[stricte o PJN w 3 ostatnich akapitach, dla niecierpliwych]
Przedświątecznie nachodzi mnie stara wątpliwość, po chłopsku rozbierana, mianowicie trafność kategoryzowania dobro-zło. Wydawało mi się ongiś, że niemalże wszystkie działania ludzkie, wszystkie sprawy nas dotykające, można skategoryzować na osi dobra i zła.
Z upływem czasu dochodzę jednak do wniosku, że coraz mniej zjawisk nadaje się do umieszczenia na skali dobra i zła. Coraz częściej sprawy, które kiedyś uznałbym za zło, wydają mi się obiektywne. Dzieją się po prostu, bo takie jest życie a dobro i zło nie ma z nimi zupełnie nic wspólnego.
Robert Penn Warren w powieści „Gubernator “ pochodną tej watpliwość wkłada w usta jednego z bohaterów: czy można robić dobro ze zła.
Czy złem jest, iż Donald Tusk ciśnie krtań Jarosława Kaczyńskiego butem do gleby i nie chce popuścić? Czy przez to jest złym człowiekiem, złym politykiem? Nie. Tak jak na meczu pięściarskim Amira Khana z Carlosem Maidana (stawiam butelke wódki, że będzie to walka roku 2010) nie ma dobrego i złego, tak samo i tu. Powie ktoś „Kaczyniak ma rację a Tusk to cwany łajdak!”. Być może. Tak samo jak serce do walki miał Maidana a Khan cwanie dojechał do zwycieskiego końca, choć mało brakowało, by nie wytrzymał. Taka jest rywalizacja, ot co.
Czy można czynić dobro ze zła. Weźmy np. coś takiego jak działanie dekstrukcyjne, zniszczenie. Czy można niszczyć w imię dobra? - Przecież to czysty leninizm! - oburzy się delikatna dusza. –Jakże to, by cel uświęcał środki?! Policzek drugi nadstawić i złego drugiemu nie czynić. – doda.
A gówno! powiadam ja. Żadnego policzka nie wolno nadstawiać, ani pierwszego, ani drugiego bo to grzech ciężki i bluźnierstwo przeciw Stwórcy. Nie po to Pan Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, byśmy wystawiali mordę do poprawek. Mało tego, jeśli już chcielibyśmy to ująć etycznie to zło napaści zsumowane ze złem bierności nie da nam dobra. Wyjdzie po prostu dubeltowe zło.
Wychodzi więc na to, że zjawiska nie ujęte na skali dobra i zła można potraktować jako politykę, instynkty, podświadomość, predystynację duszy itp.
Przechodząc przedświątecznym filozofowaniem do sedna, odnieśmy się do jesiennego cukiereczka mediów wszelakich (prócz oszołomów) – PJNu i Joasi Dobra Kampania Kluzik-Rostkowskiej. Nie mogłem ich z początku rozgryźć, nabrać dałem się nieco na szlochy o tym jak zły Jarosław ich okrutnie potraktował. Znaczną część wątpliwości rozwiał z miejsca Michał Kamiński swym występem w TVNie u Morozowskiego. Później obserwowałem ich podejrzliwie, a dziś czarę goryczy przelał Paweł Kowal w rozmowie dnia Rzeczpospolitej. O polityce zagranicznej wobec Białorusi było. Nie można było wejść głębiej w dupę Sikorskiemu jak zrobił to Kowal podczas tych kilkunastu minut rozmowy. Bielmo spadło mi z oczu już zupełnie. Prości dywersanci Platformy, nic więcej.
Nie mogę tylko zrozumieć cmokania nad nimi Karnowskiego na swoim portalu, nie mogę zrozumieć dlaczego dziennikarze Rzepy tak kibicują tej mizerocie. Zdecydujcie się może Panowie Prawicowi Publicyści po której stonie stoicie? Czy po naszej, czy po ZOMO? Albo-albo!
I nie będzie nic złego w tym, jeśli Jarosław dywersantów wgniecie w nicość polityczną. Nie będzie to miało żadnej wartości na skali dobra i zła.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)