rafał sulikowski rafał sulikowski
307
BLOG

Tragedia w Krakowie.

rafał sulikowski rafał sulikowski Rozmaitości Obserwuj notkę 36
Jestem kierowcą od 1996 roku z bezwypadkową jazdą, jedynie zaliczone kilka małych stłuczek i mandaty głównie za małe przekroczenia prędkości. Zdarzało mi się jechać za szybko, lecz jazda w pojedynkę to zupełnie coś innego niż gwar, jaki musiał panować w aucie Patryka - na nagraniu któryś z zabitych mówi wprost: “dobra, k.a, wystarczy”. Nie tylko jestem kierowcą-amatorem, ale od kilkunastu lat pracuję jako kurier i dostawca.

       W tym krótkim tekście podam własną wersję tego, co się zdarzyło przedwczoraj w nocy z 15/16 lipca 2023. W tym celu wielokrotnie analizowałem udostępniony oficjalnie monitoring z dwóch kamer - jedna w miejscu, które ściął samochód, druga z dalszej odległości. Najpierw pokazano pędzące z prędkością co najmniej 120 km/h żółte megane, a chwilę potem mamy widok z naprzeciwka domu handlowego “Jubilat”, a gdy samochód wpada na chodnik filmuje druga kamera. Analizowałem oba ujęcia metodą stop-klatki.

       Sprawa jest moim zdaniem ewidentna - do wypadku nie doszłoby w dwóch sytuacjach: 1/ gdyby renault jechał prawidłowo pod względem szybkości; 2/ gdyby mimo szalonej prędkości megane na szosę nie wszedł pieszy. Gdyby nieznany pieszy wiedział, że się nie przyczynił do katastrofy, pobiegłby na miejsce zdarzenia, zadzwonił na numer 112. Nie obawiał się mandatu za przekraczanie dużego skrzyżowania w miejscu niedozwolonym. Obawiał się i moim zdaniem słusznie, że okaże się współwinnym tego wypadku.

      Dramat zaczyna się w 0:09 sekundzie nagrania, gdy pieszy najpierw staje na krawężniku, a megane jest jeszcze daleko i nie widać świateł. Cofnijmy się jednak o 5 sek. wstecz - w 0:04 sek. pieszy wchodzi na krawężnik od strony “Jubilata”. Między 0:05 a 0:08 sekundą idzie krawężnikiem i w 0:09 sek. prawie bez zatrzymywania się wkracza jedną nogą (chyba prawą) na pas do lewoskrętu z Alei Trzech Wieszczów w ulicę Zwierzyniecką. Sekundę później pieszy wykonuje dwa kroki i znajduje się już cały na pasie do lewoskrętu w około ⅓ jego szerokości. W 0:09, a najdalej w 0:10 sek. nagrania zarówno pieszy zauważa pędzące lewym pasem auto, jak i prawdopodobnie Patryk nagle zauważa pieszego. Wie, że nie wyhamuje, żeby przepuścić pieszego, a nie może być pewien, że pieszy się cofnie, odruchowo skręca w prawo i ścina trzeci słupek sygnalizacyjny - widać, jak słupek odpada na chodnik od strony prawej, a jednocześnie w renault gaśnie prawy reflektor. Samochód przy takiej prędkości jest nadsterowny i to powoduje poślizg w prawo. Patryk prawdopodobnie próbował uniknąć zarówno ścięcia kolejnych słupków, jak i zdążyć przejechać zanim pieszy dojdzie do końca lewoskrętu, więc odbija w lewo. Kiedy przejeżdża na centymetry koło cofającego się pieszego, auto nie ma już przyczepności.

        Trzeba pamiętać, że przed skrzyżowaniem przed mostem Dębnickiego droga lekko, ale jednak skręca w lewo, a w dodatku nieco obniża się w miejscu, gdzie przecinają ją szyny tramwajowe. Tak więc auto wpada co prawda w poślizg zanim pieszy dojdzie do najdalszego punktu przed wycofaniem się, ale jego obecność tam komplikuje sprawę - to wszystko się dzieje w ciągu paru sekund. Kiedy mija pieszego zapewne próbował wyprowadzić auto z poślizgu, pogłębionego dodatkowo przez mokre z powodu deszczu torowisko. W tym celu można wykonać kontrę, przeciwskręt - zapewne zauważył, że droga skręca w lewo, więc próbował odbijać w prawo, ale auto straciło sterowność. Prawdopodobnie kierowca obawiał się wypadnięcia z drogi z prawej strony, gdzie też są schody zakończone murkiem.

