Okiem dyletanta
Życie jest jak kino — ono pisze scenariusze, a my odgrywamy swoje role
1 obserwujący
28 notek
38k odsłon
  1058   0

„Bo we mnie jest seks”. Kalina Jędrusik zasłużyła na więcej

Next Film
Next Film

Wyprzedzała czasy, w których przyszło jej żyć. Obyczajowość pojmowała w dość specyficzny i oryginalny sposób. Uwodziła płeć jedną, a u płci drugiej wzbudzała zazdrość i niechęć. Potrafiła szokować obie (żeby była jasność, płcie są dwie!). Uwielbiały ją miliony, ale wrogów też mało nie miała. Wśród tych drugich żona panującego wówczas Władysława „Wiesława”, która szczerze Kaliny Jędrusik nie znosiła.

Film poświęcony legendzie i ikonie ówczesnej popkultury, postaci magnetycznej i elektryzującej. Więc mogło coś pójść nie tak? Poszło i nie poszło. Jeśli ktoś spodziewał się po „Bo we mnie jest seks” filmu stricte biograficznego — a tak był przecież zapowiadany — to mógł poczuć się po seansie rozczarowany i zawiedziony. Historia skupia się bowiem tylko na jednym epizodzie z życia artystki, a i ten odnosi się dość luźno do faktów. Taka licentia poetica. Jeżeli natomiast ktoś oczekiwał kina rozrywkowego, które ogląda się sprawnie, beztrosko i przyjemnie, to takie właśnie dostał. Nieskomplikowana, jednowątkowa historia, przeplatana znanymi kawałkami polskiej „Marilyn Monroe” te oczekiwania spełnia.

Ja z tego filmu zapamiętam na dłużej tylko rolę Marii Dębskiej, która swoją kreacją ciągnie ten cały wózek. Drugi plan też daje radę, ale jednak pozostaje w cieniu odgrywającej rolę głównej bohaterki. Jej gra robi wrażenie, jest porywająca, po prostu świetna (zgarnęła tegoroczną nagrodę „Złote Lwy” za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą). Film, jako całość, nie jest zły, ale biografia Kaliny Jędrusik zasługuje zdecydowanie na więcej.

Okiem dyletanta: 5/10

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura