Oczywiście na tym, że podaje się nieprawdziwe przyczyny katastrofy-zamachu. Należy jednak uzmysłowić publice na czym polega istota tej manipulacji.
Odwołajmy się do hipotetycznej sytuacji zaistniałej w ruchu drogowym, ponieważ z takimi przypadkami prawie każdy z nas miał do czynienia i jest z nimi w pewien sposób obyty, w przeciwieństwie do szczegółów procedur lotniczych. Zajmiemy się sytuacją bardzo obrazową, ale - paradoksalnie - analogiczną do wypadku z 10 kwietnia 2010.
W stanie Nowy Jork nierezydent nie może ubiegać się o wyrobienie prawa jazdy, które jest jednocześnie stanowym dokumentem potwierdzającym tożsamość. W efekcie tysiące ludzi jeździ bez prawa jazdy, ponieważ poruszać się muszą i jest to dla nich ważniejsze niż ewentualne konsekwencje prawne poruszania się bez stosownego dokumentu. W samym mieście Nowy Jork policja przymyka na to wykroczenie oko, zdając sobie sprawę ze stanu faktycznego i karze jedynie mandatem, ale poza miastem konsekwencje prowadzenia auta bez prawa jazdy mogą być poważniejsze.
Załóżmy teraz, że taki hipotetyczny nie-rezydent, bez stanowego prawa jazdy, spędził gorący wieczór z przyjaciółmi, oglądając walkę Tomasza Adamka bądz mecz ligi NBA i w środku nocy, z 0,6 promila alkoholu we krwi wraca do domu trasą im. Jackie Robinsona. Trasa na odcinku pomiędzy Cypress Hills Street a Forest Park Drive biegnie efektownymi serpentynami, jest tam podwójna ciągła i mocne ograniczenie prędkości, którego zazwyczaj się nie przestrzega aż tak restrykcyjnie jak nakazuje znak. Serpentyny są 4.
Dodatkowo załóżmy, że nasz kierowca jedzie niesprawnym autem (uszkodzona skrzynia biegów) i zwyczajowo, kiedy opisany wyżej odcinek przemierza nocą, gdy ruch jest tam znikomy, trochę dla zabawy a trochę z powodu bezpieczeństwa, "kosi" raz po raz podwójną linię ciągłą, zmniejszając tym kąt natarcia w ostrych zakrętach. Dołóżmy do tego telefon od żony ze standardowym w takiej sytuacji pytaniem "Kiedy wrócisz?". No i jeszcze standardowo niezapięty pas bezpieczeństwa kierowcy.
I w tym momencie, za ostatnią serpentyną, z nikąd, pod koła, wyłazi pijaczek i auto pomimo próby wyhamowania bądź ominięcia delikwenta kasuje pijaczka i udarza w betonową bandę.
Jaki mamy obraz po przybyciu policji i dochodzeniu prawdy?
- Kierowca bez prawa jazdy
- Kierowca pijany
- Auto niesprawne
- Przekroczona prędkość
- Wielokrotnie przekraczana podwójna linia ciągła
- Niezapięte pasy bezp.
- Rozmowa przez tel. podczas jazdy
- Niezadowalający stan ogumienia (bieżnik, cisnienie w oponach), który mógł wpłynąć na wydłużenie drogi hamowania
Mamy 8 ewidentnych naruszeń przepisów ruchu drogowego i nie tylko. Czy to ciąg zdarzeń, który doprowadził do wypadku? Czy którekolwiek z wymienionych wyżej naruszeń spowodowało wypadek?
NIE. ŻADNA z powyższych przesłanek nie spowodowała wypadku. Wypadek spowodował pijaczek, który wylazł pod koła w najmniej spodziewanym momencie w miejscu zupełnie nieprawdopodobnym dla "ruchu pieszego". Gdyby kierowca jechał za dnia i żadne z powyższych uchybień nie miało miejsca, tak samo rozjechałby pijaczka.
Ale gdyby znaleziono 8 TAKICH grzechów, kierowcy nikt nawet nie wysłuchałby, nie mówiąc o przyznaniu racji jego wersji. Napisanoby raport w 100% obciążający kierowcę i popełnione przez niego wykroczenia uznanoby jako ciąg przyczyn, który doprowadził do wypadku.
Tymczasem do wypadku doprowadził pijany pieszy i jego wyjście na drogę stanowi RZECZYWISTĄ przyczynę wypadku. Kierowca, POMIMO POPEŁNIENIA WYMIENIONYCH WYKROCZEŃ, nie jest przyczyną wypadku.
Tak samo jest ze Smoleńskiem i wypadkiem Tupolewa. Bełkotane wciąż w mediach wykroczenia, braki w szkoleniu, prognozy pogody i inne brednie były! Ale nie mają te wykroczenia żadnego związku z wygrużeniem Tupolewa. Nie one doprowadziły do katastrofy. Na tym właśnie polega kłamstwo smoleńskie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)