      W 0:13 sekundzie, po minięciu pieszego, który cudem unika śmierci, kierowca próbuje wrócić na swój pas ruchu, czyli lewy pas do jazdy na wprost przez most i w tej samej sekundzie poślizg pogłębiają mokre szyny tramwajowe. Po przejechaniu przez szyny kierowca zapewne wykonuje chaotyczne kontry i przeciwskręty, jednak dodatkowo niekorzystnie działa tu obniżenie poziomu ulicy na szynach.

      Od 0:14 sek. udostępnionego filmu z drugiej, dalszej kamery widać, że auto wpada w poślizg zanim pieszy wszedł na pas do lewoskrętu, a tymczasowego do jazdy na wprost - po ścięciu środkowego słupka. Zauważmy przy tym, że przy wjeździe na most Dębnicki zamknięte są obydwa pasy, a do jazdy na wprost przeznaczony jest lewy pas prowadzący od Ronda Grunwaldzkiego przez Most Dębnicki. To znaczy, że jadąc lewym pasem do jazdy na wprost koło “Jubilata” musiał skręcił lekko w lewo, żeby dostać się na pas, którym normalnie auta jeżdżą lewym pasem od strony Matecznego w kierunku “Jubilata”.

       I najważniejsze - aby dostać się na ów pas awaryjny, musiałby jechać tym pasem, na którym był w ⅓ pieszy, a który normalnie służy do skręcania w Zwierzyniecką. Widać wyraźnie namalowaną żółtą, czyli tymczasową, przerywaną linię oddzielającą. Gdyby więc nie było pieszego, prawie na pewno wjechałby na tymczasowy pas do jazdy na wprost w kierunku Matecznego. Chciał ominąć pieszego, a jednocześnie opanować samochód i jednocześnie nie wpaść w barierki obydwu zamkniętych pasów do jazdy na wprost w kierunku Ronda Grunwaldzkiego. Przy takiej prędkości tyle manewrów na raz nie da się wykonać.

      Nie wiadomo też czy w ogóle hamował - jeśli hamował za mocno, to mogło pogłębić poślizg, a najczęściej zamiast właśnie dodać gazu - co daje dobre efekty wychodzenia z poślizgu przy przednim napędzie -, kierowcy odruchowo mocno wciskają hamulec. Jeśli w ogóle nie hamował, co jest raczej mało prawdopodobne, to przy takiej prędkości, warunkach pogodowych, ograniczonej widoczności - i tak wpadłby, jeśli nie w lewy mur, to w prawy u początku ul. Kościuszki.

      Najprawdopodobniej, gdyby nie pieszy, również doszłoby do wypadku, ale może mniej tragicznego. Oczywiście, że główną przyczyną była brawura, ale nawet jakby jechał 300 km/h, to żaden pieszy, szczególnie nocą, nie miał prawa tamtędy przechodzić. Jego zachowanie - szybkie oddalenie się z miejsca wypadku - sugeruje jedno: zrozumiał, że jest współwinnym tej tragedii, a dodatkowy zarzut - nieudzielenie pomocy - zagrożony jest karą do 3 lat więzienia. Policja oczywiście o tym wie, że nie chodzi o przesłuchanie go jako świadka, tylko postawienie dwóch zarzutów, a nawet - ustalenia, czy nie jest współodpowiedzialny za ten koszmarny wypadek. Biegli przecież też pewnie o tym wiedzą i analizowali filmiki na zoomie klatka po klatce.

Dramat polega więc na tym, że zawinił i kierowca i pieszy, z tym, że ten drugi do końca życia będzie zmagał się z okropnym pytaniem: “Czy doszłoby do tego wypadku, gdyby mnie nie było na pasie do tymczasowej jazdy na wprost?” Szczerze, nie chciałbym nigdy znaleźć się w podobnej sytuacji. I najgorszemu wrogowi tego nie życzę.

rafał sulikowski

Ur. 1976 w Krakowie, doktorat w UJ (2012), absolwent polonistyki, eseista, publicysta, poeta i kompozytor muzyki elektronicznej. Mieszka i pracuje w Wielkopolsce.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości