Okiem dyletanta
Życie jest jak kino — ono pisze scenariusze, a my odgrywamy swoje role
0 obserwujących
25 notek
35k odsłon
  156   0

„Jeźdźcy sprawiedliwości”. Duńska robota

Best Film
Best Film

Starałem przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni widziałem jakiś słaby lub, choćby przeciętny duński film w kinie i nie potrafiłem odnaleźć w pamięci żadnego takiego tytułu. Nie wiem, czy to ja mam takie szczęście, że trafiam tylko na te dobre, czy może to duńskie produkcje trzymają regularnie wysoki poziom. Nieważne, tak czy siak, „Jeźdźcy sprawiedliwości” to kolejny, po oskarowym „Na rauszu”, bardzo dobry i nietuzinkowy film, w którym znów w główną postać wciela się Mads Mikkelsen i — po raz kolejny — robi to świetnie.

Cała historia zaczyna się bardzo niewinnie. Dziadek chce kupić w prezencie swojej wnuczce rower. Tej, jednak nie odpowiada dostępny kolor, więc rower w wymarzonym przez nią kolorze trzeba sprowadzić. I to właśnie, z pozoru błahe wydarzenie trąca pierwszą kostkę domino. A dalej już leci, jak to w domino. Następujące po sobie wydarzenia w rezultacie doprowadzają do katastrofy kolejowej. Wypadek? Innego zdania jest ocalały z katastrofy matematyk, dla którego nie istnieje coś takiego jak przypadek, ślepy los, a wszystko dzieje się po coś i można to wyjaśnić za pomocą analizy statystycznej i algorytmów. A że sprawa wydaje się być „gruba”, to do pomocy zaprzęga dwóch swoich przyjaciół o równie „pięknych umysłach”. Wkrótce do swojej teorii przekonują męża jednej z ofiar katastrofy i zawiązują swoiste „komando", którego każdy członek na swój sposób jest dysfunkcyjny.

Ciężko przypisać „Jeźdźców sprawiedliwości” do konkretnego gatunku filmowego, bo mamy w nim mieszankę kina akcji, sensacyjnego, kryminalnego i trochę psychologicznego, a to wszystko w fajnie dobranych proporcjach. Jest też w nim trochę elementów komediowych, ale to — w zdecydowanej większości — czarny humor. Niby jest zabawna scena, człowiek się uśmiechnie, ale po chwili orientuje się, że to tak naprawdę śmieszne nie jest, bo zachowanie bohatera w tej scenie wynika z jego traumy. Kawał dobrego, angażującego widza kina. Duńska robota.

Okiem dyletanta: 8/10

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura