W mediach, co rozsadniejsi w ciągu sekundy zarzucili teorię pijacko-naciskową i teraz obowiązuje wersja o tym, że "nie zdążyli" poderwać maszyny, ponieważ żaden z członków załogi nie potrafił odczytać zegarów wysokościomierzy, a pierwszy pilot, kiedy mu barometryczny wysokościomierz nie pasował to podregulował go tak, żeby się zgadzało. Zaprawde genialne wytłumaczenie.
Dla porządku dodam, że skrajna swołocz nadal obstaje za wersją pijacko-naciskową.
Po raporcie Millera możemy jednak postawić pewną hipotezę. Załóżmy, że rzeczywiście był to wypadek (nadal nie wiemy, czy był to zamach czy nie). Załóżmy też, że samolot był sprawny i reagował na posunięcia załogi jak trzeba. Zakładamy też, że załoga chciała odchodzić w automacie, przez co straciła kluczowe sekundy.
Kluczową przy takich założeniach przyczyną katastrofy byłoby zdemontowanie ILSu i innych urządzeń z lotniska, które były tam 3 dni wcześniej. 7go przecież TEN SAM PILOT lądował z Tusku na pokładzie i ludzkie były urządzenia do posadzenia maszyny. Nie słyszałem, by ktoś komunikował załodze, że na lotnisku został 40toletni radar i dwie popsute radiolatarnie.
Po ustaleniu tego, możemy walić w Tusku, że rozdzielił wizyty a wcześniej tak zeszmacił Prezydenta, że nawet magnetofonu porządnego na Lecha żałowali w Smoleńsku.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)