Wzorem średniowiecznych ascetów, zadałem sobie nieco trudu i wyrzeczenia. Sięgnąłem po prasę "właściwą". Od dechy do dechy przeczytałem i najkrócej rzecz ujmując tygodnik "Polityka" z 30 października zajmuje się trzema sprawami: wazelinuje ruskim, kpi z Kaczyńskiego i warczy na Kościół.
Skupić chciałem się jednak na modelowym artykule Jana Hartmana o in vitro. Wpierw jednak, słowem wstępu, kilka cytatów z rozmowy Jacka Żakowskiego z Andrzejem Lederem, psychoterapeutą z ładnym uśmiechem i pogodnym wyrazem twarzy:
Jest jednak coś więcej: takie niby-przeprosiny są częścią konsekwentnej strategii tego politycznego i społecznego obozu, która wykorzystuje grę poczuciem wyższości jako element konfliktu politycznego. "Przeprośmy nieszczęśników. Co nam szkodzi?". Lekceważące. Ci, którym się udało, autoryzują swoje stanowisko, podkopując poczucie wartości tych, z którymi walczą. Marginalizują ich, opisując jako zacofanych, nieudaczników, nieuków.
W ten sposób stara się częściowo ich unieważnić. Jej [Platformy Obywatelskiej] elektorat to ludzie mający poczucie jakiegoś sukcesu, dumni z siebie. W tle tej dumy jest często pogarda czy lekceważenie dla słabszych, którym się nie udało. Pogarda nie jest tak mocno wyrażana jak dyskurs obwiniania. Ale jest bolesna. Zwłaszcza gdy jej wyrazem staje się przemilczanie. W dyskursie zadowolonych spora część społeczeństwa jest trwale nieobecna.
(...)
Pomijanie, lekceważenie, wyśmiewanie, dezawuowanie jakiejś znaczącej grupy też wcześniej czy później doprowadza do kryzysu politycznego.
Teraz wertujemy kilka kartek i przechodzimy do artykuły Jana Hartmana, którego liczko nie jest już tak przyjemne jak facjata psychoterapeuty. Filozof z KULu, bioetyk UJ żarliwie omawia sprawę uregulowania ustawowego zabiegów in vitro.
Finał tej sprawy będzie ważnym probieżem postępów, jakie czyni w Polsce liberalna demokracja.
Symboliczny i polityczny wymiar tej sprawy jest jednak znacznei szerszy niż zwiększenie, bądź nie, zobowiązań finansowych państwa - chodzi o kulturę stanowienia prawa i cele, które realizuje polski prawodawca. A istnieje obawa, że trwający proces legislacyjny zmierzać będzie do politycznych kompromisów, lekceważących względy kultury prawnej i wymagania demokratycznej cywilizacji politycznej.
Po takim wstępniaku wiemy już, że najstosowniej będzie usiąść na podłodze po turecku i słuchać z lekko uchylonymi ustami. Po aktach strzelistych, basowaniu o kulturze prawnej i "demokratycznej cywilizacji politycznej" (wypadałoby to zapisać gdzieś złotą czcionką) autor przechodzi do poszczekiwania na Kościół. Płacze nasz filozof, jaką to Kościół ma silną pozycję polityczną, ile to spraw uregulowanych jest pod jego dyktando a myśli swe kończy w sposób tak banalny, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać:
Z faktu, że Polacy chodzą do kościoła nie wynika, że przyjmują jego poglądy albo że żyją w sposób, jaki doktryna katolicka zaleca.
Czy Kościół przyznaje państwu polskiemu, zamieszkanemu w większości przez katolików, prawo do ingerowania w zapisy prawa kanonicznego? Chyba nie. Wiec czemuż to niby watykańscy teologowie meliby meblować życie polskim rodzinom?
Po tych wywodach gimnazjalisty, który podebrał tacie kilka numerów tyg. NIE i poczuł się mocny, przychodzi czas na stwierdzenia kategoryczne:
Bynajmniej jednak nie jest kwestią praw fundamentalnych zakazywanie zapłodnienia in vitro.
Nie jest żadnym ustalonym faktem, że życie zarodka ludzkiego podlega tej samej ochronie, co życie płodu czy urodzonego już człowieka.
W tym miejscu żarty się kończą a zaczyna się totalitaryzm. Granice. Zagadnienie o znaczeniu fundamentalnym. Kiedy zaczyna się dzień? O wschodzie słońca. Którędy najlepiej poprowadzić linię dzielącą państwa? Rzeką bądź łańcuchem górskim. Kiedy zaczyna się życie? Od początku się zaczyna, od POCZĘCIA. Itd.
Przesuwanie granic, perfidna manipulacja czerwonych. Dywagacje, czy życie zaczyna się w 4,5 czy 10 tygodniu? A może w 110? Świat, w którym odwieczne prawa natury reguluje Jan Hartman i jemu podobni mędrkowie.
Dalej mamy poddanie w wątpliwość istnienia praw naturalnych jako takich i deklarację:
Kto twierdzi, że etyka katolicja zawiera część niewyznaniową, ten po prostu albo nie wie co mówi, albo kłamie.
Otóż nie ma nic stosowniejszego dla wszystkich niewierzących w Boga niż praktykowanie etyki katolickiej z pominięciem części wyznaniowej. Będzie tego z 90% całej etyki katolickiej, prawie wszystkie przykazania, grzechy, obrzędy, tradycje itd. Jest to bowiem nalepsza metoda rozwoju własnego ja, najbardziej prawdopodobny sposób osiągnięcia szczęścia i przejscia przez życie z pominięciem "przyjemnosci", które później stanowią balast niczym kula więzienna. Etyka katolicka nie wzięła się z sufitu o czym szczwany autor dobrze wie lecz o tym nie pisze. Czy każde pokolenie ma się uczyć życia od nowa, od nowa otwierać wszystkie szufladki wszechświata? Czy może mamy zdać się na "demokratyczną cywilizację polityczną"? C`mon Johnny, give me a break.
Szkoda mi strzępić klawiaturę na wywody teologiczne autora, które dalej prezentuje, przejdzmy do kolejnego charakterystycznego rysu:
O teologii mam pewne skromne pojęcie, lecz na medycynie nie znam sie prawie wcale. (...) Dlatego nie zabieram głosu w sprawie mnożenia zarodków i ich liczby oraz selekcji w procedurach zapłodnienia in vitro. Odradzam też innym nielekarzom wdawanie się w te szczegóły.
Tak, to jest właśnie kwintesencja zjawiska o którym wspominał Andrzej Leder. Przypomina się nieboszczka Unia Wolności i jej tuzy w olimpijskich pozach wygłaszające maluczkim prawdy do wierzenia. Nieznoszący sprzeciwu, nie zakładający dyskusji, niedopuszczający jakiejkolwiek wątpliwości. Wyniosłość i pogarda dla adwersarza w formie czystej. Etyke wskaże nam gimnazjalista Hartman a "procedury" najlepiej pozostawić lekarzom. A teraz odmaszerować, wy stado bydląt!
Dla porządku dodam iż nie wnikam w kwestię in vitro. Nie wypowiadam się na ten temat. Zwracam tylko uwagę na sposób i styl argumentacji. Nie potrafie zrozumieć jak można cały numer gazety gardłować przeciw nienawistnikowi Kaczyńskiemu a w samym środku dawać tekst gościa, który obawia się kompromisu?!


Komentarze
Pokaż komentarze