Okiem dyletanta
Życie jest jak kino — ono pisze scenariusze, a my odgrywamy swoje role
1 obserwujący
27 notek
37k odsłon
  889   0

„Mistrz”. Zmarnowany potencjał na dobre kino.

Robert Pałka
Robert Pałka

Historia Tadeusza Pietrzykowskiego to gotowy scenariusz na film. Zdaję sobie sprawę, jak trywialnie to brzmi, ale naprawdę tak jest. To scenariuszowy samograj. Prawdziwa historia polskiego pięściarza, który trafia do obozu w Auschwitz. Tam — w wyniku przypadku — zaczyna toczyć pojedynki bokserskie i, na pełnym legalu, leje (między innymi) niemieckich oprawców po pyskach, aż miło. To tak w sporym uproszczeniu. No i czegóż chcieć więcej?

Wydawać by się mogło, że tej historii nie można zepsuć, jednak nie wszystko poszło w dobrą stronę. Film pod względem technicznym jest zrobiony bardzo dobrze. Scenograficznie i aktorsko też bez zarzutu (świetny Piotr Głowacki), jednak mam problem z tym filmem na poziomie scenariusza. Zdaję sobie sprawę z tego, że życie w obozie, to nie były letnie półkolonie, ale ilość scen brutalnych, ukazujących okrucieństwo tamtego miejsca, jest — moim zdaniem — przesadzona. Momentami przysłania główną oś fabuły. Ktoś tu za mocno zachwiał proporcjami.

Moją ocenę filmu zaniża jedna z ostatnich scen, która, w rezultacie, prowadzi do finałowej walki. Nie będę spoilerował, więc napiszę tylko, że jest absurdalna, niedorzeczna i głupia. Mniej bolesna dla oczu byłaby obserwacja spawacza podczas pracy, bez ochronnych okularów. A i sama finałowa walka… Cóż tu napisać… Pamiętacie Państwo filmowy pojedynek Rocky Balboa vs Ivan Drago? To był dokument. Jeśli ktoś nie zna losów Tadeusza Pietrzykowskiego, a chciałby je poznać, to niech nie czyni tego przy pomocy filmu „Mistrz”.

Okiem dyletanta: 5/10

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura