jakby oni po prostu chcieli, żeby Ukraina przestała istnieć.
Rosyjskie hasła z polskimi ustami
Każdy, kto patrzy na to obiektywnie, widzi jedną rzecz. Służby Kremla działają w Polsce na pełnych obrotach, a polska prawica idealnie im wtóruje. Hasła naszych polityków dziwnym trafem są kropka w kropkę zbieżne z tym, co nadaje rosyjska propaganda. Agenci i trolle Putina puszczają w sieci ordynarne fejki, które niczym nie różnią się od tego, co słyszymy z ust prawicowych krzykaczy.
Nikt nie powinien się dziwić, że pojawiają się podejrzenia o współpracę z Kremlem czy wręcz o sponsorowanie niektórych organizacji i ludzi przez rosyjskie służby. Te wszystkie podejrzane kontakty, spotkania, kręcenie się ludzi powiązanych z Moskwą wokół kampanii wyborczych – jak przy Nawrockim czy aferach z Zondacrypto. Przecież to wszystko widać jak na dłoni.
A jak wygląda obrona prawicy, kiedy ktoś ich o to zapyta? Za każdym razem kończy się tak samo: pokazują zdjęcie Donalda Tuska na molo z Putinem sprzed kilkunastu lat. Serio, to jest już tak śmieszne i zgrane, że aż żałosne. Świat płonie, a oni dalej licytują się jednym zdjęciem. Wpływ Rosji na naszych polityków jest potężny i czas przestać udawać, że tego nie ma.
Putin nie pęka. Myślicie, że się zatrzyma?
Wmawia się nam, że jak odetniemy się od Ukrainy, to będziemy bezpieczni. To bzdura. Putin to nie jest facet, który nagle powie „pas”. Dokładnie widzimy po Ukrainie, do czego jest zdolny. Giną tam tysiące rosyjskich żołnierzy, a dla niego to są tylko zwykłe koszty operacyjne. On nie cofnie się przed niczym.
Jeśli Ukraina padnie, Rosja stanie bezpośrednio pod naszymi granicami. Będziemy mieli ich dywizje wzdłuż całego kraju – od Obwodu Królewieckiego i Białorusi, aż po Podlasie, Lubelszczyznę i Podkarpacie z Bieszczadami. I to będzie nasz koniec.
Zostaniemy krajem frontowym. Koniec z bezpiecznym życiem, koniec z zagranicznymi inwestycjami w Polsce, bo kto zainwestuje w kraju, który zaraz może zostać zaatakowany? Putin, rozochocony wygraną, na pewno przetestuje NATO i uderzy na kraje bałtyckie albo prosto w nas.
Wojna na Ukrainie zagraża całej Europie, ale Polsce na pierwszym miejscu. Pomoc dla nich to nie jest żaden prezent czy fundacja charytatywna. To jest nasz własny interes i walka o to, żebyśmy za parę lat sami nie musieli uciekać do schronów. Kto tego nie rozumie, ten albo jest ślepy, albo z różnych powodów pasuje mu taki układ. Tylko trzeba pamiętać, że Kreml nie zna słowa "przyjaciel"


Komentarze
Pokaż komentarze (32)